2. Nocny Półmaraton: Wrocław bez fatum, za to pełen czaru [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 15/06/2014 - 12:23

Ubiegłoroczną, premierową edycję imprezy odwołano tuż przed startem. A właściwie to po nim, bo start kilkukrotnie przekładano. Ostatecznie tłumy biegaczy wyruszyły na miasto nielegalnie, by przebiec połowę królewskiego dystansu i mimo wszystko, otrzymały za to medale. Po drodze odbył się we Wrocławiu bieg na 10 km, którego trasa nagle uległa wydłużeniu (inny organizator). Kiedy więc w tym roku pojawiły się plotki o problemach z trasą wynikających z remontu Mostu Zwierzynieckiego, internet zahuczał od plotek i spekulacji.

Wielu wróżyło, że II Nocny Wrocław Półmaraton również zostanie odwołany albo przesunięty. Niesłusznie – tym razem organizatorzy stanęli na wysokości zadania, które sobie postawili wpuszczając na ulice miasta 5200 biegaczy. Wrocław udowodnił, że jednak nie ciąży na nim fatum.

Zmiany były widoczne już po drodze do Stadionu Olimpijskiego, gdzie mieściło się biuro zawodów, start i meta – w całym mieście aż roiło się od patroli policyjnych, które zabezpieczały i przygotowywały poszczególne odcinki do zamknięcia. Było ich na pewno więcej niż rok temu, dokładniej oznaczono też przebieg trasy (duże białe tablice ze strzałkami) oraz kilometraż.

Sama trasa także uległa zmianie, dzięki czemu prowadziła przez najbardziej urokliwe części miasta, w tym kilka zabytkowych mostów (Grunwaldzki, Jagiełły) oraz Ostrów Tumski. Biegacze nie mogli się nudzić, większość była wręcz zachwycona układem trasy. – Pięknie! Było po prostu pięknie i niesamowicie – mówiła Ewa tuż za metą, ledwo mogąc ustać w miejscu z emocji. – Nie wiedziałam, że Wrocław jest aż tak piękny! Cudowne zabytkowe miasto, oświetlone, z klimatem. Biegło się niesamowicie, było czuć magię tego miejsca.

Inni podzielali jej zdania a określenie „magia” pojawiało się w tym kontekście bardzo często. Krzysztof zapytany, jak się biegło, odpowiedział krótko: – Magicznie.

Już sam start, trwająca prawie dziesięć minut rzeka biegaczy w pięknie oświetlonej alei Stadionu Olimpijskiego, pozwalał poczuć ciarki na plecach. Komentator podkreślał cały czas, że takiego widoku Wrocław jeszcze nie widział. Nic więc dziwnego, że na trasę wyszły setki mieszkańców. Mimo później pory, nie brakowało też dzieci.

Choć bieg poprowadzono głównymi ulicami i mostami miasta, utrudniając w znacznym stopniu ruch, nie było widać oburzenia kierowców czy pasażerów komunikacji miejskiej. Swoje życzliwe nastawienie do biegaczy miasto pokazało już rok temu, kiedy podczas nieoficjalnego półmaratonu jego mieszkańcy dosłownie wylegli na ulice, częstując zawodników napojami wyniesionymi z domów (nie było punktów odżywczych, które zlikwidowano po oficjalnym odwołaniu biegu). Tym razem również miasto aż wrzało od dopingu i wsparcia okazywanego biegaczom.

– Byłam zaskoczona tak serdecznym dopingiem ze strony mieszkańców. Mieszkam we Wrocławiu od niedawna, przyjechałam na studia i miasto naprawdę mnie zaskoczyło, pokazało inne oblicze – mówiła nam Ania. – Takie wsparcie ogromnie dodawało siły, pozwalało biec dalej i szybciej, kiedy nogi nie miały już siły.

Poza piękną i właściwie płaską trasą, mocnym dopingiem, chwalono nawet... pogodę. Chociaż wcześniej padało i to nawet tuż przed startem, po nim się rozpogodziło. Nie było gorąco, nie było też mokro. W opinii wielu w takiej aurze biegło się wprost idealnie, nic więc dziwnego, że na mecie posypały się życiówki. – Poprawiłem się o 5 minut! – cieszył się Marcin. – Pogoda była idealna do tego, żeby trochę przycisnąć a do tego Wrocław słynie z fajnych, płaskich i szybkich tras biegowych. Jestem bardzo zadowolony!

Na pochwałę zasługuje też organizacja biura zawodów, dostępność toalet i szatni oraz dość bogaty pakiet startowy. Na mecie na zawodników, oczywiście poza medalami, czekały izotonik, woda, banan, herbata miętowa i zupa. Na ogromnej scenie miał się odbyć koncert, przed nim jednak udekorowano zwycięzców w licznych kategoriach.

Chlubnego wrażenia dopełniła - jak przekonują koledzy z warszawskiej redakcji - transmisja internetowa z biegu. A szczególnie komentator – Roman Toboła. Przywoływane przez niego wersy z twórczości polskich wieszczów trafią do annałów biegowego komentarzu. Sama realizacja – wzorowa.

Jedynym minusem imprezy było przeciągające się w nieskończoność losowanie nagród (20 tabletów i samochód). Każdego wywoływano kilkukrotnie w gwarze głośnej muzyki, organizatorom trudno było się zorientować, kto jest obecny, co wymuszało długie czekanie. Szkoda, że nikt nie wpadł na to, by ściszyć muzykę albo losować po kilka numerów jednocześnie. W ten sposób losowanie zakończyło się ponad godzinę później niż miało.

Jednak poza małym niedociągnięciem w kwestii losowanie, 2. Nocny Wrocław Półmaraton należał do imprez bardzo udanych i świetnie przygotowanych. Z pewnością zapisał się chlubnie w historii polskich biegów ulicznych, wymazując negatywne wspomnienia po poprzedniej edycji. Na pewno wrócimy tu za rok.

Wygrała auto!

Zwycięzca biegu Muindi Daniel Muteti osiągnął czas 1:02:27. Drugi był Francis Lagat z czasem 1:02:49. A trzeci czas uzyskał Melaku Bizuneh (1:03:22). Wśród pań jako pierwsza na mecie zameldowała się Haylay Letebrhan Gebreslasea (1:11:42). Drugie miejsce przypadło w udziale Nancy Koech (1:11:46), a trzecie Nzembi Hellen Musyoka (1:13:41). Dla wszystkich przewidziano wysokie nagrody pieniężne. 

Pełne wyniki znajdziecie w naszym KALENDARZU IMPREZ.

Ale najwięcej powodów do radości miała Aleksandra Karafka, bo to ona otrzymała kluczyki do Forda Ka. Auto wylosowano spośród wszystkich uczestników imprezy.

KM

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce