30. Warszawski Triathlon Zimowy: Nie ma kasku, nie ma hattricka. Rekordowe zainteresowanie zimową przygodą! [ZDJĘCIA]


Opublikowane w sob., 26/01/2019 - 21:24

Chociaż marzeniem wielu jest start na Hawajach, to dopiero Warszawski Triathlon Zimowy może dać naprawdę w kość. W sobotę w stolicy odbyła się jubileuszowa 30. edycja tej unikalnej na skalę ogólnopolską imprezy. O tym, że warto jeździć w kasku przekonał się zwycięzca, który za brak ochrony głowy stracił dopiero co wywalczony tytuł.

Śnieg i mróz nie były w stanie powstrzymać uczestników Warszawskiego Triathlonu Zimowego. Mimo trudnych warunków zmierzyli się oni z lekko zmodyfikowaną trasą, prowadzącą w okolicach toru łyżwiarskiego „Stegny”. Do pokonania było w sumie 16 km. Najpierw biegiem 4 km po przełajowej trasie, później zmiana butów na łyżwy i szybko, niczym Zbigniew Bródka, trzeba było szusować przez 2 km. Dalej, powrót do strefy zmian i decydująca o końcowym rezultacie jazda rowerem - dowolnym - na 10 km.

Impreza ma oryginalny charakter, choć na świecie znany jest już triathlon w wersji zimowej. Rozgrywane są nawet mistrzostwa globu, jakkolwiek program mundialu zawiera nieco inny zestaw konkurencji - bieg przełajowy, jazda na rowerze i bieg na nartach. Dyscyplina walczyła o to, by dostać się do programu zimowych igrzysk w Soczi, jednak bezskutecznie. Ale wróćmy do Warszawy, bo działo się sporo ciekawego.

Drużyny

Na początek rozegrano zmagania drużynowe. Na pierwszej zmianie rywalizowali dwaj doświadczeni biegacze - Robert Celiński i Marek Dzięgielewski. Nieco lepiej spisał się ten ostatni, który dystans pokonał w 13:09, nie pozostawiając kolegów na lodzie. Jako pierwszy z biegaczy pojawił się w strefie zmian i dał sygnał do startu koledze panczeniście.

Ostatecznie drużyna Dzięgielewskiego - MKK TEAM Płońsk - wygrała zmagania z wynikiem 37:44, wyprzedzając o 13 sekund KK Żoliber z Robertem Celińskim w składzie.

- Planowałem dobiec w pierwszej trójce, żeby nam jakoś ustawić rywalizację, ale udało się wygrać z małą przewagą. Jestem zadowolony i cieszę się z formy. Nie spodziewałem się, że na początku sezonu będę miał taką szybkość – relacjonował Marek Dzięgielewski, którego ten start przybliżył do podjęcia decyzji o udziale w Mistrzostwach Świata Weteranów w Toruniu, właśnie w biegu przełajowym. Przypomnijmy, że jest on aktualnym mistrzem świata w kategorii M55.

- To był mój pierwszy start w triathlonie, fakt że nie w całym, ale atmosfera bardzo mi się podoba. Zebraliśmy drużynę, bo to są dodatkowe emocje i inne przeżycia niż w biegach indywidualnych. Tu nie można odpuścić, walczymy do upadłego! - zapewniał nasz rozmówca, którego możecie kojarzyć także ze startów w Krynicy-Zdroju na Festiwalu Biegowym.

W wyścigu indywidualnym faworytem był Tomasz Szala, który mógł wygrać po raz trzeci z rzędu. Zgodnie z planem zawodnik jako pierwszy ukończył część biegową i zameldował się w strefie zmian. Szybko założył łyżwy i wskoczył na lód. Nie założył jednak kasku - jak można zobaczyć choćby na naszych zdjęciach – gdy ten po raz pierwszy był wymogiem regulaminowym (do tej pory kask obowiązywał tylko na rowerze).

Sędzia krzyknął do zawodnika, żeby założył kask, ale ten rozpędzony mógł już tego nie usłyszeć. Zszedł pierwszy z toru, założył kask i wsiał na rower. Popędził po wygraną.

Z sukcesu Szala nie cieszył się długo. Tuż za metą dowiedział o swojej dyskwalifikacji. W chwili rozmowy wierzył jeszcze, że może skończy się na jakiejś karze czasowej.

- Rzeczywiście nie doczytałem regulaminu. Doszło do drobnej zmiany, bo w poprzednio nie trzeba było zakładać kasku na łyżwach. Oczywiście musiałem, go założyć później więc strata czasowa nie była duża i nic na tym nie zyskałem. Zaraz porozmawiam o wszystkim z sędziami - mówił na gorąco zasmucony Tomasz Szala. Ostatecznie nic nie wskórał, stracił trzeci triumf w imprezie.

Blisko minutę po nieoficjalnym jeszcze zwycięzcy na mecie zameldował się Piotr Małek, z czasem 41:59. Po biegu zajmował czwartą pozycję, ale sukcesywnie odrabiał straty. Ostatecznie, wskutek dyskwalifikacji Tomasza Szali, wskoczył na najwyższy stopień podium.

- Nie powinno się kasować zawodników w ten sposób. Nie czuje się w żaden sposób zwycięzcą. Ten wymóg został wprowadzony w tym roku i można było niedoczytać regulaminu, zwłaszcza gdy startuje się tu któryś sezon z rzędu. Oczywiście jest to uzasadnione z przyczyn bezpieczeństwa, ale dla mnie to nie jest zwycięstwo, jakiego bym chciał - powiedział nam Piotr Małek, dla którego to już szósty start w imprezie.

Wśród pań najlepsza okazała się Anna Sajnóg, z wynikiem 51:38, wyprzedzając Ewelinę Bojdzińską (52:30). Natomiast trzecia była 16-letnia Natalia Śliwińska (52:32) z sekcji kolarskiej Cartusii Kartuzy.

Finalnie na mecie zameldowało się 51 pań.

- Rzeczywiście było zimowo, jak sama nazwa wskazuje. Tym razem założyłam na siebie mniej warstw, bo można było łatwo się „zagotować”. Już po pierwszych stu metrach było mi ciepło... - opisywała zwyciężczyni. - Te zawody to dobry trening. Trzeba mieć mocne nogi, żeby biegać i jeździć w tym śniegu no i nie dać się zepchnąć na bok. Zwłaszcza że jak już się wpadnie w koleinę, to trudno się wyswobodzić… - objaśniała tajniki stołecznej trasy Marta Otto, która zajęła 6.pozycje wśród kobiet.

Warszawski Triathlon Zimowy cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Jeszcze w 2009 roku na sklasyfikowano 39 uczestników. Teraz, tylko w zawodach indywidualnych, odnotowano 200 finiszerów. Dodatkowo wystartowało 50 drużyn.

RZ


Polecamy również:


Podziel się: