7. Bieg i Marsz Piwniczanki: Hattrick Reginy Kulki. Niezmordowane małżeństwo Walendziak!


Opublikowane w wt., 24/07/2018 - 11:21

W miniony weekend Grand Prix Małopolski zawitało do Piwnicznej-Zdroju. W uzdrowisku rozegrano już siódmy Bieg i Marsz Piwnicznianki. Bazą imprezy było boisku miejscowego klubu Ogniwo i nazwa ta idealnie opisuje warunki pogodowe, w którym przyszło rywalizować biegaczom.

Ostatnie doniesienia hydrologiczne o sytuacji na południu kraju nie były optymistyczne. Problemy nie dotarły jednak do Piwnicznej-Zdroju i impreza mogła odbyć się zgodnie z planem. Łącznie ponad 280 biegaczy startujących na różnych dystansach uczciło 670-lecie lokacji miasta.

– W naszych stronach nie było zagrożeń powodziowych. I bardzo dobrze, bo bieg prowadzi przez kilka mostków – relacjonuje Marian Dobosz, dyrektor imprezy. Podkreśla jednak wymagające warunki, w jakich przyszło rywalizować uczestnikom

– Przyznam, że w trakcie biegu było bardzo gorąco, a na niebie żadnej chmurki. Pewnie było ponad 30 stopni. Tylko miejscami było trochę cienia, czasami wiało też od strony Popradu. Prosiliśmy biegaczy, żeby biegli z umiarem i głową, żeby „lampka” zapaliła im się w porę, by nie przeszarżować. Na szczęście obyło się bez żadnych interwencji. To nie jest bieg długi, ale daje się we znaki – opisuje organizator. ”

W tym roku biegacze pokonywali nową 9-kilometrową trasę (start i meta został przeniesiony z rynku na wspomniany stadion). Prowadziła ona m.in. nad rzeką Poprad. Co ciekawe, uczestnicy wybiegali też na chwile (ok 1,5 km - red) poza granice naszego kraju, a dokładniej na Słowację, do miejscowości Mniszek.

– Z opinii, które dostałem od uczestników, wynika, że ta trasa jest ciekawsza, chociaż nie śmiem twierdzić, że łatwiejsza. Jest kilka wzniesień. Ale interesujące jest to, że biegnie się wzdłuż Popradu, zwłaszcza pod koniec. Oczywiście jest to też trasa międzynarodowa. Zobaczymy czy zostaniemy przy tej wersji na dłużej. Wszystko zależy m.in. od tego czy Dni Piwnicznej wrócą do rynku – wskazuje Marian Dobosz

Zwycięzcą Biegu i Marszu Piwnicznianki został Paweł Smędowski z gminy Sękowa, który uzyskał czas 30:05. Dziesięć sekund później za nim finiszował ubiegłoroczny triumfator Tomasz Pociecha. Trzeci był Oliwier Mutwil z wynikiem 30:31. Kolejny na mecie zameldował się znany góral - Robert Faron (32:29), który wygrał kategorię masters.

Wśród pań najlepsza okazała się Regina Kulka z wynikiem 36:35. Starsza siostra reprezentanta kraju Szymona, wygrała w Piwnicznej-Zdroju już po raz trzeci z rzędu! Tym razem z dużą, przewagą za plecami zostawiła Angelikę Brończyk (40:07) oraz Annę Bodziony (40:49), która w dorobku ma m.in. medale wywalczone podczas Mistrzostw Europy INAS (dla osób niepełnosprawnych intelektualnie – red).

Czwarta była Alicja Walendziak (41:49), która wygrała kategorie masters. Dodajmy, że biegaczka przyjechała z mężem Ryszardem (48:53) aż z Malborka. Oboje ukończyli wszystkie edycje imprezy! Tylko 8 osób dokonało tej sztuki i wszystkie zostały specjalnie wyróżnione.

W biegu na głównym, zaliczanym do Grand Prix Małopolski dystansie wzięło udział 150 osób. Dodatkowo rozegrano też zmagania na 3,7 km, biegi dla dzieci i dla młodzieży, oraz marsz nordic walking.

Pełne wyniki: TUTAJ

RZ

fot. Natalia Podsadowska, Ambasadorka Festiwalu Biegów


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce