Adriana Kostery 100 maratonów w 100 dni. "Chciałbym być tak dobry, żeby..."


Opublikowane w czw., 16/01/2020 - 09:01

Adrian Kostera to człowiek, o którym niedawno zrobiło się głośno, bo przebiegł 100 maratonów w 100 dni. W tym czasie chodził do pracy, zajmował się domem, rodziną i… zarażał bieganiem innych. Razem z nim pobiegło 76 osób, z czego 16 po raz pierwszy w życiu.

Nie są to jego jedyne sukcesy, bo na koncie ma biegi na 100 km i dobowe, w tym… zwycięstwo w Mistrzostwach Holandii, w której mieszka.

– Na razie jestem na tyle dobry, że wygrałem mistrzostwa Holandii w biegu 24 h, ale chciałbym być tak dobry, żeby wygrać mistrzostwa Polski. Wtedy przyjadę do kraju i wystartuję – zapowiada.

A jego upór i determinacja każą wierzyć, że tak właśnie będzie. Ma spory dorobek i… nieco ponad trzy lata biegania za sobą. A biegową przygodę rozpoczął w sposób, który idealnie nadaje się na scenariusz filmu. Podobnie jak cel, który sobie postawił: rekord świata i 100 triatlonów na dystansie Ironman w sto dni.

Czym zajmujesz się na co dzień?

Adrian Kostera: – Mieszkam w Holandii, pracuję w ogrodnictwie, zarządzam kilkoma szklarniami.

Czyli nie masz nic wspólnego ze sportem?

Nie, jestem totalnym amatorem. I to od niedawna. Nigdy nie uprawiałem sportu, jako dziecko kopałem piłkę, jak wszyscy.

Skąd zatem nagle takie zainteresowanie sportem i to w dość ekstremalnej formie?

To było 9 września 2016, w moje urodziny. 15 lat paliłem papierosy i milion razy próbowałem je rzucić, ale nigdy nie udawało mi się wytrzymać nawet doby bez palenia. Na trzydzieste urodziny postanowiłem wreszcie zrobić to skutecznie. Palenie bardzo mnie denerwowało, ale nie chodziło o duże wydatki albo nawet negatywny wpływ na zdrowie, ale to bycie niewolnikiem. Jak mogę cokolwiek osiągnąć w życiu, skoro nie potrafię nawet rzucić palenia? Skoro przegrywam w tak drobnej sprawie? Moje urodziny były pierwszym dniem, gdy nie zapaliłem ani jednego papierosa. Czułem w sobie wielką siłę, pomyślałem, że teraz mogę znacznie więcej.

Chciałem też pokazać ludziom jak ważne jest rzucenie palenia a tym, którzy nie palą – jakie to trudne. Móc za jakiś czas powiedzieć, że w sporcie zrobiłem to i to, ale nic nie było tak trudne jak rzucenie papierosów. Zacząłem szukać inspiracji, czegoś, na co mógłbym przełożyć swoją energię, zainwestować zaoszczędzone na niepaleniu pieniądze i czas. Przeglądałem Księgę Rekordów Guinessa i tam przeczytałem o Iron Cowboy, człowieku, który zrobił 50 Ironmanów w 50 dni. Wpisałem sobie w wyszukiwarkę Ironman, żeby sprawdzić co to jest i po pierwszym filmiku byłem już zakochany. Wtedy postanowiłem, że kiedyś zrobię ich 100 w sto dni.

Tak po prostu? Bez żadnego fizycznego przygotowania i sportowego doświadczenia?

Tak. Przygotowałem sobie solidny plan, zacząłem go realizować i nadal się go trzymam od 3,5 roku.

I po 3,5 roku treningów od zera przebiegłeś sto maratonów w sto dni?!

Tak. To miała być próba, próba fizyczna dla mnie, ale i próba zdobycia sponsorów. Miała się odbyć później, ale sytuacja mnie przynagliła. Chciałem sprawdzić czy podołam, ale nawet nie chodziło o moje możliwości fizyczne, tylko o logistykę. I o to, czy moja żona to wytrzyma.

Zadziałało? Udało się znaleźć sponsorów?

Tak. Znalazłem jednego bardzo dobrego sponsora i nauczyłem się, jakich sponsorów nie szukać. Marketingowo też poszło po mojej myśli. Ale najważniejsze dla mnie jest to, że przyciągnąłem wiele osób, Polaków i Holendrów, którzy biegali ze mną. Niektórzy pokonali pierwszy maraton.

Jak technicznie wyglądały Twoje maratony?

Od poniedziałku do piątku biegałem po pracy. Mam przygotowaną pętlę o długości ¼ maratonu, wychodziłem na nią o 18:00 i, jeśli ktoś był, biegliśmy razem. Jeżeli byłem sam, to często modyfikowałem trasę, żeby nie biegać zawsze tak samo. Było kilka oficjalnych maratonów, podczas których spotykaliśmy się z ludźmi z grupy Polacy Biegają w NL, którą zarządzam. Było też kilka imprez okolicznościowych u mnie w domu: pierwszy, pięćdziesiąty i setny maraton, bieg mikołajkowy. Przychodziło między 20 a 50 osób. Kilka razy jeździłem też do innych miast Holandii i organizowałem biegi dla osób, które nie mogły dotrzeć do mnie.

Zakładałeś jakiś konkretny czas na pokonanie każdego maratonu?

Na początku ambitnie chciałem kończyć wszystkie poniżej 4 godzin, żeby skończyć o godzinie 22 i mieć odpowiednio dużo czasu. Ale potem nauczyłem się słuchać swojego ciała, schowałem zegarek i biegałem na wyczucie, bez presji. Średni czas wyszedł mi niego powyżej 4 godzin.

Ale był też maraton rekordowy, poniżej 3 godzin…

Tak, 2:59:05. Planowałem złamanie 3 h od dawna. Kiedyś założyłem sobie jeden oficjalny maraton na jesień i poprawę czasu. W 2017 w debiucie miałem 3:27, rok później w Toruniu 3:13, ostatnio 3:03. Wiedziałem, że złamanie 3 godzin to kwestia czasu. Ale nie mogłem się przygotować do konkretnego maratonu z racji projektu 100 maratonów. Postanowiłem spróbować podczas niej. Udało się podczas 98 maratonu.

98?! Przy takim zmęczeniu? Masz jakiś sekretny sposób na regenerację?

To chyba kwestia pracy… Od dawna cały dzień w niej chodzę, robiąc około 20 km. To chyba sekret regeneracji: pozostawać w ciągłym ruchu, nie siedzieć ani nie leżeć. Kolega z pracy, który nigdy nie biegał, przyszedł na jeden z moich maratonów i od razu przebiegł 10,5 km. Bez problemu.

Zaraziłeś wiele osób bieganiem, udowodniłeś, że możesz. Co jeszcze dało Ci ukończenie tych 100 maratonów w sto dni?

Mam taką tezę, że o naszych maksymalnych możliwościach decydują serce, płuca i nogi. Przed projektem miałem na każdym dystansie podobne tempo i na żadnym nie mogłem pobiec szybciej. Nigdy nie bolały mnie nogi, za to dochodziłem do maksymalnego pułapu tlenowego i nie byłem w stanie zrobić nic więcej. Teraz poprawiło się wiele kondycyjnie. W tym 98 dniu nogi nie były jeszcze bardzo zmęczone a jednocześnie moje płuca gotowe na tę próbę i udało się złamać 3 godziny.

Super. Kiedy w takim razie próba bicia rekordu?

To daleka przyszłość. Przede wszystkim ja normalnie pracuję, więc taka próba będzie się wiązała z długim urlopem. Muszę być pewny, dobrze się przygotować. Wstępnie nastawiam się na 2023.

A co pomiędzy?

W tym roku pięciokrotny Ironman w ramach zawodów. Na jesień dziesięć Ironmanów w 10 dni, ale to już prywatnie. W przyszłym roku sto, ale połówek. Później najdłuższe oficjalne zawody, jakie są, czyli 30 IM w 30 dni. I po roku moja próba… To takie większe plany. Poza tym cały czas takie starty, jakie lubię, czyli na 100 km i 24 h.

Skoro masz mocną głowę, dużo energii i kosmiczną zdolność regeneracji, to czego jeszcze mogę życzyć?

Na pewno przyda się dużo szczęścia, bo w sportach ultra nigdy nie można być pewnym na starcie, że ukończy się dane zawody. No i tego, żeby kontuzje mnie omijały, to najważniejsze.

W takim razie szczęścia i setek Ironmanów bez kontuzji! Dzięki za rozmowę.

Rozmawiała Katarzyna Marondel


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce