Ambasador został Karkonoszman'em [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pt., 27/06/2014 - 12:38

Na linii mety niektórzy zawodnicy twardo zarzekali się, że już nigdy więcej takich hardcore’owych imprez jak Karkonoszman. Próbowałem ich wówczas zrozumieć – zmęczenie robi swoje, a przez pryzmat cierpienia i chwilowego zamętu można wygadywać niedorzeczne frazesy. Jednak już po krótkiej regeneracji wszystko szczęśliwie wróciło do normy, linia tolerancji bólu przesunęła się jeszcze dalej i nastąpiła kolejna faza rozmyślań. Rozpoczęły się więc dywagacje na temat kolejnych wyzwań – może spróbować udziału w loteriach do Norseman’a, albo Celtman’a…

W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, których miałem okazję poznać podczas „Karkonoskiego weekendu” - tych śmiertelnie poważnych i tych, co spoglądają na świat z przymrużeniem oka. Szczególny szacunek należy się dla osób supportujących – w wielu przypadkach to krewni, czy rodzina, którzy poświęcili dla zawodników czas, cierpliwość i wiele energii. W moim przypadku podziękowania kieruję do mojego taty. Chociaż zawody rozgrywały się dwa dni przed Dniem Ojca, miałem wrażenie, że to właśnie 21 czerwca jest tym dniem, gdzie spędziliśmy czas w najlepszy sposób, jaki można sobie wymarzyć. Po prostu męska przygoda i duża dawka pozytywnych wrażeń.

Epilog

Biegacz, który pokonał królewski dystans jest maratończykiem. Triathlonista, który ukończył dystans długi w trzech dyscyplinach odpowiednio 3,8 - 180 - 42 zostaje Ironmanem. Zaś triathlonista, który zmierzył się 21 czerwca bieżącego roku z trasą triathlonu Karkonoskiego jest Karkonoszmanem. Można by rzec, że ktoś kto pokonał trud tych zawodów, jest z całą pewnością żelaznym góralem z krwi i kości.

Uzyskanie tytułu Karkonoszmana zapewne otworzyło nowy etap i odmienne spojrzenie na tę piękną dyscyplinę każdemu z 66 uczestników Triathlonu Karkonoskiego. Własnymi emocjami – śmiechem, łzami dzielili swoje szczęście z innymi i nadali wyjątkowego kolorytu tej imprezie poprzez manifestowanie ponadludzkiego wysiłku i hartu ducha. Dla niektórych to być może chwilowa przygoda, odskocznia od ulicy i wielkomiejskiego zgiełku. Dla innych kolejny etap ekstremalnej przygody, która być może potrwa dłużej. Bo jak tu nie dać się uwieźć swoistej magii gór, które chociaż są bardzo wymagające, ale za to odwdzięczają się niesamowitą scenerią i przepięknymi widokami! I ta bezcenna cisza, która daje nieograniczone możliwości dialogu – wymiany zdań z druga osobą, ale przede wszystkim wewnętrznej walki własnych myśli...

Rafał Ławski, Ambasador PZU Festiwalu Biegowego w Krynicy-Zdrój

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce