Artur Kozłowski – ostatni Polak, który wygrał Życiową Dziesiątkę. „Prędkości były kosmiczne od samego początku”


Opublikowane w czw., 15/08/2019 - 08:35

Sekunda. Tylko i aż tyle wynosiła różnica między Arturem Kozłowskim a Kenijczykiem Davidem Metto podczas Życiowej Dziesiątki w 2013 roku. Ku uciesze kibiców zgromadzonych na muszyńskim rynku wygrał maratończyk z Sieradza, uzyskując fantastycznym rezultat 27:49! Choć mijają lata, jest to ostatnia wygrana Polaka w tej festiwalowej konkurencji.

Paradoksalnie w tamten niezwykle ciepły dzień uwaga mediów - i to nie tylko tych sportowych - skupiła się na "Królowej Zimy” - Justynie Kowalczyk. Mistrzyni olimpijska i mistrzyni świata, tym razem bez nart, dołączyła do uczestników Życiowej Dziesiątki. Do mety dobiegła na znakomity dziewiątym miejscu open, z czasem 35:07. J

Ale największe powody do radości tego dnia miał właśnie Artur Kozłowski. – To jest jeden z tych biegów, którymi mogę się pochwalić. Od początku do końca poszedł po mojej myśli – ocenia dziś biegacz, którzy w 2016 r. sięgnął po tytuł mistrza kraju w maratonie i pojechał na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Rok później obronił złoto maratońskich MP.

W barwnym tłumie ponad 1820 osób, które stanęły wówczas na starcie w Krynicy, nie brakowało specjalistów od szybkiego biegania. Oprócz wspomnianego już Artura, pobiegli też m.in Szymon Kulka, który już wtedy miał w dorobku kilka sukcesów (m.in. brąz Młodzieżowych Mistrzostw Europy na 10 000 m), Dominika Napieraj czy Matylda Kowal, a także zawodnicy z Kenii i Ukrainy. O tym, że poziom rywalizacji stał na bardzo wysokim poziomie, niech zaświadczą wyniki. Aż trzech zawodników złamało granicę 28 minut, a siedmiu barierę 30 minut! Kapitalnym atakiem w drugiej części trasy Artur Kozłowski wyprzedził wspomnianego Davida Metto oraz Henry’ego Kemboia.

– Tamten bieg był bardzo szybki, a moją mocną stroną były zawsze wolniejsze tempa i mocne końcówki. Tym razem było nieco inaczej. Nie ma co ukrywać, znamy biegaczy z Kenii i wiemy na co kogo stać. Zresztą oni też nas obserwują. Może zabrzmi to górnolotnie, ale oni wtedy wiedzieli że powalczymy na finiszu. Dlatego od razu narzucili mocne tempo. Panowie rozmawiali z sobą w trakcie biegu i nawet „poświęcili” jednego kolegę, by poprowadził grupę. Dawid Metto miał „wykończyć” sprawę – wspomina Artur Kozłowski, który dobrze pamięta tamten bieg.

– Starałem się kontrolować sytuację. Ponieważ pierwsze kilometry trasy są najbardziej strome, to prędkości były kosmiczne już od samego początku. Jak zobaczyłem międzyczas, to aż się przeraziłem! Byłem jednak w dobrej formie i nie chciałem odpuścić. W pewnym momencie zostałem z trzema Kenijczykami, którzy rozbiegali się na wszystkie strony ulicy. To były mocne szachy – opisuje nasz rozmówca, jakby finiszował dosłowne przed chwilą.

– Na 8. kilometrze sam postanowiłem przetestować rywali. Zostałem już tylko z Metto. Na 500 metrów przed metą miałem bezpieczną przewagę, ale na ok. 300 m przed metą usłyszałem, że „rywal się zbliża”. Trochę mnie to zblokowało, ale udało mi się jeszcze skontrować – wspomina Artur Kozłowski.

Oficjalny rekord Polski w biegu ulicznym na 10 km to 28:22. Wyniki Artura Kozłowskiego, czy także Henryka Szosta z 2010 roku (27:33) choć lepsze od rekordu Leszka Bebło z 1993 r., do miana rekordów aspirować nie mogą. Bo trasa Życiowej Dziesiątki choć jest atestowana przez PZLA, nie spełnia wszystkich wymogów regulaminowych IAAF, podobnie jak np. trasa słynnego Maratonu Bostońskiego czy 50-tysięcznego Great North Run. Chodzi o różnice przewyższeń (spadek trasy Życiowej Dziesiątki to 128 metrów) i zbyt dużą odległość startu od mety (bieg prowadzi drogą wojewódzką z Krynicy-Zdroju do Muszyny, na start uczestnicy wracają autokarami podstawionymi przez organizatora Festiwali Biegowego). Niemniej żeby uzyskać takie wyniki potrzeba sporo wysiłku.

– Patrząc na czasy, jest to bardzo dobre bieganie. Choć z przewyższeniem, to i tak trzeba przebierać nogami. Wiele zależy od techniki, bo trzeba biec ekonomicznie, od samego początku, by się nie „ponabijać”, by mięśnie nie zesztywniały. Zwykle kojarzymy, że siły tracimy biegnąć tylko pod górę. Ale biegnąc w dół sytuacja jest podobna. Końcówka może być sporą męką – zauważa Artur Kozłowski.

Od kilku lat trasa Życiowej Dziesiątki prowadzi zawodników na tereny Centrum Rekreacji i Sportu Zapopradzie, a więc w nieco odmienny sposób niż pamiętny bieg z udziałem Artura Kozłowskiego.

– Obecna trasa jest nieco trudniejsza w końcówce, ale nie mówimy tu o jakichś dużych stratach. Sądzę, że jest wolniejsza o ok. 5-10 sekund od tej z metą na rynku w Muszynie. Dużo zależy od pogody i wiatru. Oczywiście trzeba też trafić z formą. Wielu naszych biegaczy celuje jesienią w dłuższe dystanse, a jak ktoś goni za maratonem to prędkości na 10 km spadają. Zresztą tych długodystansowców na wysokim poziomie nie mamy zbyt wielu, by w Krynicy mierzyli się z rekordem Szymona Kulki (28:31 - red.) – analizuje Artur Kozłowski, który sam przygotowuje się do jesiennego maratonu w Warszawie.

Życiowa Dziesiątka wystartuje 7 września o godz. 10:50. Bieg rozgrywany jest w randze Mistrzostwa Polski Masters w Biegu Ulicznym 10 km. Llista zgłoszeń obejmuje już blisko 1900 osób. Zapisy trwają - TUTAJ. Pula nagród konkurencji to aż 61 800 zł w nagrodach finansowych!

Życiowa Dziesiątka – poczet zwycięzców:

  • 2018: Silas Mwetich (28:32) i Christine Mora Oigo (32:22)
  • 2017: Nelson Cherutich (28:50) i Viktoriia Pogozielska (33:20)
  • 2016: Dominic Musyimi (28:18) i Lilia Fiskowicz (32:14)
  • 2015: Moses Komon (27:39) i Rebecca Korir (31:43)
  • 2014: Abel Rop (27:51) i Nancy Wambua (32:11)
  • 2013: Artur Kozłowski (27:49) i Gladyss Biwott (32:37)
  • 2012: Radosław Kłeczek (28:43) i Kamila Pobłocka (36:28)
  • 2011: Martin Muia (28:05) i Aleksandra Jawor (33:30)
  • 2010: Laszlo Toth (27:30) i Katarzyna Kowalska (32:12)

RZ


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce