Bieg po Nowe na starej miejscówce. Biegacze dla młodzieży [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 19/05/2019 - 20:32

Kiedy w ubiegłym roku braliśmy udział w charytatywnym Biegu po Nowe, wszystko wskazywało, że kolejna edycja odbędzie się już w okolicach nowej siedziby organizującego go Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 3 w Łodzi. Okazało się jednak, że przy ul. Częstochowskiej zupełnie nie ma na to warunków. Dzięki uprzejmości Klubu Strzeleckiego „Dziesiątka”, który użyczył swojej strzelnicy dla biura zawodów, popularną wśród łódzkich biegaczy piątkę i dychę udało się rozegrać w dotychczasowej lokalizacji, czyli Parku im. J. Piłsudskiego (Parku na Zdrowiu).

Kadra MOS nr 3 od lat prowadzi autorski sportowy program wychowawczy dla młodzieży zagrożonej wykluczeniem społecznym. Celem Biegu po Nowe tradycyjnie jest zbiórka środków na sprzęt sportowy dla podopiecznych Ośrodka. W tegorocznej edycji szczególnie chodzi o budowę mobilnej ścianki wspinaczkowej oraz urządzenie boiska przy ul. Częstochowskiej.

W niedzielne popołudnie powietrze było gorące i parne, jakby przed zapowiadaną w prognozach burzą i ulewą. Aura jednak oszczędziła biegaczy i załamanie pogody nie nadeszło. Już po kilku skipach i rytmach na rozgrzewce byłem zgrzany i spocony. Trudno się przyzwyczaić do biegania w takich warunkach, kiedy do przedwczoraj niepodzielnie panowała Zimna Zośka.

Start i meta zostały przeniesione w pobliże strzelnicy, jednak trasa biegu dokładnie pokrywała się z tą z poprzednich edycji. Pierwszy kilometr biegł lekko w dół aleją gen. Orlicz-Dreszera. Następnie okrążyliśmy dawny lunapark i pobiegliśmy wzdłuż ul. Srebrzyńskiej, al. Unii i ul. Konstantynowskiej do tramwajowej krańcówki na Zdrowiu, by skręcić w ziemną parkową alejkę. Ostatni kilometr znów prowadził popularnym wśród trenujących interwały „dreszerem” – tym razem nieznacznym, ale dającym się odczuć podbiegiem. Biegnący na 10 km mieli do pokonania tę pętlę dwukrotnie.

Choć od początku wziąłem poprawkę na warunki atmosferyczne, nawet na końcówce nie miałem zbytnio z czego przyspieszyć. Dopiero na ostatnich 300 metrach udało mi się wyprzedzić jeszcze kilkoro współzawodników. Na metę wpadłem totalnie zziajany w mało zadowalającym czasie 23:28 netto. Myślę jednak, że panująca duchota spokojnie dokładała około minuty do wyniku. Podobnego zdania byli inni zawodnicy.

Najszybsi na 5 km byli: Paweł Kopaczewski (17:01), Łukasz Janiszewski (17:11) i Przemysław Jabłoński (18:12) oraz Paulina Szymczak (21:23), Aleksandra Umińska (21:24) i Ewa Pietruszewska (22:02). Na dwukrotnie dłuższym dystansie miejsca na podium zajęli: Robert Wójcik (39:28), Michał Janus (40:07) i Robert Błaszczyk (43:06) oraz Marta Długosz-Sawicka (45:38), Wiktoria Stasiak (49:34) i Aneta Czuma (51:47). We wspólnej klasyfikacji marszu nordic walking na 5 km najlepsi byli: Michał Osiński (31:31), Marcin Stanecki (34:54) i Izabela Łaszczuk (37:23). Trasę biegu rodzinnego na 1 km najszybciej pokonały rodziny Schabów, Dziobiaków i Chałmińskich. We wszystkich konkurencjach wystartowało około 200 osób. Pełne wyniki wkrótce.

Szczególnie zacięta była rywalizacja kobiet na piątce. Dwie najszybsze panie dzieliła na mecie niespełna sekunda. – Przez pierwsze 2 km prowadziłam – opowiadała nam Paulina Szymczak – ale potem przez tę duchotę zaczęło mnie odcinać. Pewnie też się do tego przyczyniło to, że niedawno przez dwa tygodnie chorowałam. Wtedy Ola mnie wyprzedziła, a ja usiadłam jej na plecach. Dopiero na ostatnich 50 metrach udało mi się ją wyprzedzić. Do życiówki sporo zabrakło, ale jak na te warunki atmosferyczne i moją obecną formę, to całkiem nieźle.

– Przegrałem z pogodą – przyznał mimo odniesionego zwycięstwa Paweł „Pako” Kopaczewski. – Celem na ten bieg było uzyskanie wyniku, a miejsce było sprawą drugorzędną. Chciałem pobiec na życiówkę, nieco powyżej 16 minut. Dlatego ruszyłem w tempie na taki czas. Szybko okazało się jednak, że dziś nie wytrzymam takiej szybkości i bardzo się męczyłem po drodze. Pod koniec biegu widziałem, że drugi zawodnik się do mnie zbliża, ale na szczęście mnie nie doszedł. W najbliższych tygodniach mam jeszcze w planie dwie piątki i mam nadzieję, że dyspozycja i pogoda pozwolą mi na poprawę wyniku.

– Pierwsze kółko miało być rozpoznawcze razem z kolegą, ale na drugim i tak zwolniłem – relacjonował zwycięzca dychy Robert Wójcik. – O wygranej nie myśleliśmy, ale mieliśmy w planie walkę o podium. Jeden zawodnik wyrwał przed nami, ale odpuściliśmy gonienie go, bo wiedzieliśmy, że zaraz spuchnie, i dokładnie tak się stało po pierwszym kilometrze. Na drugim odłączyłem się od Michała, który później utrzymał drugie miejsce. Cieszę się, że tutaj obroniłem zeszłoroczne zwycięstwo, a przy okazji wyszedł dobry trening przed Biegiem Piotrkowską za tydzień, gdzie chcę spróbować złamać 38 minut.

– W zeszłym roku byłam tu druga, a teraz naprawdę wygrałam? – do końca nie dowierzała Marta Długosz-Sawicka. – Trochę płynę od tego gorąca, ale w parku na szczęście drzewa dają trochę cienia. Mimo upału biegło mi się bardzo dobrze, tym bardziej, że niedawno na Wings for Life pokonałam prawie 30 km. Lubię ten bieg, jest fajnie zorganizowany, na mecie dzieciaki z Ośrodka wręczają medale...

Pani Katarzyna Wolska-Kumosińska z MOS nr 3 opowiedziała nam o nowej sytuacji Ośrodka po przymusowej przeprowadzce. – To nie jest to samo, co w starej siedzibie przy ul. Praussa, gdzie mieliśmy znakomitą infrastrukturę sportową – przyznała – ale musimy się przyzwyczaić do nowych realiów. Mam nadzieję, że nasza tradycja biegowa przez to nie zginie. Chciałabym bardzo podziękować KS „Dziesiątka” za przygarnięcie naszego biura zawodów.

– Boisko, to dużo powiedziane – stwierdziła pani dyrektor Ośrodka. – Chodzi po prostu o wynajęcie koparki i spychacza, by wyrównać teren, na którym moglibyśmy posadzić trawę. W nowej siedzibie nie mamy żadnego zaplecza sportowego. Ze ścianką jest nieco łatwiejsza sprawa, ponieważ będzie ona mobilna, na przenośnym rusztowaniu, zbudowana rękami naszych pracowników i dzieci. Będzie stała na zewnątrz, dostępna nie tylko dla naszych podopiecznych. Dużo z naszych dzieciaków ma uprawnienia do asekuracji na wędkę. Z siłownią jest trudniej. Na Praussa mieliśmy dużo sprzętu, który teraz z braku miejsca musieliśmy porozdawać innym ośrodkom. Na szczęście przygarniają nas okoliczne kluby, szczególnie chciałabym podziękować siłowni Human. A jak jest ciepło, to prowadzimy zajęcia WF na dworze.

Bieg po Nowe najprawdopodobniej pozostanie w Parku na Zdrowiu. Organizatorzy mają nadzieję, że w kolejnych latach uda się tu również organizować ich grudniowy bieg „Jestem Mikołajem”, z którego cały dochód jest przeznaczony na gwiazdkowe prezenty dla podopiecznych Ośrodka.

KW


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce