Bieg Wegański - trochę słońca, trochę błotka [ZDJĘCIA]



W niedziele 8 maja w okolicach siedziby Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Warszawie rozegrano 4. Bieg Wegański. W trzech biegach wystartowało blisko 1000 osób. Przez cały dzień można było skosztować kuchni roślinnej oraz posłuchać wegańskich ekspertów i praktyków.

Biegacze rywalizowali na trasie opartej o zielone tereny Pasu Nadwiślanskiego. Jedna pętla liczyła 5 km. Po opadach deszczu, które przeszły nad miastem w sobotnie wieczór na trasie znalazły się naturalne przeszkody, choćby w postaci przewróconego drzewa. Nie brakowało też błota i kałuż. Uczestnicy nie mogli więc narzekać na nudę. Wiele osób podeszło do biegu z odpowiednim dystansem przebierając się za marchewki, króliki czy też wegański tort.

Wygrał, ale tylko na trasie

O godzinie 9 i dobry początek dnia, wystartował bieg na 5 km. Jako pierwszy linie mety przekroczył Stefan Wnorowski (czas 18:00), biegnący ze swoim czworonożnym przyjacielem. Według regulaminu okazał się on jednak tylko zwycięzcą kategorii osób biegnących z psami. Klasyfikację generalną wygrał drugi na mecie Konrad Taber (czas 18:52).

– Staramy się współpracować z Nelą (wyżeł węgierski - red). Podczas biegu pies mi pomaga, ale ja też muszę mu ułatwiać zadanie. Inaczej nie będzie wyniku. Wszystko zależy od komend i wspólnych treningów. Często można nas spotkać na parkrunie w Konstancinie – mówił na mecie Stefan Wnorowski. – Warunki do biegania były ciężkie. Było gorąco. Tam gdzie nie było cienia, to można było poczuć się jak w saunie – ocenił.

Wśród pań na dystansie 5 km najlepsza okazała się Małgorzata Michniewicz (czas 25:01), dla której było to pierwsze zwycięstwo w biegowej przygodzie ze sportem.

– Bardzo się cieszę z wygranej. Przez większość biegu nie wiedziałam nawet, że prowadzę! Zaczęłam bardzo spokojnie, bo było dużo kałuż i trochę tłoku. Później, gdy już zrobiło się trochę miejsca, to mogłam zacząć biec swoim tempem. Czułam się dobrze, więc zaczęłam przyspieszać. Pod koniec chciałam wyprzedzić dziewczynę, która biegła równo ze mną. Zawsze takie wyprzedzanie osoby, która jest najbliżej działa na mnie motywująco. Utrzymałam szybkie tempo już do końca. Okazało się, że to była walka o pierwsze miejsce – relacjonowała zwyciężczyni.

Radek za Artura

Po godzinie rywalizację rozpoczęli uczestnicy zmagań na 10 km. Do tej pory trzy razy Bieg Wegański na tym dystansie wygrywał Artur Jabłoński. Zawodnik tym razem nie mógł obronić tytułu, bo uciekał w tym czasie przed samochodem - metą w Poznaniu. Pod nieobecność Artura w kronikę Biegu Wegańskiego złotymi zgłoskami wpisał się Radosław Gromek (czas 36:36)

– Wystartowałem tu w ramach treningu, bo miałem w planach zrobić szybkie 8 km. Polecał mi ten bieg jeden z organizatorów imprezy, więc postanowiłem wystartować. Nawet nie wiedziałem, że do tej pory „dychę” wygrywał tu tylko Artur. Na pewno gdyby był o wygraną było by mi trudniej. Wiem jednak, że jest w Poznaniu i życzę mu powodzenia. Jak na ściganie się na 10 km, to pogoda nie była najlepsza. Dodatkowo praktycznie przez cały czas biegłem sam. Tylko pierwsze dwa kilometry miałem kompana – mówił Radosław Gromek.

Wśród kobiet najlepsza okazała się Natalia Gałązka (45:12), która zajęła też wysokie 10. miejsce w klasyfikacji generalnej.

– Myślałam, że będzie gorzej patrząc na pogodę. Pierwsze 5 km biegło mi się super. Później zmogło mnie słońce. Cały czas miałam na uwadze, że goni mnie rywalka. Okazało się jednak, że miałam spokojną przewagę. Jak co roku, można było też liczyć na jakieś niespodzianki. Tym razem na trasie było drzewo oraz schody. Ze swojego czasu, biorąc pod uwagę warunki, jestem zadowolona – podsumowała zwyciężczyni.

W biegu na 10 km wystartował też Adam Karol. Złoty medalista olimpijski z Pekinu w wioślarstwie i były Minister Sportu i Turystyki zajął czwarte miejsce z czasem 41:24. Dla niego był to dobry sprawdzian przed 2. PZU Gdańsk Maratonem, który odbędzie się w przyszły weekend.

– Trasa nie była taka łatwa jak się wydaje. Przy tych prędkościach każde nachylenie jest odczuwalne w nogach. Wydaje mi się, że mogłem pobiec trochę lepiej. Po wczorajszych rozmowach w moim trenerem od przygotowania biegowego (Radosławem Dudyczem - red) ustaliliśmy, że mam pobiec luźno. Ja jednak, gdy widzę tłum i ludzi, którzy się ścigają, nie potrafię się opanować – mówił po biegu Adam Korol. – Za tydzień startuję w Gdańsku. Przygotowywałem się do tej imprezy całą jesień i zimę. Chciałbym powalczyć z 3 godzinami – zapowiedział

Półmaraton na deser

Na deser o godzinie 14 wystartował pierwszy półmaraton Biegu Wegańskiego. Uczestnicy mieli do pokonania trzy pętle po 7 km. W porównaniu z biegami na 5 i 10 km pętla została wydłużona w kierunku Mostu Gdańskiego. Pierwszym zwycięzca został Grzegorz Kozłowski (1:20.54)

– To bardzo przyjemne zapisać się w historii imprezy. Cieszę się, że udało mi się wygrać. Przyznam się, że miałem za bardzo konkurencji. Przez dwa pierwsze kółka kontrolowałem sytuację, a na trzecim już „truchtałem” do mety – opisywał zwycięzca.

– Bawię się teraz bieganiem. Jestem po poważnej kontuzji, której nabawiłem się rok temu podczas ORLEN Warsaw Marathon. Prawie rok pauzowałem. Od trzech miesięcy wracam do biegania i nie napinam się jeszcze na wyniki. Przyciągała mnie formuła biegu, bo sam jestem wegetarianinem. W moim przypadku taka dieta, bardzo dobrze się sprawdza - od dwóch lat nie jem mięsa. Mój organizm bardzo dobrze się regeneruję i mogę wykonywać cięższe treningi – mówił Grzegorz Kozłowski.

Piątą edycję Biegu Wegańskiego zaplanowano na jesień.

RZ


Polecamy również:


Podziel się: