Biegacz i wózkarz - razem czy osobno? Kto i gdzie traci, zyskuje?

Biegacz i wózkarz - razem czy osobno? Kto i gdzie traci, zyskuje?


Gdy Aron Anderson pokonywał ostatnie kilometry na wózku aktywnym (bez wsparcia, napędzanym jedynie siłą rąk) w Wings for Life World Run, wielu kibiców wstrzymało oddech. Jedni życzyli mu wygranej, inni wręcz przeciwnie.

- Jego wyczyn był niesamowity. Oglądałem tę relację i całym sobą życzyłem mu, by wygrał - mówił Janusz Bukowski ze Stowarzyszenia „Dać siebie innym”, pomysłodawca akcji, której celem było nakłonienie organizatorów imprez biegowych do uwzględniania rywalizacji wózków aktywnych w klasyfikacji.

- Dla mnie ten człowiek (Aron Anderson) jest mutantem - mówi Witold Misztela, koszykarz na wózku, najszybszy wózkarz polskiej edycji Wings for Life World Run.

Globalny zwycięzca Wings for Life obudził też odmienne uczucia.

"Uważam, że to nie fair. Zwykle są oddzielnie klasyfikacje w biegach dla wózkarzy. Uczestnictwo OK ale wspólna klasyfikacja już NIE. Nie umniejszam wysiłku Andersona ale to są zawody BIEGOWE i to jednak trochę inny rodzaj wysiłku”

„Bądźmy obiektywni...[Bartosz Olszewski] nie przegrał. Nie można łączyć dwóch innych dyscyplin. Nic nie ujmując temu Szwedowi, bo wykazał się wolą walki, wielkim charakterem i siłą, ale Bartosz nie mógł sobie pozwolić na odpoczynek na odcinkach z górki.”

- głosiły komentarze pod tekstem o zwycięstwie szwedzkiego wózkarza i jednoczesnym triumfie Polaka Bartosza Olszewskiego wśród biegaczy. Czy rzeczywiście jest łatwiej, czy zawodnicy na wózkach faktycznie są szybsi na zjazdach/zbiegach?

Aron Anderson to szczególny przypadek. Na wózek trafił w wyniku choroby nowotworowej. Już jako osoba z niepełnosprawnością marzył o karierze paraolimpijskiej. Trenował wytrwale i w 2008 r. wystartował na paraolimpiadzie w Pekinie. - Pamiętam, że miał niezwykłą wolę walki, próbował przekraczać granice i realizować marzenia, ale nie do końca pozwalał mu na to stan zdrowia i chyba poziom przygotowania - powiedział nam jeden z polskich paraolimpijczyków, który startował w Pekinie.

Marzenia o paraolimpijskim medalu nigdy się spełniły. Stan zdrowia Arona nie pozwolił mu na start w Londynie, poszedł więc w inną stronę. Zdobywał szczyty: Kabnekaise, Elbrus, Kilimanjaro. Stał się ultramaratończykiem, pływakiem, zdobywał bieguny. To zawodnik nieprzeciętny.

Nieprzeciętnym zawodnikiem jest także Janusz Radgowski. Od kilku lat na wózku przemierza tysiące kilometrów. Organizuje ekstremalne wyprawy na dystansach 3000 czy 5000 km. Właśnie szykuje się do kolejnej wyprawy wschodnim wybrzeżem USA.

- Zawsze startowałem razem z zawodnikami pełnosprawnymi. Chyba po prostu wypycham ze świadomości to, że jestem niepełnosprawny. Nie poddaję się temu. Aby rywalizować z biegaczami, muszę naprawdę mocno trenować. I łatwo nie jest. Może już teraz podbiegi stanowią dla mnie chleb powszedni, ale nie zawsze tak było. My i biegacze mierzymy się z tym samym. Wspieramy się na trasie, pytamy się o samopoczucie. Tak samo się męczymy - mówi Janusz Radgowski, który dodaje że siła rąk ma swoje ograniczenia.

- Pokonałem kontynent amerykański. Walczyłem tam z niewyobrażalnym bólem, nawet oddychanie mnie bolało. Siłą woli walczyłem o dotarcie do mety każdego dnia. Podczas biegu omdlewają mi ręce. Biegaczom nogi odmawiają posłuszeństwa. Boli mnie całe ciało oprócz włosów i paznokci. Obserwuję, że u biegaczy jest tak samo. Wszyscy walczymy, pokonujemy swoje słabości, wszyscy cieszymy się, gdy docieramy na metę - mówi Janusz Radgowski, który na swoim wózku osiąga szybkość 15 km/h, której jednak nie utrzymuje jej przez całą trasę. Zwykle jest wolniej. Zdarzają się krótkie odcinki z szybkością 19 km/h.

Mimo, że wózek Radgoskiego jest wolniejszy od nóg biegaczy, to jednak jest za tym, by klasyfikacja była wspólna. Inaczej kwestię wspólnej klasyfikacji widzi Janusz Bukowski.

- W tak wyjątkowym biegu jak Wings for Life World Run nie rozdzielałbym tej klasyfikacji. Głównymi bohaterami tego biegu są ci, którzy nie mogą pobiec. Jego cel jest specyficzny, a zwycięstwo Szweda pozwoliło zwrócić większą uwagę na zawodników niepełnosprawnych. Natomiast w innych biegach sądzę, że nie należy tego łączyć, bo ręce nigdy nie mają takiej siły jak nogi, możliwości biegaczy pełnosprawnych są w biegu większe – wskazuje Bukowski.

Zwycięstwo Arona Andersona zwróciło uwagę na wózkarzy, którzy są obecni w wielu biegach bez osobnej klasyfikacji, jednak nigdy nie plasują się w czołówce biegu, przez co nie budzili kontrowersji i dyskusji. - Jesteśmy traktowani często jak piąte koło u wozu. Handbiki mają swoją kwalifikację, a my często nie. Albo wrzucają nas do jednego worka z kolarzami albo z biegaczami - mówi jeden z wózkarzy.

- Czytałem, że zwycięstwo Szweda budzi kontrowersje. Chyba nie ma co porównywać biegaczy i wózkarzy. Na wózkach jest dużo ciężej w czasie deszczu, wtedy ślizgają się ciągi, nierówna nawierzchnia to kolejne utrudnienie np. kostka brukowana. Zdarza mi się wyprzedzać biegaczy (chociaż nie tych z czołówki), gdy zjeżdżam z górki, ale pod górkę, nie mam z biegaczami szans. Gdyby było cały czas pod górkę dojechałbym na końcu. Biegacz i wózkarz, siła nóg czy siła rąk, to jest nie do porównania. To są całkiem różne techniki pokonywania trasy. A Anderson musi być zupełnie niezwykły, żeby wygrać z biegaczami - mówi wózkarz Mariusz Włodarski, uczestnik biegów. On także uważa, że klasyfikacja zawodników powinna być prowadzona osobno dla wózkarzy osobno dla biegaczy, bo tylko tak jest sprawiedliwie dla wózkarzy.

Za osobną klasyfikacją jest również Witold Misztela, najszybszy polski wózkarz Wings for Life.

- Wózek aktywny czyli inwalidzki nigdy nie wygra z biegaczem. Powiem więcej, gdyby Anderson wystartował w maratonie, też by nie wygrał z biegaczami. To jest niewykonalne. Trasa, którą jechał Aron Anderson była porównywalna do tej w Poznaniu. Tam na zjazdach miałem przewagę nad biegaczami, ale na podjazdach to oni byli szybsi, bo mnie wózek ciągnie wtedy do tyłu. Jednak ta przewaga na zjeździe nigdy nie wyrównuje strat na podjeździe. Wings for Life World Run pokonałem ze średnią prędkością 13,7 km/h. Może gdybym trenował pod tę imprezę, byłoby trochę szybciej. Średnia Andersona coś ok. 16 km/h, a to jest nie jest łatwe do osiągnięcia. To wręcz niesamowite osiągnięcie - podkreśla Witold Misztela.

IB


Polecamy również:


Podziel się: