Biegacze ku pamięci zmarłych. Kabacki Bieg Dziadów #12 [ZDJĘCIA]


Opublikowane w czw., 01/11/2018 - 15:09

31 października. Kilkanaście minut przed godziną 23 przed hipermarketem Tesco na warszawskich Kabatach, opodal końcowej (czy początkowej, jak kto woli) stacji metra, gromadzi się rosnąca grupa ludzi w biegowych strojach. To miejsce zbiórki XII Biegu "Dziady Kabackie", spotkania organizowanego od kilkunastu lat przez charyzmatyczną biegaczkę z warszawskiego Ursynowa Barbarę Muzykę.

Baśkę znają wszyscy w środowisku jako „Mel” i to ona z dwojgiem (czy trojgiem, sama już dobrze nie pamięta) przyjaciół z internetowego forum „Biegaj z nami” zainicjowała wydarzenie, w którym w tym roku wzięło udział blisko 130 osób.

– Chcieliśmy mieć taki swój bieg w grupie Laski Kabackie, spotkać się i pobiegać w nocy, a ostatni dzień października był idealny, bo 1 listopada jest wolny i można się było wyspać – opowiada. – A do tego ta prasłowiańska, taka bardzo nasza, tradycja Dziadów, ku pamięci o zmarłych...

– Pamiętam, że byłam wtedy świeżo po mojej pierwszej setce i na tych inauguracyjnych Dziadach to nawet trudno powiedzieć, że biegałam, takie miałam drętwe nogi – wspomina Mel. – Jako że była to noc przed świętem zmarłych, truchtając po Lesie Kabackim odwiedziliśmy kilka znajdujących się tam miejsc pamięci, choć nie pamiętam, czy mieliśmy ze sobą jakieś znicze.

 

Tak na Dziadach Kabackich było 10 lat temu... (zdj. Łukasz Kurek)

Rok później do naszej grupy dołączyły ze dwie kolejne osoby i dopiero jak się pojawił facebook, zrobiło się z tego spore wydarzenie. Forum biegajznami.pl umarło śmiercią naturalną, ale facebook zastąpił je z nawiązką. Nagle na nasze spotkania zaczęły przychodzić dziesiątki ludzi, a dzisiaj to przerosło wszystkie poprzednie, jest 130 osób – kończy Basia.

Wiemy, że rzeczywiście jest nas tyle, bo na stanowcze polecenie Mel wszystkich ustawił w dwuszeregu i policzył Michał Łubian, nieoficjalny mistrz świata i Maratonu Warszawskiego w prowadzeniu biegaczy na wynik 3:45 w maratonie, pacemaker jakich mało. Są biegacze nie tylko z Ursynowa i pobliskich Józefosławia, Kierszka, Konstancina czy Piaseczna. Przyjechali też z odleglejszych dzielnic Warszawy, jest nawet ktoś z Mińska Mazowieckiego, ponoć specjalnie na Dziady. – Nie ścigamy się, chodzi o to, żeby razem sobie pobiec, pokonać po lesie 10 km i zatrzymać się na chwilę zadumy w kabackich miejscach pamięci – streszcza ideę spotkania organizatorka.

Punkt 23 zapłonęły czołówki i wszyscy ruszyli do lasu. Tempo – rzeczywiście, konwersacyjne, by nie rzec bardzo rekreacyjne, nawet wolniejsze niż zakładane, bo dobrze ponad 7 minut/kilometr. Ale wszyscy są zadowoleni. Tak miało być.

Co 2–2,5 kilometra zatrzymujemy się, by zapalić lampki i chwilę pomilczeć przy symbolicznych grobach Nieznanego Powstańca, Ludności Cywilnej Warszawy rozstrzelanej w lesie przez Niemców i Nieznanego Żołnierza, a także w miejscu katastrofy samolotu LOT Ił-62M „Tadeusz Kościuszko” 9 maja 1987 r. Zginęły wtedy wszystkie 183 osoby. To największa katastrofa w dziejach polskiego lotnictwa.

Tak mija niespełna 11 kilometrów, po godzinie i 20 minutach wszyscy meldujemy się z powrotem pod Tesco. No, może nie do końca wszyscy, bo kilka osób opuściło las nieco wcześniej, gdy biegowa ścieżka zbliżała się do jego skraju i można było udać się skrótem (oczywiście, biegiem) do domu. W lesie raczej nikt nie został.

Na koniec wspólne życzenia, byśmy za rok, na XIII Kabackich Dziadach, spotkali się przynajmniej w tym samym gronie. Choć, jak wszyscy wiemy, w życiu bywa różnie…

Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się: