Biegacze mają jaja! W Krostoszowicach... [ZDJĘCIA]

Biegacze mają jaja! W Krostoszowicach... [ZDJĘCIA]



W Krostoszowicach biegacze świętowali Wielkanoc jak na sportowców przystało, czyli w biegu. Ponieważ dziesiątek do biegania w okolicy sporo, postanowili urozmaicić konkurencję i ścigać się… z jajkami w dłoniach. Jajka musiały być kurze, surowe i podpisane numerem startowym. Żeby nie zaszło ryzyko oszustwa, jajka zapewnił organizator, czyli Stowarzyszenie Biegów Górskich. Tak, górskich… bo trasa nie należała do płaskich ani łatwych.

Wielkanocna Dziesiątka wystartowała o 11:00. Wcześniej wszystkim zawodnikom rozdano surowe jajka, podpisane numerami startowymi, by nie było wątpliwości czy to te oryginalne zostały doniesione do mety. Taki był warunek – jajka muszą pokonać 10 km trudnej, crossowej trasy i dotrzeć do mety w całości. Niesione w rękach, nie w kieszeniach, plecakach czy torebkach, choć takie pomysły też były. Jeden z uczestników planował nawet dla żartu przygotować sobie gniazdo na czapce i tam umieścić jajka. Regulamin nie pozostawiał jednak wątpliwości: jajka muszą się znajdować w dłoniach przez cały bieg.

Strategie były różne i zostały szczegółowo omówione przed startem. Od zaciśniętych na jajkach dłoni, przez niesienie ich wysoko w górze, owijanie na wszelki wypadek chusteczkami, po owijanie dłoni z jajkami chustami wielofunkcyjnymi: - Koleżanka zdradziła mi ten patent przed startem i sprawdził się doskonale – przyznała jedna z zawodniczek po przekroczeniu linii mety, wyplątując jajka z owiniętych wokół dłoni buffów – W sumie biegło się całkiem dobrze, choć 10 km po świątecznym obżarstwie to za dużo – dodała ze śmiechem.

Nie wszystkim udało się dostarczyć jajka w całości. Niektórzy na metę przynieśli jajecznicę, ściekającą z dłoni i koszulek. Za rozbicie jajka do czasu doliczano karną minutę. W efekcie można było stracić dwie. Choć były pomysły, by jajka rozbić już na starcie a potem nadrobić te dwie minuty, nikt nie pokusił się o przetestowanie metody.

W ramach nietypowych zawodów przewidziano też marsz nordic walking. Tutaj użycie jajek na trasie było niemożliwe, więc uczestnicy po pokonaniu 5 km marszu musieli zaliczyć dodatkową rundę – tym razem bez kijków i z jajkiem trzymanym na łyżce. Zadanie wywołało wiele śmiechu, ale ostatecznie okazało się łatwiejsze niż przypuszczano. Choć informację o tym, że ustanowiono oficjalny rekord w maratonie z jajkiem niesionym w taki sam sposób, większość potraktowała jako żart.

A co skłoniło zawodników do ganiania z jajkami po lesie, zamiast podjadania świątecznych mazurków na kanapie w domu? – Święta na kanapie w domu? To już nie dla mnie. Jestem uzależniona, tak pozytywnie. Po prostu musiałam tu przyjechać i świętować na biegowo – mówiła Dagmara Goly z Czyżowic – Tutaj jest świetny teren crossowy, czyli to co uwielbiam. Do tego genialna atmosfera. Tylko jajka były wyzwaniem, ale udało się dobiec. – Zapytana o taktykę na bieg, przyznała, że była prosta: Mocno trzymać i się nie przewrócić! To był mój debiut w tej konkurencji, ale całkiem udany.

– To taka nowość, bieg z jajkami. Wczoraj jadłam jajka, dzisiaj biegałam z jajkami, żeby wybiegać te zjedzone – żartowała Magdalena Patas. – Pierwszy raz pokonałam tę trasę i na pewno tu wrócę. Tylko już bez jajek…

Żartom nie było końca. Nie było chyba zawodnika, który by się nie uśmiechnął słysząc przed metą komendę „pokaż, że masz jaja!”.

KM


Polecamy również:


Podziel się: