Biegają po Nowej Hucie. Wiosenny etap za nami [FOTO]



Nieco ponad setka osób wzięła udział w wiosennej edycji biegowego cyku Nowa Huta w Czterech Smakach. Tym razem biegacze mogli poznać piękne, zielone okolice Przylasku Rusieckiego.

Trasa biegu liczyła około 10,5 kilometra. Około, ponieważ tyle razy zawijała się między stawami Przylasku Rusieckiego, że część zawodników po prostu… gubiła drogę i tak zamiast umówionej „dyszki” pobiegli nieco krócej albo nieco dłużej. Nie była również łatwa, tylko w jednej piątej wiodła po utwardzonej drodze, później biegacze musieli radzić sobie w bardziej polnych warunkach.

Wyniki to jednak nie wszystko, zwłaszcza na tej imprezie - tutaj chodziło o to, żeby tym, którzy tak dobrze Nowej Huty nie znają, mieli okazję do poznania jej na sportowo. Z resztą sami organizatorzy, między innymi Paweł Derlatka z Nowa Huta Team, jeszcze przed biegiem przekonywali, że ich dzielnica to nie tylko bloki, kamienice i zakłady przemysłowe z okresu PRL-u, ale również piękne zielone tereny, które trzeba tylko chcieć odkryć. I to na pewno się udało - po raz pierwszy w tych okolicach biegali nawet Ci, którzy w Nowej Hucie mieszkają na co dzień.

– Trasa była naprawdę piękna i fajnie przygotowana. Biegłem tutaj pierwszy raz, a jestem Nowohucianinem – przyznał Krzysztof Solecki. – Jedynym mankamentem było słońce, które naprawdę mocno grzało, a jednak jestem z osób, które wolą biegać w chłodniejszych warunkach – dodał biegacz.

Nie był z resztą jedyną osobą, której wysoka temperatura (ponad 20 stopni Celsjusza) nie ułatwiała biegu. I chociaż wokół znajdowało się wiele sztucznych stawów, ciężko było w trakcie biegu skorzystać z ich dobrodziejstw.

– Trasa była w porządku, my się nie zgubiliśmy – śmiała się Magdalena Mika-Hoffmann, nawiązując do kilku przypadków kluczenia na trasie. – Natomiast na pewno była wymagająca, a do tego słońce i wiatr sprawiły, że już po piątym kilometrze po prostu „zdechłam” i do końca biegło mi się gorzej. Ale widokowo było super, minęliśmy nawet pasące się sarenki – opowiadała Mika-Hoffmann.

Za ukończenie zawodów biegacze otrzymali zielone medale w kształcie nowohuckiego osiedla – Centrum B. Medale jednocześnie są również magnesami, więc można znaleźć dla nich miejsce na przykład na… lodówce. Zwłaszcza że wszystkie cztery, zdobyte we wszystkich biegach cyklu ułożą się w plan nowohuckich osiedli rozmieszczonych wokół Placu Centralnego im. R. Reagana.

Można było coś otrzymać, ale można było również przekazać coś od siebie, to dlatego, że przed biegiem organizatorzy, wspólnie z Fundacją 4 Alternatywy, zorganizowali zbiórkę rzeczy dla bezdomnych, przebywających w schroniskach zwierząt – można było przynieść takie rzeczy, jak koce ręczniki, zabawki czy karmę.

Organizatorzy zachęcali również, aby przekazać nieużywane już koszulki biegowe (jeśli mają zły rozmiar lub po prostu nie mieszczą się w szafie), buty i inne akcesoria sportowe w ramach zbiórki odzieży do biegania dla biegających pacjentów krakowskiego MONARU.

JP


Polecamy również:


Podziel się: