Biegamy, by jeść, jemy, by biegać! Pączek Run w Łodzi [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 03/03/2019 - 09:37

Aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom wszystkich łasuchów, zdecydowaliśmy się nieco wydłużyć Tłusty Czwartek – napisali na swojej stronie organizatorzy nowego łódzkego biegu Pączek Run, który odbył się 1 marca w parku na Zdrowiu. W słoneczne sobotnie przedpołudnie na starcie stanęło około 350 osób. Wcześniej miejsca w internetowych zapisach rozeszły się w kilka minut!

Pięciokilometrowy bieg prowadził niedawną tymczasową trasą łódzkiego parkrunu, wytyczoną na czas remontu alejek w Parku Poniatowskiego. Pomiaru czasu jednak nie prowadzono, gdyż głównym celem pączkowego biegu była dobra zabawa. Wielu uczestników pobiegło przebranych, niektórzy za... pączki. Na mecie na każdego czekał pączek, medal w kształcie pączka, a także, dla chętnych, konkurs jedzenia pączków na czas.

Byli i tacy, co potraktowali pączkobieg jako okazję do szybkiego treningu. Ze sporą przewagą nad następnym uczestnikiem, jako pierwszy na metę przybiegł Jakub Kimmer z Zelowa. Czy biegł po zwycięstwo, życiówkę, czy pączka? – Zdecydowanie po pączka – powiedział nam po zjedzeniu swojego przydziału – a nawet po dwa! To była fajna zabawa, brak pomiaru czasu, każdy biegł dla siebie. Tylko ciężko było się dostać, bo zapisy nie trwały nawet pięciu minut. Przez to zabrakło kilku wyśmienitych biegaczy i pewnie dlatego wygrałem – zakończył ze śmiechem.

Niedługo później przybiegli Ula i Łukasz z Łowicza. Ula była najszybszą z pań. – Biegliśmy rekreacyjnie, a przede wszystkim po pączka – przyznała. – Chcieliśmy wybrać najlepsze pączki, dlatego tak szybko pobiegliśmy! – dodał Łukasz.

– Dziś jestem nie tylko ambasadorem Festiwalu Biegowego, ale przede wszystkim ambasadorem pączków – śmiał się Szymon Drab. – Słodki bieg, słodka atmosfera, oby więcej takich imprez. No i mówi się, że przyjemności nie mają kalorii!

W przebraniu Baby Jagi pobiegła Agnieszka Mikulska, pomagając przy okazji w organizacji imprezy. – Dzisiaj bez napinki, zabawa, radość! – opowiadała. – Trochę słodkości po takim biegu to sama przyjemność, z taką motywacją się szybciej biegnie. Ten bieg to fajna inicjatywa i do tego wszystko doskonale zorganizowane.

Najbardziej pomysłowo przebrani uczestnicy biegu otrzymali nagrody od sponsora, podobnie jak zwycięzcy rozegranego po nim konkursu jedzenia pączków na czas, którymi zostali Ewa i Bartek z Łęczycy. – Skończyć bieg było trudniej, niż wygrać wyzwanie pączkowe – śmiali się – ale na co dzień też biegamy, nie tylko w okolicach Tłustego Czwartku. Między innymi właśnie po to, żeby więcej jeść! Wcześniej już startowaliśmy w innych zawodach w tym parku, ale teraz jesteśmy tu pierwszy raz razem.

– Już organizowałem inne zawody, ale pierwszy raz takie związane z jedzeniem – opowiedział nam pomysłodawca i główny organizator biegu Dominik Stanek. – Na początku stycznia zdarzyło mi się zjeść pączka i pomyślałem, że fajnie byłoby zrobić taki tematyczny bieg. Zawsze wychodziłem z założenia, że biegam po to, by jeść, a jem, by biegać, więc trzeba to wpleść w życie. I tak powstał ten bieg.

– Najpierw spodziewałem się około 50 osób – przyznał. – Frekwencja jednak przerosła wszelkie oczekiwania, więc musiałem znacznie zwiększyć limit. W trzy minuty zapisało się 355 uczestników. To chyba był rekord województwa łódzkiego. Jeszcze nie wiemy, ile ludzi w sumie wystartuje w towarzyszącym biegu wirtualnym, bo też jest taka możliwość, ale na tę chwilę już mamy 600 osób. Dla wszystkich mają być medale. Przy okazji zebraliśmy ogromną ilość karmy dla psów i kotów ze zgierskiego schroniska Medor, które organizuje akcję Bieg na Sześć Łap.

Przy takim zainteresowaniu biegaczy z Łodzi i okolic nie mamy wątpliwości, że pierwsza edycja biegu Pączek Run nie była ostatnią. W końcu któż nie lubi biegać, by jeść więcej. A podobno w okolicach Tłustego Czwartku pączki mają zero kalorii…

KW


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce