Bieganie i wspinanie na najdzikszej stronie Łodzi. 3. Misja Brus [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 06/05/2019 - 14:45

Niedziela 5 maja, 12:00. Pierwsi zawodnicy z interwałowego startu ruszają na trasę, a ja ledwo zdążyłem wrócić z rozstawiania wolontariuszy. Wcześniej od rana wraz z Radkiem Sekietą z Time4s.pl przygotowywaliśmy trasę i przeszkody. Planowo startuję w ostatniej grupce. Misja Brus – najbardziej wspinaczkowy bieg w Łodzi – właśnie się zaczyna.

Przebiegamy przez ciemny, wypalony budynek, skaczemy przez okna. Trafiam z paintballa wszystkie trzy strzały, więc omijają mnie karne rundy. Próbuję się trzymać na plecach dogonionego zawodnika z poprzedniej grupki, ale biegowo jest znacznie lepszy. Trochę nadganiam na pierwszych nasypach i wspinaniu na murowane ścianki powojskowch ruin, jednak później znów mi ucieka. Czołganie przez ciasne bunkry i następny długi biegowy odcinek robię już całkiem sam. Kilka osób wyprzedzam dopiero na następnych ścianach.

Około 10-metrowy, stromy wał ziemny wykorzystaliśmy przy układaniu trasy na maksa. Wbiegamy na niego kilkakrotnie, a właściwie wczołgujemy się na czworaka. Na równie stromych zbiegach można puścić nogi. Za nim czai się jeszcze seria mniejszych, ale równie wykańczających hopek. Po tym odcinku, na pełnym zmęczeniu, trzeba przystąpić do końcówki około 3,5-kilometrowej pętli. Jest ona najbardziej wspinaczkowa.

Bez chwili odpoczynku wchodzę po kolei na ściany trzech bunkrów – każdego z obu stron, razem sześć wejść. Automatyczne, wyuczone na treningach ruchy pozwalają trochę nadgonić do szybszych biegowo współzawodników. Jeszcze więcej nadrabiam na wspinaczce na okap i na ostatniej, najwyższej i najtrudniejszej czterometrowej Ścianie Płaczu. Na zawody powiesiłem na niej liny. Muszę przyznać, że i w tej wersji jest całkiem wymagająca do pokonania, chociaż na treningach czasem przechodzę ją bez liny...

Po tym zrywie na przeszkodach, na szybkie czołganie pod siatką nie mam już siły i znów tracę czas. Na drugie okrążenie, na które będziemy ruszać według czasów z pierwszego, wystartuję z 10. pozycji.

Tym razem mam jedno pudło, więc biegnę karną rundę wokół polanki, podobnie jak biegacz tuż za mną. Wkrótce mnie wyprzedza. Próbuję nadgonić na pierwszych ściankach. Ryzykuję wysoki zeskok na nierówny beton i lekko podkręcam kostkę przy lądowaniu. Mimo to długo biegniemy w zasięgu wzroku, aż do ruin przed górzystym odcinkiem. Tuż przed nimi, skacząc przez zwalone drzewo, tym razem współzawodnik skręca kostkę – jednak dużo bardziej boleśnie. Sprawdzam, czy nic poważnego mu nie jest, jednak nalega, bym biegł dalej. Uprzedzając fakty – skończy bieg, odpuszczając tylko ostatnią ścianę z linami i robiąc w zamian karne burpees.

Nie wiem, czy coś nadrabiam na górkach, bo pokonuję je już na wyplutych płucach. Teraz jednak będzie moja seria przeszkód – gdzie mam nadgonić, jak nie tu! Na ostatnim z trzech bunkrów kogoś wyprzedzam, następnych dwóch współzawodników na ostatnich ścianach. Ostatecznie kończę bieg na 7. miejscu.

Wygrał Piotr Płuciennik (Droga Do Ultra) przed Kacprem Szyszką (Koniuchy OCR) i Adrianem Warzyńskim (Husaria Race Team). Z trzech startujących pań tylko dwie ukończyły oba okrążenia: Paulina Borkowska (Rajsport Active) i Julita Titz-Koza (Szakale Bałut). Udział wzięło około 20 osób – pełne wyniki wkrótce.

Zwycięzca wystartował w Misji Brus „na rozbieganie” dwa dni po Runmageddonie Hardcore w Ełku, na którym obronił opaskę elity. – Czasem tu trenuję i wiem, że stary poligon ma potencjał, więc stwierdziłem, że muszę wziąć udział w tym biegu – powiedział nam po dekoracji Piotr Płuciennik. – Naprawdę fajne zawody, ciekawa trasa, będę ją wszystkim polecał. Niektóre przeszkody znałem właśnie z wcześniejszych treningów. Nowością dla mnie była ostatnia ściana z linami, okazała się naprawdę wymagająca, potrzebna była niezła siła rąk. Misja Brus ma duży potencjał, mam nadzieję, że znów się odbędzie i że bardziej dopisze frekwencja!

– Fantastyczna i ciężka trasa, ale można sobie poradzić, czasem z pomocą współzawodników – opowiadała zwyciężczyni Paulina Borkowska. – Dla mnie osobiście najtrudniejsze były prawie pionowe podbiegi po piachu. Na zbiegach można za to było się tak rozpędzić, że raz pobiegłam za daleko i musiałam wracać na właściwą trasę. A z przeszkód oczywiście najcięższa i najciekawsza była ściana z linami! No i wejścia od tyłu na trzy bunkry, gdzie nie ma dobrego oparcia na nogi i trzeba mocno wyjść na rękach, a ja tam się zawsze kładę na brzuchu – zakończyła ze śmiechem.

Pierwszym w życiu biegiem przeszkodowym była Misja Brus dla Piotra Kuźmińskiego z AGB Torfy. – Bardzo mi się podobało, tylko jak ktoś nie ma wyćwiczonych rąk, to jest naprawdę ciężko – wspominał na mecie – ale jakoś sobie poradziłem, czasem z pomocą kolegów. Muszę częściej próbować swoich sił w OCR, tylko potrzebuję więcej treningu ogólnorozwojowego. A w ogóle to na Brusie nigdy wcześniej nie byłem. Ten teren jest mega fajny nie tylko przeszkodowo, ale też na treningi do biegów górskich.

Sami uczestnicy podkreślają, że warto szerzej rozpropagować Misję Brus. To nie jest typowy bieg OCR ze specjalnie zbudowanymi przeszkodami. Wykorzystuje powojskową „infrastrukturę” w postaci wysokich wałów ziemnych, bunkrów i ścian, a także dziki teren dawnego poligonu, niedawno uratowanego przed zakusami polityków i różnych instytucji przed częściową zabudową i „ucywilizowaniem”. Można powiedzieć, że to taki pierwotny bieg przeprawowy pół na pół ze wspinaczką. Warto pokazać, że zwany przez starszych mieszkańców Majerką dawny poligon musi pozostać niezmieniony jako najdziksza strona Łodzi i może służyć właśnie takim sportowym inicjatywom.

KW

Fot. Bartłomiej Drach, KW


Polecamy również:


Podziel się: