Bieganie, skakanie i... morsowanie. Debiut Zimowej Bitwy o Łódź [ZDJĘCIA, WIDEO]


Opublikowane w sob., 09/01/2016 - 21:00

Dwubój biegowo-morsowy – tak w trzech słowach można określić debiutancką edycję Zimowej Bitwy o Łódź, z podtytułem First Frozen Battle. Obok skakania przez płoty, czołgania pod siatką, czy biegu dnem kanału, jej główną atrakcją była bowiem... dwukrotna kąpiel w przeręblu.

Bitwa rozegrała się dziś w ośrodku sportowym Stacja Nowa Gdynia w podłódzkim Zgierzu. Podobnie jak dwie ostatnie letnie odsłony (z czterech dotąd rozegranych), zimowy bieg przygodowy urządził łódzki trener i organizator biegów Radosław Sekieta (time4s.pl).

Trasa miała długość niecałych 9 km. Na starcie stanęło około 130 miłośników zimowych mocnych wrażeń. Po krótkiej rozbiegowej pętelce najpierw czekała na nich przeszkoda „prezydencka”, czyli skok przez wysoki płot, dla ułatwienia obudowany rusztowaniem. Ponieważ był on jeszcze w początkowej części trasy, nie dało się uniknąć zakorkowania. Stojących w kolejce zawodników nie opuszczał jednak dobry humor, a panowie na ogół byli dżentelmenami i pomagali paniom we wspinaczce. Na drugiej podobnej przeszkodzie, po rozciągnięciu stawki, było już luźniej.

Dalej umieszczony był odcinek specjalny, zwany przez organizatora pieszczotliwie „placem zabaw”. Najbardziej biegaczom dało się we znaki czołganie pod siatką, w której plątali się niczym złowione ryby. Po wyjściu z niej, przebieganie po oponach, spacer farmera z cięższymi oponami, turlanie pod ławeczką i skok przez ściankę ze skrzynek były już łatwiejsze. To wszystko stanowiło jednak dopiero przystawkę przed daniem głównym.

Ogromny przerębel w stawie wycięli strażacy, którym należą się za to specjalne podziękowania. Słowa, które wypowiadali zawodnicy chwilę po wskoczeniu do niego, dalekie były jednak od kurtuazyjnych. Zanurzeni co najmniej do pasa, musieli pokonać w nim kilka metrów. Niektórzy szli na całość i przepływali ten odcinek, by całym ciałem poczuć uroki morsowania. Ci, którzy oddają się tej aktywności regularnie, pewnie mieli zdecydowanie łatwiej.

Kolejna długa pętla prowadziła przez las. Jej główną atrakcją był bieg wzdłuż kanału, w którym często trzeba było brodzić. Zapach wody nie należał do najświeższych, jednak można było go spłukać podczas ponownej kąpieli w przeręblu na drugim okrążeniu trasy.

Polecamy również:


Podziel się: