Częstochowa: Wielkanocne… bieganie [ZDJĘCIA]

Częstochowa: Wielkanocne… bieganie [ZDJĘCIA]



Były jajka, świąteczny żurek, zajączki i kurczaczki. Było też bieganie. Bo biegacze nie mają wolnego od swojej pasji, na trasy ruszają nawet w święta, pomiędzy pieczeniem ciast a tradycyjnym święceniem potraw. Dzisiaj biegali w Częstochowie, podczas Jurajskiego Biegu Wielkanocnego.

Impreza odbyła się właściwie na pograniczu Częstochowy i Olsztyna, w malowniczo położonym lesie, na wprost wymarzonej do biegania trasie. Pętla mierzyła 5 km, ale zawodnicy mogli ją pokonać od jednego do trzech razy, wybierając odpowiedni dla siebie dystans. Szansę startu dano też miłośnikom nordic walking, dla których przewidziano najkrótszy dystans.

Aura dopisała, poranny deszcz zniknął a nad lasem momentami pokazywało się słońce. Temperatura nieznacznie powyżej 10 stopni Celsjusza była wymarzona do biegania. Impreza przyciągnęła sporo osób, mimo świątecznego dnia. Podpytaliśmy, jak udało się wyrwać z domu w gorączce świątecznych przygotowań.

– Ja nie cierpię porządków, więc to jedyne miejsce, które mogłem dziś wybrać – przyznał ze śmiechem Jan Bzdęga z Częstochowy. – Biegło mi się sympatycznie, rześko. Dobry klimat, świetna atmosfera. Jestem bardziej przyzwyczajony do ulicznych biegów, ale było super.

– Bieganie nie przeszkadza. Ciasta były wczoraj, resztę się dopiecze wieczorem. Ze święconką poszedł mój syn z wnukiem, wszystko inne jest przygotowane. Nie ma problemu – mówiła Kamila Witor, która do Częstochowy przyjechała aż z Raciborza. – Przyjechałam na zaproszenie kolegi, któremu chciałam pomóc zmotywować się do startu. Nie żałuję, to fajny bieg, pogoda była świetna i jestem zadowolona. Nie wiem jeszcze jaki czas uzyskałam, ale jestem dość poważna wiekowo, więc na podium nie trafię. Ale bardzo mi się podobało. Organizacja dobra, trasa fajnie oznaczona, więc wszystko ok.

Podczas, gdy jedni przełamywali lody i zbierali odwagę na debiutancki start, inni przyjechali pościągać się i powalczyć o najwyższe lokaty. Tak jak Grzegorz Skworc, który zajął drugie miejsce na najdłuższym dystansie.

– Udało mi się utrzymać dobre, równe tempo. Pierwsze kółeczko było najszybsze, drugie ciut wolniej, trzecie znowu szybciej. Na początku nie wiedziałem, który jestem. Po pierwszym kółku zostałem trzeci, byłem bezpieczny na tej pozycji. Po 10 km okazało się, że jeden z zawodników skończył bieg. Właściwie na tym dystansie mógłbym powalczyć o zwycięstwo. Bo zwycięzca 15 km odszedł mi już na pierwszym kółku. Ale biegło się świetnie. Trasa tutaj jest naprawdę fajna: równa, szeroka, w lesie, do tego pogoda w sam raz do biegania – relacjonował zawodnik.

Zapytany skąd pomysł na bieganie w święta, przyznał, że zawsze spędza weekendy na sportowo i tego nie wyobrażał sobie inaczej. – Rodzinka dzisiaj odpoczywa i leniuchuje. Mieli się ze mną zabrać i kibicować, ale ostatecznie zostali w domu. Pewnie śpią do 11, więc wiele nie stracę. Zaraz do nich wracam.

Najszybsi zawodnicy zostali nagrodzeni statuetkami o prawdziwie świątecznym charakterze a dla wszystkich przewidziano medale w kształcie wielkanocnego zajączka. Ten sam motyw gościł na koszulkach biegu. Po biegu można było się posilić świątecznym żurkiem z jajkiem. I kto powiedział, że świąteczny weekend to zły czas na organizację biegu?

KM


Polecamy również:


Podziel się: