Do trzech razy sztuka? Wielki pech Dariusza Strychalskiego na Głównym Szlaku Beskidzkim


Opublikowane w pon., 15/07/2019 - 19:51

Znowu się nie udało! Dariusza Strychalskiego prześladuje na Głównym Szlaku Beskidzkim prawdziwy pech. Drugie podejście do przebiegnięcia ponad 500 km z czerwonym szlakiem z Ustronia do Wołosatego zakończyło się w Cisnej, po przedostatnim dniu wyzwania... – Dokończę to! – zapowiada jednak.

Ponad miesiąc temu, Strychalski podjął się dużego wyzwania sportowo-charytatywnego. Chciał za jednym zamachem pokonać Główny Szlak Sudecki i Główny Szlak Beskidzki, czyli przebiec 950 km ze Świeradowa-Zdroju do Wołosatego. Bieg dedykował 7-letniej Lence Bęben, cierpiącą na rzadką chorobę autoimmunologiczną objawiającą się m.in. ostrą niewydolnością płuc. Pieniądze na jej leczenie i rehabilitację zbiera na konto Fundacji Darka Strychalskiego Zwycięzca.

W czerwcu udało się zrobić połowę i dobiec do Prudnika, gdzie kończy się Główny Szlak Sudecki. Wykonanie drugiej części zadania uniemożliwiły stopy zmasakrowane w deszczu i strumieniach.

Darek obiecał, że zaraz po wyleczeniu ran wróci na czerwony szlak i przebiegnie Beskidy. Słowa dotrzymał! 5 lipca wyruszył czerwonym szlakiem z Ustronia. Szło znakomicie, z dnia na dzień osiągnięcie celu było na wyciągnięcie ręki. Przedostatni odcinek zakładał pokonanie 75 kilometrów z Iwonicza-Zdroju w Beskidzie Niskim do bieszczadzkiej Cisnej.

– To się stało trochę po godzinie 20, było jeszcze w miarę widno. Minąłem już Komańczę i skierowałem się do Cisnej. Na łagodnym zbiegu w lesie potknąłem się o jakiś korzeń i wywaliłem się – opowiedział nam Darek Strychalski o fatalnym zdarzeniu. – Przewróciłem się tak pechowo, że prawym ramieniem boleśnie uderzyłem w kamień. Adrenalina działała, więc wstałem i ruszyłem dalej. Nie miałem zresztą innego wyjścia, musiałem dotrzeć do Cisnej. Biegłem jednak znacznie wolniej, w Bacówce pod Honem byłem po północy.

Rano okazało się, że dalej nic z tego nie będzie. – Noc przespałem, ale jak się obudziłem, ból ramienia był ogromny. Przygotowałem plecak, wziąłem proszek przeciwbólowy i myślałem, że jak przejdzie to pobiegnę dalej. Ale lek nie pomógł. Bolało coraz bardziej – mówi niepełnosprawny biegacz z podbiałostockich Łap.

Strychalski podjął więc trudną, bolesną jak kontuzja ramienia, decyzję. – Gdy minęło południe, sprawdziłem rozkład jazdy autobusów i o 18 opuściłem Cisną. Rano byłem w domu i od razu pojechałem do Białegostoku na prześwietlenie. Wykazało złamany obojczyk.

Zalecenie lekarza: 4 tygodnie przerwy. Na szczęście obojczyk nie poszedł w gips, jest tylko unieruchomiony szyną i obandażowany. – Dzisiaj (poniedziałek - red.) byłem już normalnie w pracy, nie chciałem iść na zwolnienie. Zajęcie mam w dużej mierze siedzące, a ciężarki, jak od czasu do czasu trzeba, przenoszę lewą ręką – mówi Darek, który pracuje w Łapach w klubie fitness.

Głównemu Szlakowi Beskidzkiemu nie chce odpuścić. – Jak się wyleczę dokończę moje wyzwanie i zrobię #BiegiemDlaLenki brakujący odcinek z Cisnej do Wołosatego. Zostało mi jeszcze 65 km – zapowiada 44-letni ultras i dodaje: – Mam na ten rok zaplanowanych jeszcze kilka startów, m.in. maraton w Berlinie i wierzę, że zdrowie pozwoli spełnić wszystkie cele – mówi z nadzieją Dariusz Strychalski.

Trzymamy kciuki, Darku! Policzysz się z GSB!

Piotr Falkowski

zdj. facebook Fundacja Darka Strychalskiego Zwycięzca


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce