Duch, Duszek, Zmora, Upiór… Pogórze pokazało pazur! [WYNIKI, ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 24/03/2019 - 14:02

Duch Pogórza to impreza, która zaistniała w polskim kalendarzu biegów ultra zaledwie przed rokiem, ale już zdążyła stać się legendą. Chociaż nie wszyscy jeszcze o niej słyszeli, ci, którzy zetknęli się z upiorną trasą, nieprędko ją zapomną. Nawet niewinnie i sympatycznie brzmiący Duszek okazał się prawdziwą bestią, której poskromienie wymagało sporej odwagi i wytrzymałości. Ponad 33 km z prawie 1400 m przewyższenia w trudnym technicznie terenie to wyzwanie. Pokonanie tej trasy dwu lub trzykrotnie to już fenomenalny wyczyn. Prawdziwe poskromienie Upiora.

Pogórze Przemysko-Dynowskie… ni to Bieszczady, ni Tatry, ani Beskidy. Nawet nie góry, zaledwie pogórze. Nic dziwnego, że wielu pominęło imprezę w kalendarzu. Niesłusznie, bo trasy wielu górskich imprez w kraju mogą się schować przy Duchu i fantazji jego twórców.

Na pochwałę zasługuje tutaj wszystko: od wymagającej, ale pięknej trasy, przez organizację, po oprawę. Koszulki, gadżety, ręcznie robione statuetki z wizerunkiem niedźwiedzia oraz medale, w których jego paszcza okazała się otwieraczem do piwa. A sama trasa…

– Trasa była trudna. Wbrew pozorom, to nie tylko pogórze, ale aż pogórze i na takim, wydawałoby się delikatnym terenie, można uzbierać naprawdę duże przewyższenie – przyznał Gniewomir Skrzysiński, triumfator najdłuższego dystansu i gość specjalny imprezy. – Było też bardzo dużo mgły i na drugiej pętli ta mgła była jeszcze gorsza niż na pierwszej. Do tego dwa potoki dały mocno w kość. Ale takie jest ultra, to nie wyjście po bułki do sklepu. Najtrudniej biegło się drugie kółko, bo przeszkadzała mgła. Trzecie to już bajka…

Skrzysiński dotarł do mety w rekordowym czasie 12 godzin i 41 sekund. Drugi zawodnik stracił do niego niemal 43 minuty. Rywalizację ukończyło tylko nieco ponad 60% startujących, część zakończyła zmagania już po pierwszej pętli.

Stukilometrowego Upiora ujarzmiła tylko jedna kobieta i jest to pierwsza finiszerka w historii Ducha Pogórza. Renata Dyduła pokonała trasę w czasie 17:49:46 i przyznała, że udało się jej wytrwać tylko dzięki towarzystwu męża: – Nie było to wsparcie, ale towarzystwo. Pomogło też bieganie Leśników – mówiła wykończona po biegu.

– Trasa była bardzo ciężka. Na pierwszym kółku błądziliśmy we mgle jakieś pół godziny i myślałam już, że w ogóle nie zdążymy do mety w limicie. I to mgła była najgorsza, nie podbiegi, zbiegi czy strumienie na trasie. To wspaniałe uczucie zostać pierwszą kobietą, która ukończyła ten bieg. Ale muszę się poważnie zastanowić czy jeszcze tu wrócę – przyznała Renata Dyduła.

– Trasa była trudna. Od dwudziestego kilometra zaczęła się Diabelska Trzynastka. Do tego momentu biegło mi się dobrze a potem górki zaczęły mnie poniewierać. Ale było bardzo interesująco – oceniała Anna Łuszczyc, która pokonała Duszka, czyli dystans 30+ km. – Dzisiaj było tak wiosennie: w lesie pachniało żywicą, kwitły kwiatki, było naprawdę pięknie. Do tego organizacja na medal. I to taki fajny jak ten, który dostaliśmy, bo on nie tylko wygląda, ale jest też pożyteczny. Lubię takie rzeczy.

Zawodnicy zmagali się dzisiaj z czterema dystansami: Diabelskiej Trzynastki, Duszka 30+ km, Ducha 60+ km oraz Upiora 100 km. Tę ostatnią trasę można było pokonać w trzyosobowej sztafecie w ramach Zmory. Swoje zawody mieli też miłośnicy nordic walking, którzy ścigali się na dystansach 13 i ponad 30 km.

Szczegółowe wyniki wszystkich dystansów są dostępne TUTAJ.

KM


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce