Dwaj panowie O. Bieg Trzech Króli w Łodzi gorący mimo mrozu [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 07/01/2019 - 08:56

W trzeciej edycji łódzkiego Biegu Trzech Króli rekordy udało się pobić wszystkim, oprócz mrozu. Choć nawet ten ostatni zrobił w świąteczny wieczór co się dało, by „umilić” życie uczestnikom, nie wystraszył 2270 biegaczy, którzy stanęli na linii startu. W ten sposób osiągnięty został pierwszy rekord – frekwencji, poprawiony od ubiegłego roku o prawie 300 osób. Padły też, lub zostały wyrównane, rekordy trasy, ale o tym za chwilę.

Mróz był tym razem jednocyfrowy, daleki od prawie 20 stopni na minusie z debiutanckiego biegu sprzed dwóch lat, kiedy to sam król Artur Kozłowski stwierdził, że takie warunki były gorsze od upału w Rio. Trasa jednak przebiegała bez zmian. Start i metę umiejscowiono na świątecznie podświetlonym rynku centrum handlowego Manufaktura, a druga połowa dystansu prowadziła pod gwieździstymi iluminacjami reprezentacyjnego łódzkiego deptaka – ulicy Piotrkowskiej.

Zacięty pojedynek o zwycięstwo do ostatnich metrów stoczyli debiutujący w tych zawodach łodzianin Tomasz Osmulski (15:24) i uczestnik wszystkich trzech edycji, pabianiczanin Michał Olejnik (15:26). Obaj poprawili o kilka sekund ubiegłoroczny rekord trasy, należący zresztą do Michała. Prawie minutę za nimi do mety przybiegł Mateusz Celak z Opoczna (16:12).

Drugi rok z rzędu, najszybszą z pań została Mariola Ślusarczyk z Warszawy. Specjalistka od przełajów wynikiem 17:15 wyrównała swój własny rekord trasy. Druga przybiegła zwyciężczyni pierwszej edycji, łodzianka Monika Kaczmarek (17:54), a podium dopełniła Karolina Waśniewska z Radomia (18:36). Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

Czas Moniki Kaczmarek był zaledwie o sekundę gorszy, niż przed dwoma laty. – Jestem po roztrenowaniu, więc z takiego wyniku mogę być zadowolona – powiedziała po dekoracji. – Marioli w ogóle przed sobą nie widziałam i cały czas biegłam swoje.

Bardziej rozmowni byli dwaj panowie O., których pojedynek o wygraną był ozdobą dzisiejszego biegu. Udało nam się wyciągnąć ich na dłuższą pogadankę:

Tomek: Największą zasługę w naszym wyniku ma Michał, bo prowadził przez jakieś 4,5 km. Jak wypadliśmy na Pietrynę, to tempo wzrosło chyba do naszego maksimum, a w bramę Manufaktury wbiegliśmy już na 120 procent. Było parę zakrętów, zaatakowałem pierwszy, wrzuciłem najwyższy bieg. Widziałem, że Michał cały czas siedzi mi na plecach, ale końcówka była moja i udało mi się wygrać, przy okazji bijąc jego rekord trasy. Nie wierzyłem, że przy takiej temperaturze będzie możliwe tak szybkie bieganie, więc tym bardzej jestem mega szczęśliwy. Wcześniej nie startowałem w Biegu Trzech Króli, bo wypadał w okresie przygotowań do sezonu halowego, ale teraz Michał mnie nakręcił na ten pojedynek, a trener się zgodził.

Michał: Wiedziałem, że Tomek jest strasznie szybki i te jego wspomniane 120 procent to moje 170. Czułem się mocny i wcześniej kilka razy próbowałem mu uciec, ale odpowiadał na każdy mój atak. Wcześniej specjalnie go wyzwałem na ten pojedynek, żeby nas dodatkowo zmotywować. Chciałem się bardzo mocno przetrzeć, bo teraz jest taki okres przygotowawczy. Jestem zadowolony, bo sam poprawiłem swój zeszłoroczny rekord trasy.

T: Jak biegliśmy całą trasę, to mnóstwo kibiców mnie dopingowało, jako łodzianina. Ale zauważyłem, że Michał też miał swoich fanów, bo mieszka rzut beretem stąd. W ogóle atmosfera na trasie była wspaniała, a doping ludzi nas rozgrzewał mimo mrozu. Chciałbym przeprosić Michała za skrobanie go po marchewach, kiedy biegłem tuż za nim! (śmiech) Biegamy każdy innym krokiem i ciężko mi było się wkręcić w jego tempo, trochę szarpał i wybijał mnie z rytmu. Dobrze, że się nie wywalił, ale gdyby to się stało z mojej winy, to bym się zatrzymał i poczekał.

M: Przyznaję, że to moje rwanie tempa, przez które Tomek mnie skrobał po achillesach, było z mojej strony celowe. Ale darzymy się z nim taką sympatią, że nawet jakbym się wywrócił, to bym się tylko uśmiechnął i pobieglibyśmy dalej. Jak temperatura będzie na plusie, to ten wynik jest na pewno do poprawy. Jak pokazał zeszły rok, w styczniu bywa również cieplej, więc myślę, że jest coś do urwania.

T: Chciałbym bardzo pochwalić organizatorów, bo cała obsługa, informacje, wydawanie numerów i wszystko inne były na najwyższym poziomie. Sam widziałem, że Jacka Chmiela było wszędzie pełno i osobiście wszystkiego doglądał. Wspaniale zaczynamy ten 2019 rok, oby nam wszystkim obfitował w życiówki i żebyśmy się w nim dalej cieszyli bieganiem.

M: Już teraz możemy zapowiedzieć, że za rok się znów zmierzymy na tej samej trasie i wtedy to ja zwyciężę! (śmiech)

T: Tak, spotkamy się na pewno i znów powalczymy i rozgrzejemy publiczność, ale tanio skóry nie sprzedam i zrobię wszystko, by Michał teraz nie miał racji! (śmiech)

Na koniec porozmawialiśmy z Joanną Chmiel, która wraz z mężem Jackiem (Stowarzyszenie Akademia Sport i Zdrowie) organizuje Bieg Trzech Króli, Bieg Piotrkowską, a także od tego roku DOZ Maraton Łódź. – W tym roku zostało wykupione wszystkie 2500 pakietów – nie kryła zadowolenia. – Bardzo nas to cieszy, ponieważ jest to dopiero trzeci bieg, ale widać, że zyskał on dużą popularność. Startują w nim nie tylko miejscowi biegacze, ale przyjeżdżają ludzie z całej Polski, nawet z Zakopanego.

– Mam nadzieję, że to dobry prognostyk przed kwietniem – dodała. – Szczególnie liczymy na poprawę frekwencji na maratonie, ale zapraszamy również na towarzyszący bieg na 10 km, jak również maratońską sztafetę – szczególnie tych zawodników, którzy nie są jeszcze gotowi na królewski dystans, ale chcą poczuć jego atmosferę. Postaramy się zadbać o wszystkich, nie tylko tych najszybszych, ale również o dobiegających na końcu. Trasa też będzie atrakcyjniejsza, niż w poprzednich latach, by pokazać najciekawsze miejsca w Łodzi, a multimedialna meta w Atlas Arenie jak zawsze będzie niezapomnianym przeżyciem – zapowiedziała organizatorka łódzkich imprez.

KW


Okiem Ambasadora

Dystans dla każdego... kto choć trochę biega albo ma kontuzję, czy też... nie lubi zimna. Zaledwie 5 km. Dużo dla zupełnych "świeżaków", mało dla wprawionych biegaczy. Radość, ogromna. Jak mówi niejeden ultras: "Jak mam kontuzję to biegam piątki".

Zawody w Centrum miasta przy świątecznym oświetleniu oraz piękne medale to coś, co przyciąga nie tylko lokalnych biegaczy ale też i z innych miejscowości. Medal, pakiet startowy, gorąca zupa po biegu dla tych dwóch tysięcy ludzi to coś co się podoba. Miła atmosfera. Warto się tam wybrać. Kto nie był, zapraszam z wizytą za rok!


Polecamy również:


Podziel się: