„Euforia trwa”. 4x UltraBabia Ambasadora...


Opublikowane w wt., 11/08/2020 - 14:49

Ultra Maraton Babia Góra - bieg nieoczywisty. Trudny, ekstremalny. Do tego zwykle pogoda rozdaje jeszcze dodatkowe karty. Edycja 2020 okazuje się szczególna tak jak cały rok pod znakiem Covid-19.

Start biegu 2:00. Ciepło już o tej porze. Niebo pełne gwiazd a wielki wóz „wisi” tuż nad Mosornym Graniem gdzie rozpoczynamy rywalizację. Start w formule covidowej z osłoniętymi twarzami. Nie jakoś interwałowo. Każdy chyba wie że jeszcze dziś się nabiega.

Start spokojny w stronę wyciągu Mosorny Groń. Od razu stawia do pionu. Mozolnie docieramy do szczytu wchodząc na słynny szlak czerwony tzw. GSB. W międzyczasie peleton się rozciąga i każdy biegnie w bardzo bezpiecznej odległości. Co jakiś czas migocze przebijająca się czołówka. Tak można posmakować chociaż przez parę kilometrów nocnego biegu po słynnym GSB.

Dosyć szybko znajdujemy się na przełęczy Krowiarki 1:22 min gdzie atakujemy pierwsze podejście na szczyt Diablaka. Poruszanie się po chyba najpopularniejszej tracie na Babiej tj. wejście od Krowiarek nie ułatwiają Turyści. Tak jest 3 w nocy czy to nie przywidzenia? Wiele osób podejmuje ten trud aby zobaczyć zjawiskowy wschód słońca ze szczytu. Jakoś szybko chciałem minąć te pielgrzymi na szczycie

1XB jestem po 2h i 11 minutach. Jeszcze szarówka. Ale niesamowity efekt przełamania dnia i nocy widać na horyzoncie. Niesamowite.

Ale trzeba wracać do Krowiarek co zajmuje niespełna 30 minut. Chyba za szybko. Na punkcie szybka regeneracja, to dopiero 22 km i 25% trasy. Trzeba oszczędzać siły. Zwłaszcza że przed nami nie znane obszary Babiogórskiego Parku Narodowego trasa poza szlakami w tzw. formule „chaszczok”.

Z przełęczy Krowiarki schodzimy na zielony szlak w stronę południowej części masywu Babiej Góry. Przebieżka szlakiem szybko się kończy i schodzimy na nieznane tereny masywu. Początkowo przez łąki i pola. Słońce już zaczyna doskwierać. Po około 6 km brakuje już picia a do następnego punktu bagatelka 18 km! Zaczynają się ostre podejścia częściowo nieoznaczonymi ścieżkami i wiatrołomami.

Tempo dramatycznie spada. Pierwszy kryzys. Zdaje sobie sprawę że o wodzie i bez suplementacji żelami będzie ciężko. Na szczęście w plecaku znajduję opakowanie galaretek od Wedla jakie otrzymałem w pakiecie. To pozawala mi odżyć.

Kolejne podejścia wysysają ze mnie siły a temperatura mimo wczesnego poranka dochodzi prawie do 30 stopi. Na szczęście naprzeciw wychodzą organizatorzy - tj docieramy do potoku gdzie wody jest bez ograniczeń. Szybko napełniam flaski i pnę się do góry jakieś 500 metrów potokiem. Stopy także czują ukojenie.

Ale wszystko co dobre szybko się kończy. Bardzo strome podejście po kosodrzewinie. Odcinek około 200 metrów pokonany prawie na czworakach przez wiatrołomy i gałęzie. Prawdziwy survival.

Docieramy do drogi leśnej gdzie prawdopodobnie leśnicy zwożą powalone drzewa. Cały czas poruszamy się w kierunku zachodnim raz w górę i raz w dół. Znowu brakuje nawodnienia. Głowa lekko kołacze. Ale widzę znajomy szlak.

Docieramy właśnie do zielonego szlaku. Wiem że u podnóża Diablaka przy zielonym jest parę źródeł gdzie można zaczerpnąć wody. Mozolnie wspinamy się do góry. Na co dzień ten szlak to bułka z masłem jednak po takiej wyrypie „chaszczokiem” i prawie dystansie maratońskim daje się we znaki. Dodatkowo temperatura która zabija. Mozolnie dochodzę do szczytu.

W okolicach szczytu turyści gromko przechadzających się po szczycie Diablaka nie ułatwia poruszanie się. Brawa od ekipy dokonującej pomiar czasu dodaje otuchy i stawia na nogi. Pozostaje bagatelka zbieg zielonym jakże dobrze znanym szlakiem do drugiego punktu odżywczego. Jednak organizatorzy fundują nam przed punktem odżywczym coś ożywczego dla ducha.

Tuż przed końcem szlaku skręcamy na zachód gdzie po chwili wchodzimy do potoku. Kręto i ciężko docieramy do upragnionego punktu gdzie jest full wypas. Woda, cola, izo, ziemniaczki i wszystko co potrzebne do doładowania niezbędnych kalorii. Nie chce tracić dużo czasu na punkcie z drugiej strony to już 46 km.

Przed nami kolejne podejście pasem granicznym od strony południowej. Brak osłony drzew i skrawka cienia daje się we znaki. Ścieżka częściowa przetarta co chwila mijamy słupki graniczne. Temperatura już ponad 30 stopni zwala z nóg. 6 km podejście wysysa wcześniej zgromadzone kalorie. Podejście podzielone na kolejne etapy do kolejnych linii horyzontu. Dalej nie widać upragnionego szczytu. Kolejne powalone drzewa na tracie i trawa po pachy nie ułatwia osiągnięcia celu.

Po niemal 6 km i ponad godzinnych zmagań docieramy do szczytu po raz trzeci. Radość i zmęczenie. Na szczycie pogoda plażowa. Brak przewiewu. To już 55 km zostaje zbieg przez Małą Babią i dalej na Jałowcowy Grab. Niestety podejście pasem granicznym wyssało także płyny z flasków. Docieram ma oparach do kolejnego punktu żywieniowy. Jakże tu pięknie i wspaniale. Dolina rzeki osłonięta szpalerem drzew.

Na punkcie odżywamy. Jakże komfortowe mamy podejście pod Markowe Szczawiny szlakiem czarnym i dalej żółtym pod osłoną drzew. Świadomość że jesteśmy bliżej niż dalej od uprawnionego celu dodaje sił. Szybko docieram pod Markowe Szczawiny gdzie tłumnie przebywają turyści. Pozostaje 4 podejście na Diablaka przez przełęcz Brona. Moce podejście i początek bardzo ostry do samej przełęczy.

Mija dziesiąta godzina i 62 km biegu. Już widać z przełęczy punk docelowy. Tak czwarte podejście euforia miesza się już z dużym zmęczeniem. Na wąskich ścieżkach mijamy się z uczestnikami biegu 1xB którzy tłumnie zbiegają w przeciwnym kierunku do swojego celu. Co chwila pozdrowienia i słowa uznania podtrzymują ducha.

Na szczyt Diablaka po raz czwarty docieram po 11h i 40 minutach. Jaka radość i uwolnieni emocji. Pozostaje powrót do schroniska Markowe Szczawiny gdzie bije się z myślami czy podjąć próbę piątego podejścia Percią Akademików. Zapas czasu 4 godziny i 45 minut pozwalał by mi na spokojne obejście tempem turystycznym. Jednak podejmuje decyzje o zbiegu z „markowych” do upragnionej mety. Tam melduje się z czasem 12 godzin i 51 minut i 3 miejscem Open w rywalizacji 4x Babia Góra.

80 km za nami i przewyższeń 5200 m. Padam tuż za linią mety skąpany w źdźbłach trawy i piekącym żarze lejącym się z nieba. Emocję i adrenalina opada. Ale euforia i niezapomniane chwilę trwają do dziś. Pewnie tak będzie do przyszłego roku podjęcia wyzwania UltraBabia 6x i do decyzji czy jednak się nie skusić na piąte podejście a może nawet szóste… Kto wie co przyniosą nam kolejne dni i czy będziemy jeszcze mogli je przeżyć raz jeszcze. Wykorzystajmy dany nam czas i talenty!

Paweł Stach, Ambasador Festiwalu Biegów


The project is co-financed by the Governments of Czechia,  Hungary, Poland and Slovakia through Visegrad Grants from International Visegrad Fund. The mission of the fund is to advance  ideas for sustainable regional cooperation in Central Europe.

Projekt współfinansowany przez rządy Czech, Węgier, Polski i Słowacji poprzez Granty Wyszehradzkie Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego. Misją funduszu jest promowanie pomysłów na trwałą współpracę regionalną w Europie Środkowej.


Partnerem kampanii został Program Współpracy Transgranicznej Interreg V-A Polska – Słowacja 2014-2020, finansowany z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Interreg PL-SK wspiera przedsięwzięcia koncentrujące się wokół trzech tematów: dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze, transport oraz edukacja. Budżet Programu wynosi 210 mln euro, w tym środki unijne - 178,6 mln euro.

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce