Ewa Swoboda: "Poniżej 11 sekund i finał olimpijski w Tokio". Marzenie na 2020


Opublikowane w pt., 22/11/2019 - 16:36

Drugie miejsce w rankingu „Złote Kolce 2019” Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. To było spore zaskoczenie, bo Ewa Swoboda nic nie zwojowała w mistrzostwach świata w Katarze, a wyprzedziła medalistki w sztafecie i finalistki biegu indywidualnego na 400 metrów Justynę Święty-Ersetic i Igę Baumgart-Witan.

W ciągu roku zgromadziła jednak więcej punktów, stąd bardzo wysokie miejsce w dorocznej klasyfikacji najlepszych lekkoatletów Polski. Swoboda ustąpiła jedynie młociarce Joannie Fiodorow, wyprzedziła za to wszystkie inne biegaczki.

Piotr Falkowski: Druga lokata w „Złotych Kolcach” to zapewne powód to zadowolenia?

Ewa Swoboda: Oczywiście, jak najbardzej! Zupełnie się nie spodziewałem, że będę brana pod uwagę w tym rankingu. To bardzo duże wyróżnienie. Trzy lata temu byłam piąta w „Złotych Kolcach”, a teraz jestem druga. To pokazuje, że jeśli włoży się w coś pracę, to ten wysiłek potem oddaje.

Podsumuj zatem swoje osiągnięcia w zakończonym sezonie.

Najpierw hala – złoty medal Mistrzostw Europy w Glasgow i dobre starty w cyklu IAAF World Indoor Tour. Potem obrona tytułu w Młodzieżowych ME. No, a na koniec – super drugie miejsce w „Złotych Kolcach”, gdzie była naprawdę duża konkurencja. Dziewczyny na 400 metrów ciągle „dają czadu”, powiedzmy sobie to szczerze! Jestem bardzo szczęśliwa, że stałam w takim gronie na scenie.

Dojrzała i wiele zrozumiała” - trenerka Iwona Krupa o Ewie Swobodzie. Młoda mistrzyni sprintu zaczyna trudny sezon

Wiele osób było zaskoczonych, że wyprzedziłaś w rankingu Justynę i Igę.

Nooo... dla mnie to też była duża niespodzianka (śmiech). Ktoś policzył, że gdyby Justyna Święty zdobyła jeszcze medal w hali, to wygrałaby ten ranking. No, ale cóż... jestem druga za Joasią Fiodorow.

Można by zinterpretować ranking tak, że byłaś w całym 2019 roku najlepszą polską biegaczką.

I bardzo się z tego cieszę! Chociaż... nie miałam aż takich osiągnięć jak dziewczyny ze sztafety 4x400 m. Ale dążymy do tego spokojnie, pracujemy i mam nadzieję, że także sztafetę sprinterską ułożymy na wysokim poziomie.

Z czego jesteś najbardziej zadowolona w minionym sezonie?

Na pewno nie z wyniku w mistrzostwach świata (śmiech). Najwięcej radości sprawiły mi złoty medal w HME w Glasgow i obrona złotego medalu na „młodzieżówce”.

A czasy, to jak szybko biegałaś, też Ci dało satysfakcję?

„Życiówki” na poziomie 11,07 sek. w ogóle się nie spodziewałam, a więc... jak najbardziej!

No to zwróćmy się ku przyszłości. Odpoczywasz jeszcze po sezonie? Co teraz porabiasz?

Teraz? Siedzę i rozmawiam (śmiech). Miałam długie wakacje – ale nie zdradzę, gdzie byłam, to tajemnica! I powolutku zaczynam już trenować. Tokio mam przed oczami. Przyszły sezon to igrzyska i mnóstwo konkretnych planów, które chcielibyśmy wypełnić. Moim marzeniem jest finał olimpijski, myślę, że ciężką pracą do tego dojdziemy.

Rok olimpijski to dla wielu sportowców czas święty, w którym jakiekolwiek eksperymenty w treningu i przygotowaniach są zabronione. Ale są i tacy, którzy – jak na przykład Adam Kszczot – przewracają wszystko do góry nogami i nawet zmieniają trenera w poszukiwaniu nowych, skutecznych bodźców. Jak jest z Tobą?

Od razu powiem, że trenerki nie zmieniam! (śmiech) Cały czas pracuję i będę pracowała z panią Iwoną Krupą. Ale powiem szczerze, że jeszcze z nią nie ustalałam, jak będą wyglądały moje przygotowania i co będziemy robić. Na pewno gdzieś pojadę na obozy, na pewno będę robiła dużo sprawności, treningu funkcjonalnego. Ale co dalej? - nie mam pojęcia. Szczegóły to dla mnie jeszcze wielka niewiadoma.

A hala będzie w tym sezonie dla Ciebie istotna?

Dla mnie hala jest zawsze ważna!

Życzyć w nowym roku trzeba Ci – jak powiedziałaś – finału olimpijskiego. Jak szybko będziesz musiała biegać w Tokio, żeby to marzenie spełnić?

Chciałabym pobiec 100 metrów poniżej 11 sekund. To jest taka kosmiczna bariera. Polka poniżej 11 sekund... Dawno tak nie było, choć o rekordzie Polski 10,92 sek. jeszcze nie mam nawet co myśleć. Ale 10,99 totalnie by mi wystarczyło, byłabym szczęśliwa! Taki jest mój cel w roku 2020.

A gdybyś musiała wybrać jedno osiągnięcie: awans do finału na igrzyskach czy złamanie 11 sekund?

Myślę, że finał olimpijski. Na pewno. Ale tu akurat jedno idzie nierozerwalnie z drugim. Żeby dostać się w Tokio do finału, na pewno trzeba będzie pobiec poniżej 11 sekund (śmiech).

Rozmawiał Piotr Falkowski

zdj. autor, Marek Biczyk PZLA

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce