"Fajne macie to święto, Polacy!" 3. Bieg Niepodległości w Gm. Nieporęt [WYNIKI, ZDJĘCIA]


Opublikowane w sob., 10/11/2018 - 20:25

Mimo mgły, pochmurnej pogody i chłodu, na placu przed kościołem w Stanisławowie Pierwszym tłumnie i gwarno było od wczesnych godzin rannych. W przeddzień rocznicy, blisko pół tysiąca osób postanowiło świętować 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości na sportowo, w 3. Biegu Niepodległości w Gminie Nieporęt, położonej nad Jeziorem Zegrzyńskim za północną granicą Warszawy.

Dzieci, w zależności od wieku, biegały na 400 i 800 metrów, młodzież na 3,5 km, a dorośli na „piątkę” i dystansie głównym, na atestowanej trasie długości 10 km.

Na trasy przygotowane przez ekipę Festiwalu Biegowego, która współorganizowała imprezę i mierzyła zawodnikom czas, zdecydowana większość uczestników wyruszyła w przygotowanych przez organizatorów koszulkach. Gmina Nieporęt nie tylko zaoferowała im bieg za darmo, bez opłaty wpisowej, ale i ufundowała koszulki w narodowych barwach z okolicznościowym, rocznicowym logo.

Biegi dzieci to – jak zawsze zresztą – wulkan emocji i fantastycznej rywalizacji, zarówno o najwyższe miejsca, jak i o każde następne. Najmłodsi dali z siebie wszystko, a na mecie zwycięzcami byli każda dziewczynka i każdy chłopiec.

W biegu młodzieżowym (14-18 lat) na dystansie 3,5 kilometra szczególnie zaimponowali: Janek Michalski z Pruszkowa, który pokonał trasę w średnim tempie 3’18”/km i Karolina Dzwonkowska z Łomży. Ale równie dużą uwagę zwracały dwie dziewczyny stojące na podium obok triumfatorki. siostry Krajewskie z Warszawy: starsza Urszula i młodsza o 2 lata Alicja.

Duetów, a nawet tercetów czy kwartetów bliskich sobie osób, nie brakowało w Stanisławowie Pierwszym w każdym biegu: rodzeństwa, małżeństwa, narzeczeni, dziewczyna z chłopakiem. Nie pierwszy raz widzieliśmy, że bieganie łączy!

O symbolicznej w to święto godzinie 11:11 biegacze odśpiewali z kibicami Mazurka Dąbrowskiego i podniesieni na duchu hymnem narodowym wystartowali do biegu głównego długości 10 km. Zapowiadała się kapitalna walka o zwycięstwo, bo do Stanisławowa Pierwszego przyjechało kilkoro bardzo mocnych biegaczy o znaczących nazwiskach.

Z Andrzejem Korytkowskim, trenerem sporej grupy zawodników z klubu Prefbet Śniadowo Łomża, przyjechała m. in. jego żona Justyna, mistrzyni Polski sprzed 4 lat w biegu na 5000 metrów. – Pewnie wygra? – zagadnąłem szkoleniowca. – Niekoniecznie – odpowiedział. – Tuż przed biegiem zgłosiło się kilkoro bardzo mocnych biegaczy ukraińskich, w tym jedna mocno wyglądająca dziewczyna. A Justyna startuje dopiero trzeci raz po macierzyńskiej przerwie i choć wraca do formy, jest jeszcze daleka od najwyższej – wyjaśnił Andrzej Korytkowski.

Miał rację. 28-letnia Walentyna Kiliarska nie miała sobie równych, pokonała 10-kilometrową trasę o ponad półtorej minuty szybciej (35:51 min.) niż reprezentantka Polski (37:33). Ale Justyna Korytkowska i tak promieniała radością. – Jestem szczęśliwa, że wreszcie wróciłam do biegania! Treningi i zawody tak wyczekane, z nowymi chęciami i marzeniami, ambitnymi planami w głowie! Bardzo brakowało mi adrenaliny związanej ze startami w zawodach. Gdy pierwszy raz po macierzyńskiej przerwie stanęłam na starcie biegu charytatywnego w mojej rodzinnej Łomży, poczułam dreszczyk emocji! Niedawno wygrałam w Płocku, teraz jestem druga tutaj… Wspaniale! – cieszyła się 12-krotna medalistka Mistrzostw Polski na 3000 m z przeszkodami, 3000, 5000 i 10000 m oraz na 5 i 10 km.

Córeczka Justyny i Andrzeja, Anastazja, w dniu Biegu Niepodległości w Gminie Nieporęt skończyła 15 miesięcy. – Jest przecudownym dzieckiem – roztkliwia się zagadnięta o córeczkę mama. – Pewnie jestem nieobiektywna, ale naprawdę jest przesłodka i przespokojna! – zachwyca się. A zapytana, czy mała będzie biegać, ze śmiechem odpowiada: – Nie ma wyjścia!

W niedzielę, dzień po biegu w Stanisławowie Pierwszym, Justyna Korytkowska planuje start w niepodległościowym biegu w Radomiu. – Muszę się odkuć po wszystkich przejściach, które mnie spotkały jeszcze przed ciążą – przyznaje i wylicza: – długa przerwa spowodowana kontuzją, leczenie i rehabilitacja, kosztowały mnie mnóstwo własnych pieniędzy, bo nie miałam kadrowego stypendium. Potrzebuję po prostu trochę zarobić, a potem, gdy już wrócę do formy, powalczyć o start w igrzyskach olimpijskich w Tokio. Dwa razy przeszkodziły mi kontuzje, a więc… do trzech razy sztuka – mówi 32-letnia biegaczka Prefbetu Śniadowo Łomża.

Pieniądze, pieniędzmi, one w życiu sportowców są niezwykle ważne, ale nie tylko dla nich i dobrego wyniku startują w takich imprezach jak 3. Bieg Niepodległości w Gminie Nieporęt. Wielu zawodników pokonało dystans 5 czy 10 km z biało-czerwoną flagą w dłoni czy innymi atrybutami w narodowych barwach.

O naszym narodowym święcie z szacunkiem mówią także cudzoziemcy. – Fajne macie to święto, Polacy – powiedział drugi na mecie biegu na 10 km Ukrainiec Andrzej Starżyński, który przekraczał linię mety dzierżąc w ręku polską flagę. Przegrał o niespełna 7 sekund z rodakiem i przyjacielem, Pawłem Wiereckim. – Pawło jest chrzestnym mojego syna – zdradza. – Staram się otaczać w życiu ludźmi związanymi ze sportem, bo oni mają najlepsze charaktery, a sport zbliża ludzi i pomaga w trudnych sytuacjach. Sport to dla mnie jak rodzina, trener jest dla mnie prawie jak ojciec, gdy wyjeżdżam na Ukrainę zawsze go odwiedzam.

– Od 4 lat mieszkam w Polsce, w Klementowicach – mówi Starżyński. – To niewielka wioseczka w turystycznej okolicy między Nałęczowem a Kazimierzem Dolnym, stamtąd jest moja żona, tam mamy synka, tam pracuję w firmie zajmującej się mrożonymi owocami i warzywami. A poza tym staram się utrzymywać sportową formę.

Andrzej Starżyński jest zachwycony biegiem w Stanisławowie Pierwszym. – Nie spodziewałem się, że nieduży bieg bez opłaty startowej może był tak fajny – mówi. – Bardzo sympatyczna atmosfera, przyjaźni ludzie, widać, że to bieg patriotyczny, a święto ważne dla każdego Polaka – mówi z szacunkiem i uznaniem.

W gronie kandydatów do podium w biegu na 10 km widzieliśmy młode biegowe małżeństwo z Warszawy, Dominika Goska i Dianę Dawidziuk-Gosk. Stojąc na starcie, Diana „odgrażała się” pół żartem, pół serio, że „dołoży” mężowi. I cel w pewnym sensie osiągnęła, bo choć przybiegła na metę ponad 3 minuty po Dominiku, stanęła na podium, podczas gdy małżonek był dopiero szósty i nie krył bardzo kwaśnej miny.

– Nie na to miałem ochotę – przyznał zawiedziony Dominik Gosk. – Spodziewałem się znacznie lepszego występu, ale zamarzłem. Pierwszy raz mi się to zdarzyło przy +9 stopniach... – wyjaśnił.

Na osłodę pozostał mu puchar za 3 miejsce w kategorii wiekowej oraz… nagroda finansowa wygrana przez Dianę. W końcu zostanie w rodzinie!

Na mecie na wszystkich czekały pożywny żurek, pyszne, świeżutkie, bo smażone na miejscu placki ziemniaczane, świetne drożdżówki i piękny, świąteczny tort, serwowane przez sponsorów imprezy. Niemal wszystkim uczestnikom i mieszkańcom gminy bieg bardzo się podobał. Niemal, bo... jak zwykle i wszędzie znaleźli się malkontenci, narzekający na czasowe zamknięcie kilku ulic i marzący o wyrzuceniu biegaczy do lasu. Ale takie głosy były odosobnione, wystarczy poczytać komentarze na fanpejdżu gminy Nieporęt...

Piotr Falkowski

zdj. Dorota Brzozowska - Gmina Nieporęt, Agnieszka Bińczak

PEŁNE WYNIKI


Polecamy również:


Podziel się: