"GSB poniżej 100 godzin bez wsparcia, a potem...". Szalone plany Romana Ficka. Włos się jeży!


Opublikowane w sob., 07/12/2019 - 23:06

Ponad 3 miesiące temu Roman Ficek zadziwił biegowy świat. Pokonał biegiem Łuk Karpat, ponad 2000 km po jednych z najwyższych gór Europy, od granicy serbsko-rumuńskiej do Bratysławy.

Kilka dni po dobiegnięciu do stolicy Słowacji, 28-letni ultras spod Babiej Góry opowiedział o swojej wyprawie podczas Forum Sport-Zdrowie-Pieniądze na 10 TAURON Festiwalu Biegowym. Na koniec spotkania w Krynicy powiedział, że chodzą mu po głowie różne nowe projekty, ale najpierw musi odpocząć, ochłonąć i... na spokojnie „się z nimi przespać”.

FSZP: Roman Ficek i Łuk Karpat w pigułce. „Na pewno znowu coś wymyślę!”

Uznałem, że trzy miesiące to czas na takie „przespanie” wystarczający...

Piotr Falkowski: Romku, zdradź nam, czym zaszokujesz biegowy świat w 2020 roku?

Roman Ficek: Ojtam, od razu zaszokuję (śmiech). Na pewno przez najbliższe rok-dwa powalczę na zawodach w kraju, ale także wreszcie za granicą. Wiosną coś u nas, może Niepokorny Mnich w Szczawnicy, a w czerwcu planuję start na 105 km w Zugspitz Ultratrail w Alpach Bawarskich w Niemczech. Tam jest 5 i pół tysiąca metrów pod górę, dużo przewyższeń, czyli tak jak lubię. Im dłużej i trudniej technicznie, tym pewniej się czuję. Będę walczył o to, żeby stanąć na podium.

Wiosną coś w kraju – może Niepokorny Mnich w Szczawnicy? A w lipcu – jeszcze trudniejszy bieg niż ZUT, czyli Ronda del Cims na Andorra Ultra Trail Vallnord. 170 kilometrów i 13,5 tysiąca metrów w górę, a na trasie 16 dwutysięczników, jeden prawie trzytysięcznik. Z tego co słyszałem, bardzo trudny teren. Rekord wynosi tam około 30 godzin (30:04 Miguel Heras w 2011r. - red.), a w porównywalnym dystansowo UTMB to 20 godzin z groszami (20:11 Francois D'Haene, 2014 – red.). Różnica mówi wszystko. Będzie mega ciężko!

Masz duże obawy? Czy po Łuku Karpat już się niczego nie boisz?

Pojadę przede wszystkim z ciekawością. Nowe miejsce, nowi ludzie, nowe góry. Bardzo lubię poznawać.

Same starty w zawodach? Żadnego niesamowitego wyzwania? Spocząłeś już na laurach? (śmiech)

Nie jest tak źle (śmiech). We wrześniu albo październiku planuję zrobić na szybkości Główny Szlak Beskidzki.

A więc jednak! A dlaczego akurat GSB?

Na miejscu, niedrogo kosztuje, nie trzeba kombinować. Polski klasyk, a ja jeszcze żadnego nie biegłem.

Królem GSB jest na razie Rafał Bielawa, chcesz go strącić z piedestału?

Rafał rzeczywiście tam rządzi, a ja także chciałbym spróbować się na tym odcinku i zobaczyć, jak mi pójdzie. Mówiłem Rafałowi już o tym i mam jego „błogosławieństwo” (śmiech). Wolałem mu powiedzieć, żeby się nie wkurzył (śmiech).

„Jestem szczęśliwy i nigdy nie wrócę na GSB!” RafałBielawa, rekordzista Głównego Szlaku Beskidzkiego

W 2017 roku Rafał Bielawa pokonał Główny Szlak Beskidzki ze wsparciem w 108 godzin i 55 minut. Dasz radę szybciej?

Oszacowałem, że dałoby się to zrobić w czasie poniżej 100 godzin. A na dodatek chcę to zrobić bez wsparcia, bo myślę, że nie będzie mi niezbędne. Skoro przebiegłem po Karpatach taki kawał w warunkach całkowicie dzikich, to na odcinku polskim, z dobrą infrastrukturą, siecią schronisk i miasteczkami, powinienem sobie poradzić bez supportu. Drugie buty zostawię gdzieś w połowie szlaku, a picie, jedzenie i krótkie spanie w 3 noce ustawię sobie w schroniskach.

Rok 2020 masz zatem w pełni zaplanowany?

W najważniejsze przedsięwzięcia – tak. A za 2-3 lata, jeśli uda mi się zgromadzić pieniądze, myślę o przebiegnięciu Norwegii z północy na południe, albo... może Andy.

Chcesz przebiec Argentynę z góry na dół? Albo Chile?

Tylko Argentynę? (śmiech) Andy to najdłuższy łańcuch górski na świecie!

Całe Andy chcesz przebiec, wariacie?!

Nooo... może by się udało (uśmiech).

Ile to jest kilometrów?

Lepiej żebyś nie wiedział (śmiech). Ponad 9 tysięcy kilometrów. A przewyższenia na razie nie liczyłem, bo jeszcze nie wytyczałem trasy. Ale... będzie sporo, na każdych 100 kilometrach swobodnie znajdzie się 5-6 tysięcy metrów pod górę. Tam jest cała masa 5- i 6-tysięczników (28 szczytów powyżej 6000 m n.p.m., najwyższy - Aconcagua 6961 m – red.).

To chcesz zafundować sobie bardzo długie wakacje!

Według moich wstępnych wyliczeń, potrzebowałbym jakieś pół roku (śmiech). Wiem, że to pomysł jest dość karkołomny, ciężko sobie to wyobrazić, ale chyba jeszcze nikt tego nie zrobił, nawet marszem, nie znalazłem na ten temat żadnej wzmianki. Pieszo zajęłoby to pewnie ze 2 lata!

A wiesz, co Twoja dziewczyna Patrycja mówi o Twoich pomysłach? Powiedziała mi: „Zaakceptuję. Ale nie podoba mi się to”.

Kurczę, a co ona ma zrobić? Moją głową rządzi pasja. Liczę się, oczywiście, z jej zdaniem i jej uczuciami, wiem, że się o mnie martwi, ale też bardzo mi kibicuje, kiedy walczę na wyprawie albo w zawodach. I też się cieszy z moich osiągnięć. Gdy biegłem przez Łuk Karpat towarzyszyła mi na polskim odcinku, a potem witała mnie na mecie.

Mam od Patrycji ogromne wsparcie, ale pamiętam, jak 6 lat temu zaczynałem biegać po górach, to narzekała, że przez te góry czasu mamy coraz mniej dla siebie, rzadziej się spotykamy. Jesteśmy ze sobą ponad 8 lat, gdy się poznaliśmy to nie uprawiałem żadnego sportu. Potem rzeczywiście przez bieganie, rower i ćwiczenia poświęcałem jej mniej czasu i bardzo się to Patrycji nie podobało, bo nie wiadomo było, do czego to zmierza, czy przypadkiem nie przesadzę. Na szczęście od ponad 2 lat trzyma za mnie mocno kciuki (uśmiech).

"Dla marzeń warto wiele poświęcić". Wielkie wyzwanie biegowego hipisa. Roman Ficek pobiegnie Łukiem Karpat. Ponad 2000 km!

Dobrze się czujesz jako biegowy celebryta? Podoba Ci się ta rola? Od początku września prawie nie biegasz, tylko jeździsz po spotkaniach i opowiadasz o Łuku Karpat.

(śmiech) Powiem tak: kiedy coś zdobywasz, dokonujesz czegoś wielkiego, spektakularnego to ludzie się interesują, robi się o tobie głośno. Ludzie lubią takie rzeczy, są ciekawi, chcą posłuchać, dowiedzieć się więcej, porozmawiać. To nieuniknione, stajesz się wtedy takim... celebrytą, albo lepiej - sławniejszym człowiekiem. Pewnie każdy chciałby być znany, rozpoznawalny przez innych. Więc... tak, lubię to, dobrze się z tym czuję, jest fajnie gdy ludzie ci kibicują, mówią, że jesteś dla nich inspiracją. To jest mega pozytywne i ogromnie motywujące dla mnie na dalsze działania.

A czy przebiegnięcie Łuku Karpat przyniosło też konkretny wymiar w postaci sponsorów chcących pomóc Ci w kolejnych spektakularnych, ale kosztownych przecież wyczynach?

Na razie czekam na odpowiedź kilku firm, do których się zwróciłem, bo to ciągle ja muszę się zwracać o wsparcie. To nie jest tak, że przebiegniesz Łuk Karpat i wszyscy się zlatują: "Romanie, mamy dla ciebie kasę". Trzeba się nachodzić, szukać, pytać, prosić.

Ale teraz masz w takich rozmowach mocne argumenty.

Mam co pokazać, mam się czym pochwalić, jest trochę łatwiej rozmawiać. Dzięki Łukowi Karpat piszę też książkę, Łukasz Grass zaproponował mi to po spotkaniu na Festiwalu Biegowym w Krynicy. Robi się film nakręcony w Karpatach przez Montis Studio. Trochę się dzieje. Ciągle jeszcze żyję Karpatami, wciąż przeżywam.

To aż strach pomyśleć, co będzie za kilka lat, gdy przebiegniesz te Andy!

Zobaczymy czy to się powiedzie, na razie to marzenie jest jeszcze dalekie od realizacji. Ale na pewno możliwe!

A wypocząłeś już w pełni po Karpatach?

Tak mi się wydawało dosyć szybko, ale... UltraMaraton Bieszczadzki mocno to zweryfikował. Ścięło mnie na trasie 90 km i musiałem zrobić sobie solidne roztrenowanie. Niedawno wróciłem do treningów, ale zrobiłem badania i okazało się, że żelazo jest na bardzo niskim, katastrofalnym wręcz poziomie.

Masz anemię?!

Na szczęście jeszcze nie, ale jest blisko. To nie tylko wyczerpanie po Karpatach, na pewno wpływ na to ma też fakt, że kilka tygodni temu odstawiłem mięso i sery. Muszę to szybko wyprowadzić na prostą.

Życzę zatem zdrowia, sponsorów i... realizacji Twoich szalonych marzeń!

Dziękuję, postaram się o wszystko.

Rozmawiał Piotr Falkowski

zdj. autor, Montis Studio


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce