Halloween Masakrator: „Było strasznie… wesoło” [ZDJĘCIA]


Były już biegi przeszkodowe organizowane w lasach, na bagnach, pustyni i pokopalnianych hałdach. Były starty za dnia i nocą. Żaden z nich nie był organizowany z okazji Halloween. Jaka to różnica? Ano taka, że w ciemności, poza dołem pełnym wody albo skomplikowaną konstrukcją z opon czy drutów kolczastych, można się spodziewać podejrzanych odgłosów, widma, ducha albo… mężczyzny z piłą mechaniczną. W Katowicach odbył się Halloween Masakrator.

Bazą był teren obok lotniska w Katowicach Muchowcu, wykorzystywany przez organizatorów wielu innych biegów. Nigdy jednak nie było tutaj tak strasznie i tak błotniście… Na spokojnym zwykle trawniku stanęły tajemnicze machiny, których pokonanie nawet najwprawniejszym zawodnikom przysporzyło niemałych trudności. Wśród przeszkód znalazły się takie o pobudzających wyobraźnię nazwach: Pieski Herosa, Pilarz, UFO, Wkurw... ony Szuwarek, Zaśki, Belko-miotły, Sztywniak, Egzorcysta, Złośliwa piramidka, Ścianka przewieszka, Kółeczka, Futbozombi, ale też żywe przeszkody w postaci członków drużyny futbolu amerykańskiego. Pilnowali oni ostatniej prostej przed metą i robili wszystko, by dotarcie do niej nie było łatwe.

Te wszystkie atrakcje czekały na dystansie zaledwie 5 km. W jego pokonaniu nie pomagała ciemność. Na szczęście zawodnicy wzięli sobie do serca radę organizatorów i na starcie stawili się z czołówkami. Jak na imprezę z okazji Halloween przystało, nie zabrakło też straszny przebrań i przerażających malunków na twarzach. W nieoficjalnej konkurencji na najlepsze przebranie rywali zdeklasował Brajan Szołtysek ze Świętochłowic: - Tak naprawdę do oryginalny strój snajperski do kamuflażu, ale dzisiaj będzie robił za potwora z bagien – zdradził przed biegiem. – Strój długo leżał w domu, znalazłem go i pomyślałem, że wykorzystam w taki sposób. Więc najpierw był strój a później pomysł na ten bieg. Chciałem się wyróżnić. Nie mam strategii na ten bieg, ale zabawa zapowiada się przednia.

I taka była. Potwierdzali to wszyscy uczestnicy: - Było bardzo przyjemnie, pogoda dopisywała a straszący pomagali szybciej biec. Czy było strasznie? Strasznie wesoło! Niektóre przeszkody były naprawdę wymagające i trzeba było pracy zespołowej, żeby je pokonać – ocenili zawodnicy z drużyny Aloha Dziki. – Trasa była dobrze oznaczona, przy przeszkodach stali wolontariusze i nie można było się zgubić mimo ciemności.

Start nocą, zwłaszcza w biegu z przeszkodami, dla wielu sam w sobie był nowośćią i atrakcją. – W biegu nocnym startuję pierwszy raz, ale przeszkodówek mam już za sobą sporo. To ja zaraziłam bieganiem męża – zdradziła Ewa Hyjek, która wystartowała z mężem Wojtkiem. Małżeństwem są od zaledwie trzech tygodni a dzisiaj świętują rocznicę zaręczyn. – Oświadczył mi się dokładnie 3 listopada. Dodatkowo to moje urodziny, więc mamy dzisiaj co uczcić – pochwaliła się Ewa. – W nocy biegło się zupełnie inaczej, trudniej. Nie było wiadomo, kiedy coś wyskoczy zza krzaków. Przebrania były świetne, odgłosy też. Zrobiło to na mnie wrażenie, bo jestem osobą dość bojaźliwą. Przeszkody były wymagające, zwłaszcza ta przed metą okazała się dla mnie za wysoka. Pomógł mąż.

On sam nie zmęczył się tak bardzo. – Przeszkody były w sam raz, pogoda dopisała, wszystko fajnie zorganizowane. Na pewno przyjedziemy za rok – zapewnił.

KM


Polecamy również:


Podziel się: