Historyczny Textilcross – deszcz był łaskawy [FOTO]


 


Deszczowa prognoza na sobotnie przedpołudnie 14 maja prawdopodobnie przerzedziła szeregi biegaczy, ale ci i tak w liczbie 236 stawili się w łódzkim Arturówku na 37. edycji Textilcrossu im. prof. Janusza Szoslanda – najstarszego biegu w regionie łódzkim. 150 z nich wybrało bieg główny na 10 km, a 86 pobiegło w towarzyszącym biegu studenckim na 2.5 km.

Ulewa była jednak łaskawa i poczekała, aż wszyscy dobiegną do mety, a najlepsi wejdą na podium i odbiorą puchary. Lunęła z całą mocą dopiero podczas losowania nagród wśród uczestników. Pomiędzy upominkami otrzymanymi od sponsorów – zakładów przemysłu włókienniczego – znalazły się parasole, z których szczęśliwcy od razu zrobili użytek.

Textilcross należy do najstarszych wciąż istniejących biegów masowych w Polsce. Od początku był organizowany przez Stowarzyszenie Włókienników Polskich i prof. Janusza Szoslanda z Politechniki Łódzkiej, pomysłodawcy i dobrego ducha tych zawodów. Pan Profesor odszedł od nas w ubiegłym roku, dożywszy 90 lat. Od tego czasu bieg nosi jego imię.

Wróćmy jednak do emocji sportowych. O 10.30 na 2.5-kilometrową leśną pętlę wystartował bieg studencki. Nie obowiązywało w nim oficjalne kryterium wieku i oprócz rzeczywistych żaków uczestniczyło w nim też sporo młodych duchem biegaczy z dojrzalszymi peselami.

Miejsca na podium zajęli w nim: Mateusz Skarbiecki (7:19), Kamil Kwiatek (7:25) i Zbigniew Jamrozik (7:36), oraz Weronika Balcer (9:09), Zuzanna Gielec (9:40) i Aleksandra Szataniak (9:48). Warto zwrócić uwagę na wszechstronność niektórych z tych zawodników – oprócz takich „sprinterskich” dystansów, Mateusz regularnie bierze udział w Runmageddonach, a Zbyszek rok temu ukończył 104 km na Biegu Rzeźnika Ultra.

Trasa głównego biegu Textilcrossu od wielu lat jest ta sama, zawiera dwie pętle po lekko pofałdowanym leśnym terenie i ma długość ok. 9.7 km. Wyniki z niej według powszechnej opinii są więc porównywalne z płaską, asfaltową dychą. Biegacze wyruszyli na nią o 11:00. Już na pierwszym okrążeniu ustaliła się kolejność czołówki, która utrzymała się do samej mety.

Zwyciężył pochodzący z Aleksandrowa Łódzkiego, a mieszkający obecnie na Śląsku Jan Wróblewski (34:20), który dowiózł bezpieczną przewagę nad miejscowymi zawodnikami: Marcinem Nadratowskim (35:05) i Jackiem Trocińskim (36:28). Wśród pań wygrały łodzianki. Monika Pieczora (42:27) o całą minutę wyprzedziła Justynę Grzelewską (43:31), która z kolei wywalczyła niewielką przewagę nad Dominiką Wiechą (43:38).

Pełne wyniki obydwu dystansów TUTAJ.

Dla zwycięzcy był to wielki powrót na trasę Textilcrossu – w poprzednich latach zdarzało mu się tu stawać na podium, a nawet wygrać. Sukces zadedykował swojemu zmarłemu tacie. Chciał również podziękować wszystkim, którzy go wspierali przez jego dotychczasowe 26 lat biegania. Choć nie rezygnuje jeszcze do końca ze startów, pragnie teraz bardziej poświęcić się trenowaniu młodszych zawodników w klubie Rytm Czechowice-Dziedzice. – Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny z uśmiechem na twarzy – powiedział po odebraniu pucharu. – W moim klubie panuje świetna, kumpelska atmosfera i jestem przekonany, że praca trenerska będzie przyjemnością – zakończył najszybszy biegacz dzisiejszego Textilcrossu.

Dla Moniki Pieczory Textilcross ma ogromną wartość sentymentalną. Dawniej w nim startował, a obecnie współpracuje przy organizacji biegu jej tata. Sama zaczęła w nim biegać w bardzo młodym wieku, zaczynając od dystansu 2.5 km. Kilka razy też wcześniej stawała na podium, a nawet wygrywała. Dziś jednak, jak przyznała, to zwycięstwo smakowało jeszcze lepiej, gdyż obecnie biega znacznie więcej kobiet.

Pan Jerzy Pieczora wspominał dawne edycje biegu, który po raz pierwszy rozegrany został w 1979 roku, kilka miesięcy przed pierwszym warszawskim Maratonem Pokoju. Przyjechały na niego specjalnie autokarami reprezentacje zakładów włókienniczych z regionu łódzkiego. Piaszczystą i leśną 33-kilometrową trasę z Piątku do Arturówka podzielono na trzy etapy. Dwa pierwsze przebyto razem marszem, nie wyprzedzając oficjalnego lidera, a dopiero ostatni pokonano ścigając się indywidualnie.

W następnych latach trasę skrócono do 20 kilometrów – jedną z tych edycji pan Jerzy zwyciężył. Najwcześniejsze czasy Textilcrossu pamięta dwóch dzisiejszych uczestników-weteranów: panowie Marek Hendzelewski i Antoni Smolarek, którzy ukończyli bieg w świetnej formie. Tylko pozazdrościć kondycji i wigoru!

W ostatnich kilkunastu latach trasa Textilcrossu przebiega po obecnej około 10-kilometrowej podwójnej leśnej pętli. Wygląda na to, że po okresie pewnego regresu, ten zasłużony bieg odzyskuje należną popularność i ma stałe grono miłośników. Taki kawał sportowej historii ma moc przyciągania!

Kamil Weinberg


Polecamy również:


Podziel się: