Ile kilometrów ma ten półmaraton? Festiwal czy farfocel w Łodzi? Relacjonujemy


Opublikowane w ndz., 01/07/2018 - 18:39

Labirynt tylu korytarzy oszukałby Tezeusza – te słowa starego przeboju Muńka Staszczyka i T.Love mogłyby stać się mottem Biegu pod Gwiazdami, który zadebiutował w sobotni wieczór 30 czerwca w łódzkim Parku im. J. Piłsudskiego, lepiej znanego jako Park na Zdrowiu. Był on od jakiegoś czasu szumnie ogłaszany jako Festiwal Biegów Ziemi Łódzkiej. Uczestnikom proponowano trzy dystanse: 5 km, 10 km i półmaraton. Miały także zostać rozegrane zawody niepełnosprawnych sportowców na wózkach na dwóch rundach biegu na 5 km.

Wątpliwości co do tras pojawiły się już w chwili opublikowania ich na stronie organizatorów. Przebiegi poszczególnych dystansów w dużej części nakładały się na siebie, przypominając rozrzucony na talerzu makaron. Przy kilkuminutowych odstępach między godzinami startów, nieuniknione wydawało się wpadanie na siebie zawodników z różnych biegów, i to nieraz z różnych stron w danym punkcie. Park na Zdrowiu może być jednym z największych miejskich parków w Europie, ale wytyczenie w nim „połówki” w ten, a nie inny sposób nie wydawało się szczęśliwym pomysłem. Może sytuację uratowałoby w pewnym stopniu puszczenie najpierw najszybszych piątkowiczów, po nich dychę i na końcu półmaraton, jednak organizatorzy zdecydowali się na odwrotną kolejność.

Tych zresztą nikt na łódzkim biegowym podwórku nie znał, a i oni robili wszystko, by pozostać anonimowi. Na swojej stronie widnieją tylko jako Biegamy Łódzkie. Festiwal Biegów Ziemi Łódzkiej zyskał jednak patronat władz miejskich i wojewódzkich.

W ostatnich dniach przed biegiem organizatorzy zawiadomili o przesunięciu godzin startów o 20 minut później, o czym nie wszyscy zdążyli się dowiedzieć. Jednak 757 uczestników wszystkich dystansów - nawet ci, którzy przyszli o właściwej porze - musieli poczekać na swój start o jeszcze dodatkowe pół godziny dłużej, przez opóźnienia w biurze zawodów i depozycie. Nawet kiedy sprawy organizacyjne wydawały się już ogarnięte, konferansjer nie przyspieszał startu, tylko stał na scenie i – w braku lepszego określenia – się lansował. Ostatecznie połówka wyruszyła ok. 21:20, a po niej w kilkuminutowych odstępach wózkarze, dycha i piątka.

  

Pierwsi na metę zaczęli dobiegać uczestnicy najkrótszego dystansu. Zwyciężyli go Jakub Czyżewski z Konstantynowa Łódzkiego i Dominika Wiecha z UKS Orientuś Łódź. Już zawodnicy z czołówki 5 km zaczęli opowiadać o scenach, którymi można by obdzielić niejeden czeski film. Ciekawe, czy zwyciężczyni pomogło trenowanie biegów na orientację, w których specjalizuje się jej klub...

– Dobrze znam ten park, bo często tu biegam – przyznał zwycięzca – i to mi pomogło. Nastawiałem się na szybkie pobiegnięcie, może nawet pierwszą trójkę, ale na wygraną nie liczyłem. Jak na taką parkową trasę, to czas miałem niezły, chociaż przedłużone czekanie na start nie pomogło. Podczas biegu trzymałem się za pilotującym rowerzystą, który raz pojechał źle i na właściwą drogę musiała mnie skierować zabezpieczająca trasę ekipa medyczna.

– Do 3 km biegłam razem z Dominiką – opowiadała druga wśród pań Ewa Pietruszewska – potem musiałam odpuścić, ale jak na bieg po chorobie i tak jestem z siebie zadowolona. Przed zgubieniem trasy uratowała mnie ściąga – miałam na karteczce rozrysowany jej przebieg. Na początku wolontariusze stali i kierowali, ale później oznaczenia strzałkami pozostawiały wiele do życzenia. Nie było wiadomo, gdzie biegnie 5, a gdzie 10 km. Mam nadzieję, że organizatorzy wyciągną wnioski i na przyszłość to poprawią.

Znajomość parku pomogła się nie zgubić Gosi z Łodzi. – Biegłam z całą ekipą, trzymaliśmy się oznaczeń. Nie wiem nawet, jaki miałam czas, ale może udało się zrobić życiówkę – cieszyła się.

Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia. Biegnąca na miejsce w czołówce Angelika opowiedziała nam, że w końcówce pobiegła razem z zawodnikami z 10 km z powodu fatalnych oznaczeń, przez co straciła dużo czasu i wysoką pozycję. Inni biegacze również opowiadali o mylnych oznaczeniach na rozejściach tras piątki i dychy, które szczególnie po ciemku trudno było dostrzec.

Do podobnych sytuacji dochodziło na trasie wyścigu na wózkach. Lider po pierwszej pętli powinien zostać skierowany na drugie okrążenie 5 km, jednak poprowadzono go... prosto na metę, przez co skończył w dwukrotnie krótszym czasie. W innym miejscu dwaj wózkarze spotkali się... dojeżdżając tam z dwóch różnych stron.

Im dłuższy dystans, tym zamieszanie robiło się większe. Prowadzący ze znaczną przewagą na 10 km Ukrainiec Andriej Pawełko został na pół kilometra przed metą skierowany... na kolejną pętlę. Do mety dobiegł na dalekim miejscu, po przebiegnięciu ok. 15 km w 52 minuty. Wyników więc nawet nie ma co podawać, ponieważ zostały wypaczone. Organizator zresztą na swojej stronie do tej pory ich nie podał...

Biegacze z półmaratonu rozpełzli się po całym parku, nabiegając na siebie nawzajem ze wszystkich stron świata – niekoniecznie według zamierzeń autorów trasy, mimo że mapa wymuszała właśnie takie zawijasy. Niektórzy mieli wgrany w zegarki udostępniony przez organizatorów ślad GPS, jednak ten nie zawsze zgadzał się z oznaczeniami w terenie. Zawodnicy, którzy później dobiegli na metę wspólnie na miejscach 7-12, trzymali się od pewnego momentu w grupce, by wspólnie pokonać tę jedyną w swoim rodzaju trasę na orientację.

Jeden ze wspomnianej grupy został podczas dekoracji wyczytany jako zdobywca trzeciego miejsca, choć jak twierdził, linię mety przekroczył na łączonym miejscu 7-12 (niezależnie od pokonanych przez poszczególnych zawodników dystansów). Nagrody honorowo nie przyjął. Później podobnie zachował się domniemany zwycięzca, oddając trofeum. Osiągnął on wybitny półmaratoński wynik 1:10, lecz pokonany przez niego dystans to... około 12 km. Zdarzały się przypadki, że uczestnicy dokręcali alejkami kółka przed metą, by przebiec pełny półmaraton. Firma prowadząca pomiar czasu zastrzega, że nie ma nic wspólnego z osobami układającymi trasę.

Nie dokończywszy dekoracji, prowadzący poinformował o decyzji organizatora o zakończeniu imprezy bez nagradzania zwycięzców półmaratonu. Dodał, że w swoim imieniu może tylko współczuć uczestnkom zawodów i wszystkich ich przeprasza, oraz że organizator powinien jakoś rozwiązać ten problem...

Bramkarzom, również na trwającym mundialu, zdarza się puszczać szmaty, zwane też babolami albo farfoclami. Tego ostatniego przypominały rozrysowane na mapie trasy biegów, i nic dobrego nie mogło z tego wyjść, chyba żeby na każdego biegacza przypadał jeden wolontariusz kierujący ruchem. Największego farfocla puścili więc organizatorzy.

Najlepszym komentarzem do oznaczeń trasy jest zrobione przez jednego z uczestników zdjęcie, które obiegło media społecznościowe. Znak ten najwyraźniej każe biegaczom walnąć baranka w oznaczone drzewo. Czynność tę powinni chyba jednak wykonać organizatorzy tego wydarzenia, zanim wezmą się za planowanie kolejnej imprezy.

KW

Polecamy również:


Podziel się: