A imię jego czterdzieści i cztery – Legends Trail wystartował


Opublikowane w sob., 04/03/2017 - 10:05

Punktualnie o 18:00 w piątek z ardeńskiej miejscowości Achouffe po raz drugi wyruszył Legends Trail. Około 70 uczestników morderczego 250-kilometrowego ultramaratonu tym razem mogą liczyć na nieco łagodniejsze warunki. Prawie na pewno nie spadnie śnieg. Błota na trasie też jest zdecydowanie mniej. Zapowiadane opady deszczu prawdopodobnie będą tylko przelotne. Napieraczy czekają jednak trzy zimne noce, a taki dystans nigdy nie będzie bułeczką z masłem.

Relacjonuje Kamil Weinberg, wolontariusz imprezy

„Wróciliśmy wyrównać rachunki.” „Czas skończyć niedokończoną robotę”. Takie zdania często dało się słyszeć na starcie, gdyż powróciło wielu spośród zawodników, którym nie powiodło się przed rokiem. Wiele osób jednak jest tu po raz pierwszy, a są także i ubiegłoroczni finiszerzy, którzy jeszcze nie mają dosyć.

Do tych ostatnich należy jedyna kobieta, która ukończyła pierwszy Legends Trail – Holenderka Paula Ijzerman, której nazwisko znaczy – nomen omen – człowiek z żelaza. – Dociągnę do pierwszego punktu i zobaczę, co dalej – powiedziała skromnie Paula przed startem. Zapytana czy biegnie wobec tego bez presji, odpowiedziała jednak, że ciśnienie jest jeszcze większe, ponieważ już wie, że da się to skończyć, i w pewnym sensie musi to znowu zrobić.

– Będę zadowolony, jak skończę – stwierdził Joris Jacobs, drugi przed rokiem, nie obiecując walki o zwycięstwo. Belg jednak w chwili obecnej (piątek późny wieczór) napiera w czołówce wzdłuż rzeki Ourthe w drodze do pierwszego punktu kontrolnego.

Wyrównać rachunki wróciła Amerykanka Sarah Johnson, której tym razem towarzyszy małżonek Buzz. Para jednak raczej nie przebędzie trasy razem, gdyż... Sarah jest zdecydowanie szybsza i bardziej doświadczona w tym duecie. Wszyscy żartują, że Buzz zostanie obiegany przez żonę – a on się zupełnie tym nie przejmuje i napiera swoim tempem.

Debiutantem jest Francuz Alexandre Oristil, którego znamy z zeszłorocznego chorwackiego biegu Velebit Ultra Trail. Przed wyruszeniem dumnie prezentował swój numer startowy 44, szczęśliwy dla niego, ponieważ z tym samym numerem ukończył inny ultramaraton. Zaciekawiło go bardzo, kiedy opowiedziałem mu o Mickiewiczu i Dziadach. Może proroctwo wieszcza dotyczy właśnie jego? Przynajmniej ma szansę zostać bohaterem Legends Trail!

W sobotę nad ranem pierwsi zawodnicy dotrą do punktu kontrolnego w Hotton około 75 kilometra. Ja właśnie tam udaje w roli kierowcy furgonetki z przepakami. Następne wiadomości z trasy Legends Trail – kiedy tylko się da...

Kamil Weinberg


Polecamy również:


Podziel się: