Impreza, której miało nie być... XI Maraton Beskidy. I piękny jubileusz organizatora


Przed rokiem gruchnęła wiadomość: oto ostatnia szansa na start w kultowym Maratonie Beskidy. Zapanowało pospolite ruszenie, kto mógł zapisywał się na jubileuszowy, dziesiąty maraton z półmetkiem na szczycie Skrzycznego, metrowymi kiełbasami w ramach nagród i niepowtarzalnym Bacą, organizatorem imprezy.

Nikt nie spodziewał się, że to jednak nie koniec legendy. Kiedy przed rokiem wdzięczni bywalcy imprezy zrobili zbiórkę i wysłali Edwarda "Bacę" Dudka na wymarzony Baikal Ice Marathon, ten, w ramach podziękowania, postanowił zrobić maraton raz jeszcze. 3 listopada odbył się XI Maraton Beskidy, czyli ten, którego miało nie być.

Przed rokiem byliśmy świadkami fascynującego pojedynku Wojtka Probsta i Roberta Farona, przy czym tym ten pierwszy wygrał z czasem 3:05:07 i… niedosytem, bo planował złamać 3 godziny. Tym razem na starcie zabrakło tak znanych nazwisk a zwycięzcy, mimo lepszych warunków na trasie, ukończyli bieg ze słabszymi czasami.

Zwyciężył Litwin Grażys Vytautas, który na mecie zameldował się z czasem 3:17:50 i aż 10 minutami przewagi nad drugim zawodnikiem. Szymon Nikiel uzyskał wynik 3:28:00. Podium dopełnił Michał Chrapkiewicz (3:28:45). Prowadzący stawkę przez pierwszą połowę biegu Szymon Glajcar, ostatecznie ukończył go na czwartej pozycji (3:32:48).

Najszybszą kobietą a przy tym jedyną, która złamała cztery godziny, była Sylwia Telatyńska (3:56:44). Drugie miejsce zajęła Anna Karolak (4:04:48) a trzecie Julia Nikiel (4:11:56). Maraton ukończyło 177 zawodników. '

Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

Na liście wyników widnieje także sam "Baca" Dudek, dla którego Maraton Beskidy był dwusetnym maratonem w życiu. Jednak tylko symbolicznie – Dudek wystartował z numerem 200 i zszedł z trasy, bo jako organizator nie mógł sobie pozwolić na pokonanie 42,195 km. Faktyczny dwusetny maraton pokonał już miesiąc temu w Katowicach (Silesia Marathon).

Stali bywalcy Maratonu Beskidy tegoroczne warunki oceniali jako wyjątkowo sprzyjające. – Przywitała nas pochmurna  pogoda i obawiałem się,  że warunki będą ciężkie, ale mile mnie zaskoczyły – przyznał Dariusz Flis z Zabrza. – W tamtym roku w drodze  na Skrzyczne był śnieg, a z góry spływała woda. W tym roku było sucho! I choć w drodze na Skrzyczne towarzyszyła nam mgła, pod samym szczytem już świeciło  słońce, które towarzyszyło też w czasie zbiegu. Końcówka, czyli podbieg pod Małą Golgotę, znowu dał  w kość  A zbieg po błocie, na którym trudno ustać, to już tradycja. Organizacja super, a w pakiecie każdy dostał książkę "Bacy" Dudka – chwalił biegacz.

Zadowoleni byli też debiutanci. – Trasa świetna, super oznaczona i, choć mglisto, było przepięknie. Góry przysłonięte białą kołdrą – zachwycała się Izabela Zarańska z Bytomia. – Momentami było ciężko, ale kibice dodawali skrzydeł. Najgorszy był skurcz łydek na 32 km, na szczęście udało się rozchodzić. Mój plan był taki, żeby  dotrzeć do mety i udało się, z całkiem fajnym czasem.

KM


Polecamy również:


Podziel się: