Iwona Bernardelli mamą Mateuszka. "Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie!"


Opublikowane w pt., 13/07/2018 - 13:33

„Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie!” – to były pierwsze słowa Iwony Bernardelli, gdy zaczęliśmy telefoniczną rozmowę. Wystarczy zresztą spojrzeć na zdjęcia i bezmiar szczęścia rysujący się na twarzy młodej Mamy…

Ale łatwo nie było. Mateusz Bernardelli urodził się 5 lipca o godzinie 6:35, miał 51 cm długości i ważył 3450 gramów. Według badań usg miał być nawet większy, więc przy gabarytach filigranowej Iwony bardzo prawdopodobne było cesarskie cięcie. Tak się też wszystko odbyło, zwłaszcza, że… Mateuszek bardzo zaskoczył lekarzy. – Poród trwał dwie doby, lekarze nie zorientowali się, że akcja się rozpoczęła. Nie odeszły wody, bo mały tak się ułożył, że wszystko zasłonił. A gdy w końcu się wylały, dla bezpieczeństwa dziecka nie czekaliśmy z decyzją o cesarskim cięciu – relacjonuje tatuś, także znany biegacz Michał Bernardelli.

– Pierwszy dzień po porodzie był dla mnie dosyć ciężki: rana bolała, nie mogłam wstawać – mówi Iwona. – Ale z dnia na dzień jest coraz lepiej, mogę już teraz Mateuszka nosić i wszystko idzie ładnie do przodu – szybko dodaje młoda mama.

Trudy pierwszych dni macierzyństwa nie mają wpływu na samopoczucie najlepszej polskiej maratonki.  – Od samego początku jestem na „tak”, Michał śmieje się, że ominął mnie „baby blues”. Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że to wszystko wiąże się z dużą odpowiedzialnością, dbaniem o tego małego człowieczka. Wiem co muszę robić, znam swoje obowiązki i nie narzekam, że się na przykład nie wysypiam, ciągle trzeba przewijać, bo a to siku, a to kupka… Najważniejsze dla mnie, że już jesteśmy wszyscy razem! – cieszy się Iwona Bernardelli.

A Michał… Jak oaza spokoju! – To wszystko trwało tyle czasu, że niespecjalnie miałem okazję do wybuchu euforii. Na dodatek podczas „cesarki” nie mogłem być przy Iwonie, bo to sala operacyjna, więc kiedy już mi pokazali urodzonego, umytego małego, przyjąłem to dość spokojnie – śmieje się Michał. – Najgorzej teraz mam ze spaniem. Śpię wprawdzie tyle, co do tej pory, tyle że… na raty. A to jest masakra! Wstaję prawie co godzina, bo staram się podawać dziecko Iwonie, żeby jak najmniej je nosiła. Ale z resztą radzę sobie super, nie boję się myć małego, przewijać, przebierać, wczoraj nawet skręciłem dla niego łóżeczko, więc śpi już w swoim – mówi dumny. A Iwona potwierdza: – Michał to tata na złoty medal olimpijski! – mówi z przekonaniem. – Bardzo mi pomaga! To jest niezbędne, bo muszę w okresie połogu zadbać także jak najbardziej o siebie, by rana po „cesarce” jak najszybciej się zagoiła, patrząc w kontekście mojego powrotu do biegania.

Tematu powrotu do sportu nie da się, oczywiście, uniknąć. – Powiedziałam Ci kiedyś, jeszcze będąc w ciąży, że po urodzeniu synka chciałabym wystartować w Biegnij Warszawo, który bardzo lubię (w tym roku BW jest 7 października, 3 miesiące po narodzinach Mateusza – red.). Teraz już wiem, że po takim długim, męczącym porodzie muszę te plany zweryfikować. Przez przynajmniej 2 miesiące nie będę mogła biegać, muszę obserwować mięśnie brzucha i proces gojenia się rany. Nie mam więc żadnych konkretnych planów poza tym, że na pewno wrócę do biegania i to do szybkiego biegania. Zrobię to jednak pod ścisłą kontrolą lekarza i fizjoterapeuty, nie za szybko i nie za wszelką cenę. Do igrzysk w Tokio jest jeszcze sporo czasu, nie ma się gdzie spieszyć! – zapewnia Iwona Bernardelli.

​Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się: