„Jeszcze Polska nie zginęła…". Zawierciański Bieg Niepodległości


Opublikowane w sob., 09/11/2019 - 17:02

Nie lubię crossowego biegania, ale Zawierciański Bieg Niepodległości to naprawdę rewelacyjna inicjatywa!

Trasa 7 km, którą można było pokonać biegiem bądź z kijkami, w całości prowadziła leśnymi utwardzonymi ścieżkami. Kameralna impreza z limitem 200 miejsc. Pakiet zawierał numer startowy, opaskę z flagą, przepiękny medal oraz poczęstunek. Czego chcieć więcej?

Przed biegiem miałam przyjemność, razem z Łukaszem poprowadzić na miejscu stoisko promujące Festiwal Biegowy. Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci przez organizatorów oraz biegaczy, którzy chętnie podchodzli i „zagadywali” - o wiele spraw.

Na miejscu, jak zawsze, wiele znajomych twarzy i wiele miłych słów.

Przed startem wszyscy uczestnicy odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego. Następnie usłyszeliśmy odliczanie startera. 3...2...1... i biegniemy.

Na początku jest trochę ciasno, jednak po pierwszych 400-500 metrach stawka się rozciągnęła. Uważam, że w pełni uzasadnione było ustawienie limitu zawodników, trasa nie pozwalała na komfortowy bieg większej liczby osób.

Pogoda idealna, czasem pojawiło się kilka kropel deszczu. Biegło mi się tak dobrze, że nie zauważyłam kiedy leciały kilometry. Po około 2,5 km zaczęli biec z naprzeciwka, Ci wracający już na metę. Widzę Marcina, „piątka mocy” i lecimy dalej. Za chwilę pojawia się Marek, również „piątka”! Dodaje to niesamowitego powera! Biegacze wkoło uśmiechają się, widząc nasze gesty wsparcia.

Biegnie Marek i Paweł - duchowa piątka i... nawrotka. Jestem już w połowie, tempo jak na mnie naprawdę rewelacyjne a teren wcale nie był łatwy.

Po nawrotce wiem, że każdy przebyty zbieg został podbiegiem. W sumie wcale mnie to martwi. Tomek tak mnie przeciorał po górkach i schodach, że nawet udaje mi się wyprzedzić kilka osób.

Mijam uczestników marszu nordic walking, teraz już prosto do mety. Na zegarku wybija 6 km - rura do mety. Z oddali słychać muzykę i na ostatnich metrach przyspieszam.

Jedna z harcerek wiesza medal na mojej szyi. Spoglądam na zegarek - tak w sumie przez cały bieg nie zwracałam na niego uwagi - jest piękny czas!

Ogromnie cieszy widok tylu młodych biegaczy na trasie. Jeden ze skautów, pomimo trudności, w pięknym stylu ukończył bieg. Na mecie pojawiły się łzy szczęścia…

Po biegu szybkie zdjęcia i pyszna kawa. Czas wracać do domu.

To chyba mój ostatni strat w tym sezonie.

Czas na podsumowanie minionego sezonu - z jest co podsumowywać – oraz… zaplanowanie kolejnego, prawda Tomek? A powiem Wam - będzie się działo! Cała rodzina będzie ambitnie walczyć!

Sandra Pawlik-Niedziela, Ambasadorka Festiwalu Biegów


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce