Justyna Święty-Ersetic: "Najważniejsza będzie sztafeta! Mogę poświęcić indywidualne ambicje" [WYWIAD]


Opublikowane w śr., 27/11/2019 - 22:10

To był fantastyczny rok polskich dziewczyn biegających na 400 metrów! Od złotego medalu "Aniołków Matusińskiego" w Halowych ME w Glasgow, poprzez zwycięstwo w IAAF World Relays (nieoficjalnych MŚ sztafet) i spektakularny triumf nad Amerykankami, aż po srebro Mistrzostw Świata w Dosze i poprawiony o blisko 3 i pół sekundy rekord Polski!

Do tego - pierwszy raz w historii - indywidualny finał mistrzostw świata i to od razu dwóch biegaczek: Igi Baumgart-Witan i Justyny Święty-Ersetic.

Liderką naszej sztafety była Justyna Święty-Ersetic, do tej pory także niekwestionowanie najlepsza indywidualnie pośród "Aniołków Matusińskiego". W tym roku jednak jej pozycja została mocno zachwiana za sprawą coraz szybszej Igi Baumgart-Witan, która coraz skuteczniej rywalizuje z zawodniczką z Raciborza.

Tym tematem rozpoczęliśmy więc rozmowę z kończącą krótki urlop od biegania Justyną Święty-Ersetic.

Kto jest teraz lepszy na 400 metrów: Justyna Święty-Ersetic czy Iga Baumgart-Witan?

Nie wiem, teraz to żadna z nas nie błyszczy formą (śmiech). A w tym roku... Iga wygrywała ze mną na Mistrzostwach Polski, ale ja z kolei byłam lepsza na Mistrzostwach Świata. W tym sezonie szłyśmy łeb w łeb i zapowiada się ciekawa rywalizacja w nowym roku: każda z nas będzie chciała pokazać się z jak najlepszej strony i wygrać z drugą!

Nakręca was dodatkowo ta rywalizacja między sobą?

No pewnie! To, że konkurencja w Polsce jest bardzo wysoka tylko nas mobilizuje. Pamiętam jak w 2012 roku dominowała na 400 metrów Agata Bednarek: wygrywała mistrzostwa Polski i nie miała żadnej konkurencji. Na pewno brakowało jej wtedy mocnych rywalek w Polsce.

My mamy z dziewczynami dużą i, co najważniejsze, mocną pakę. To nas napędza do pracy. Każda chce wygrać na każdych zawodach, raz jest lepsza jedna, raz inna. A dzięki temu jesteśmy coraz mocniejsze.

Ciężki był dla Ciebie miniony sezon?

Tak, szczególnie pod względem psychicznym. Trwał znacznie dłużej niż zwykle, był na pewno zbyt długi. Weszłyśmy w sezon startowy bardzo szybko, bo już w maju, na nieoficjalnych mistrzostwach świata sztafet w Jokohamie, gdzie wygrałyśmy z Amerykankami, a ciągnął się do końca października, do igrzysk wojskowych w Chinach, skąd przywiozłam brąz indywidualnie i złoto w sztafecie. To naprawdę było zbyt długo, mam nadzieję, że już nigdy mistrzostwa świata nie będą rozgrywane w tak późnym terminie!

To, że sezon poprzedni tak bardzo się przedłużył, a kolejny - niezwykle ważny, bo olimpijski - jest już „za pasem”, też wam zapewne nie ułatwia zadania? Przerwa między cyklami treningowymi i startowymi mocno się skróciła.

Trochę to na pewno utrudni robotę. Myślę, że wielu lekkoatletów zrezygnuje z mistrzostw świata w hali, bo czasu jest bardzo mało. Ja zwykle zaczynałam przygotowania w listopadzie, a teraz przystąpię do pracy dopiero w grudniu. Okres na robotę będzie o miesiąc krótszy. Ale z drugiej strony, dlużej startowałam, gdzieś się więc to powinno wyrównać i myślę, że trener tak ułoży nasz trening, że znowu będziemy świętować sukcesy. Tym razem te najważniejsze, olimpijskie w Tokio.

Hala w 2020 roku będzie dla Ciebie ważna?

Myślę, że kompletnie nie. Wystartuję może w dwóch mityngach, może w mistrzostwach Polski... Zobaczymy w jakiej będę dyspozycji. Nie chcemy z trenerem przyspieszać na siłę, wolimy wejść spokojnie w sezon. Ale tak jak co roku bardzo „napalałam się” na halę, tak w przyszłym roku raczej ją odpuszczę.

Przed rozpoczęciem przygotowań do nowego sezonu, gdzie widzisz pole do poprawy, żeby w roku olimpijskim biegać jeszcze szybciej?

Na pewno jest wiele elementów, nad którymi warto popracować, zawsze są jeszcze rezerwy, ale myślę, że nie będziemy z trenerem robili żadnych rewolucji, dużych zmian w przygotowaniach. Raczej pójdziemy starym, sprawdzonym cyklem i głęboko wierzę w to, że będzie dobrze!

Jakie są Twoje plany związane z igrzyskami olimpijskimi? Wiadomo, że numerem jeden będzie sztafeta, a czy pobiegniesz w Tokio także indywidualnie?

Hahaha, zobaczymy, co będzie! Powtarzam od jakiegoś czasu, że ciężko będzie o medal indywiadualnie na 400 metrów, to nawet wręcz niemożliwe, nie oszukujmy się! Stanowimy za to tak dobry, mocny, zgrany team i na przestrzeni ostatnich lat z każdej imprezy przywozimy medale w sztafecie, że jeśli tylko każda z nas będzie zdrowa, to...

Wiemy, po co jedziemy do Tokio: naszym głównym celem będzie olimpijski medal w sztafecie! Jeśli więc sytuacja, program zawodów i układ konkurencji będą tego wymagaly, jestem w stanie poświęcić swoje solowe ambicje i odpuścić bieg indywidualny, żeby skoncentrować się na najważniejszym: starcie sztafetowym.

Trener Aleksander Matusiński też będzie skłonny pójść w tym kierunku?

Myślę, że tak. Wszyscy stąpamy twardo po ziemi, doskonale wiemy, gdzie leżą nasze największe szanse. Czekamy na tę imprezę 4 lata, na poprzednich igrzyskach nie do końca poszło nam tak jak chcieliśmy i jak powinno. Tegoroczne wygrane z Amerykankami czy Jamajkami dodały nam skrzydeł, pewności siebie i jeszcze większej motywacji, pozwoliły jeszcze bardziej uwierzyć w swoje siły, w to, że możemy na równym poziomie walczyć z czołówką światową.

Jest jeszcze sztafeta mieszana, to też potencjalna szansa na medal?

Jest to na pewno coś ciekawego (śmiech). Jest szansa, pod warunkiem, że... nasi mężczyźni będą troszeczkę szybciej biegali (śmiech). A poważnie mówiąc, nie znam na razie programu igrzysk i rozłożenia w czasie poszczególnych konkurencji, ale myślę, że tym razem nie będziemy brały wszystkiego i startowały w każdej sztafecie i biegach indywidualnych. Tak jak mówiłam, w Tokio trzeba skupić się na najważniejszym!

Rozmawiał Piotr Falkowski

zdj. Marek Biczyk PZLA


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce