Koszęcińska Dycha zaskoczyła w debiucie [ZDJĘCIA]


W sobotę w samo południe wystartował Bieg Przełajowy Koszęcińska Dycha. Był to debiut samej imprezy, ale też jej organizatora, ambasadora Festiwalu Biegów Marka Grunda. Sądząc po opiniach uczestników, debiut bardzo udany.

– To było zawsze moje marzenie, żeby zorganizować zawody biegowe w swojej okolicy. Odważyłem się napisać do wójta, umówiłem się z nim i okazało się, że jest otwarty na współpracę. Przygotowałem plan, zebrałem informacje o kosztach i… maszyna ruszyła. Bieg się chyba udał – mówi skromnie o imprezie, która na portalu społecznościowym zbiera same pochwały i noty 5,0.

Uczestnicy pierwszej edycji Koszęcińskiej Dychy chwalą sobie dobrze wymierzoną i oznakowaną, choć wcale nie łatwą trasę, dobrą organizację i zaskakująco niskie wpisowe. Udział w biegu kosztował zaledwie 20 zł. – W pakiecie startowym były: napój izotoniczny, wafelek, smycz i kubek, na mecie medal. Do tego elektroniczny pomiar czasu. Zapewniliśmy też zawodnikom stały dostęp do ciepłej kawy i herbaty, zarówno przed zawodami, jak i po.

Biegacze w pełni docenili wysiłki organizatorów: – Organizatorzy spisali się na medal – oceniła Dorota Mrachacz z Bytomia. – To jeden z fajniejszych biegów, na jakich byłam. Bieg w lesie, świetna organizacja i super ludzie. Biegło się wspaniale w czyściutkim lesie bez smogu. Ale najbardziej podobali mi się ludzie i atmosfera, którą tworzyli. Było rodzinnie. W lesie wolontariusze, w większości leśnicy i strażacy. Z każdym można było pogadać i pośmiać się. Na mecie każdy każdemu kibicował. Rozdanie nagród też było super, z właściwym podkreśleniem wagi, ale nie na sztywno. Biuro zawodów pod dachem, świetny depozyt i szatnie, dużo toalet. Pyszna zupa – wyliczała Dorota, która za namową kolegi zapisała się na bieg sporo wcześniej, wraz z synem.

Piotr, po zwycięstwie w Finale Ogólnopolskich Igrzysk Studentów Pierwszego Roku w Lublinie rozpoczął już roztrenowanie, ale na start się skusił: – Jak w poprzednią środę zobaczył na liście startowej chłopaka, który w zeszłym roku pokonał go w Koszwicach, poszedł biegać. I to był koniec roztrenowania – śmiała się mama i „menedżerka” zwycięzcy.

– Mimo dużej przewagi, to było trudne zwycięstwo. Przed biegiem wiedziałem, że nie będzie łatwo, gdy zobaczyłem, że zapisany jest Mateusz Pawełczak – przyznał Piotr Mrachacz. – Bieg był bardzo trudny zarówno ze względu na trasę, jak i moją świadomość, że tygodniowa przerwa od treningu na pewno da się we znaki. Do samego końca biegu byłem skupiony, aby nie popełnić jakiegoś błędu – strategia okazała się skuteczna, Mrachacz wygrał z czasem 35:34 a Pawełczak zajął drugie miejsce i uzyskał wynik 36:06. Podium dopełnił Dominik Klimek (36:15).

Wśród pań triumfowały Sylwia Ślęzak (39:46), Karolina Pilarska (40:24) oraz Barbara Noga (44:25).

Trasa nie należała do łatwych: - Błota było bardzo dużo, do tego dwa podbiegi. Jeden specjalny, taka niespodzianka, która chyba zaskoczyła wielu… – mówił organizator a uczestnicy potwierdzali jego słowa: – Na ostatnim km była taka mała niespodzianka : wbiegało się w las a tam był bieg górski, dwa razy mocno pod górę i z górki, taki mocny cross – opowiadała Dorota Mrachacz.

Wszelkie trudności w pełni rekompensowała atmosfera imprezy i jej dobra organizacja. Debiut Koszęcińskiej Dychy można z pewnością zaliczyć do bardzo udanych. Bieg ukończyło prawie 200 osób.

– Myślimy o innych dystansach. Na razie ostrożnie. Może piątka, może coś więcej albo kije. Ale dycha na pewno będzie, na tej samej trasie, co w tym roku – deklaruje Marek Grund.

KM

fot. Karolina Imiolska


Polecamy również:


Podziel się: