Król Północy podbija Biegun Południowy. Piotr Suchenia startuje w Antarctic Ice Marathon


Opublikowane w czw., 13/12/2018 - 07:07

Piotr Suchenia z Redy koło Gdyni to światowego formatu specjalista od ekstremalnych maratonów w krainie wiecznej zmarzliny. 38-letni biegacz startuje (i często wygrywa) w najzimniejszych maratonach świata.

Przed 6 lat konsekwentnie podbijał daleką Północ. W 2012 był trzeci w maratonie w Tromsø, 10 stopni szerokości geograficznej wyżej dwukrotnie wygrał maraton na Spitsbergenie, wreszcie kolejne 10 stopni wyżej, już na zupełnym północnym ekstremum, triumfował w North Pole Marathonie na Biegunie Północnym. W tym roku wreszcie było jeszcze drugie miejsce na Grenlandii, w Maratonie Koła Polarnego (Polar Circle Marathon).

– W ten sposób wypełniłem projekt, który nazwałem Northern Challenge (Wyzwanie Północne) - mówi Suchenia. Teraz przyszła pora na przeciwny kraniec ziemi – i maraton na Biegunie Południowym, czyli Antarctic Ice Marathon na Antarktydzie. Co go skłania ku biegom w warunkach, których nikt chyba nie lubi: ani to ładne, ani ciepłe, ani przyjemne…

– Ładne to akurat jest na pewno, widoki i tamtejsza natura bardzo przemawiają do człowieka, daje odsapnąć, odpocząć – protestuje „Suchy”. – Temperatury rzeczywiście nie są przyjemne i nie biega się w nich fajnie – przyznaje. – Jeśli wychodząc na bieganie wiesz, że na termometrze jest minus 35 stopni, a z wiatrem odczuwasz mróz nawet 50-stopniowy, to chcesz jedynie jak najszybciej uciec do ciepłego namiotu! Ale… jest to coś, co pokazuje ludziom, że w bieganiu nie ma rzeczy niemożliwych, a deszcz, śnieg czy nawet temperatura minus 5 stopni to nie jest nic strasznego. Wystarczy się spiąć, wyjść z domu i pobiegać. To jest jeden z powodów, dla których ja robię takie dziwne rzeczy – tłumaczy Piotr Suchenia.

Najśmieszniejsze jest to, że biegacz z Redy wcale nie jest miłośnikiem zimy! – Ja lubię rześką, chłodną aurę, ale nie siarczysty mróz i ekstremalne temperatury. Po śniegu biegać nienawidzę, tak samo po piasku i lodzie. Ciągnie mnie jednak w takie miejsca, może… – zastanawia się – żeby coś sobie udowodnić, sprawdzić się w tym, za czym nie przepadam.

– Najbardziej skrajnym i najtrudniejszym z moich biegów był bez wątpienia Maraton Bieguna Północnego – wspomina Piotr Suchenia. – Nie dość, że bardzo niska temperatura, to jeszcze paskudna nawierzchnia: ponad pięćdziesiąt osób 12 razy pokonywało 3,5-kilometrową pętlę, więc pod koniec tonęliśmy w rozpapranym śniegu po pół łydki, a nawet po kolana. To już nie było bieganie! Podbiec można było jedynie na fragmencie pasa startowego długości może 300 metrów!

– Spitsbergen Marathon był, w porównaniu z biegunem, bardzo przyjazny – kontynuuje zawodnik. – Odczuwalna temperatura wynosiła minus kilkanaście, za to zmienna pogoda, trochę błota, trochę wiatru, trochę wszystkiego... Ekstremalna miała być Grenlandia, ale wyszło całkiem inaczej, bo koło zera stopni, czuć było to globalne ocieplenie klimatu – śmieje się. – Utrudnieniem było to, że na każdej pętli biegliśmy 2 kilometry po czystym lodowcu, było wietrznie i zimno. Ale większa część trasy przebiegała po szutrze, kamieniach, skałach, lodzie, ale chropowatym.

Niska temperatura i lodowaty wiatr to jedno, w takich warunkach szalenie ważna jest także silna psychika. – W pewnym momencie człowiek jest skrajnie wyczerpany – mówi Suchenia. – Musi wtedy tak sobie wszystko poukładać w głowie, żeby oderwać się od bolących nóg, zimna, wiatru, myślenia o krańcowym zmęczeniu i pragnienia, by wpaść do namiotu, napić się ciepłej herbaty, cieplej ubrać i… dać sobie spokój z bieganiem.

Logistyka przed Antarctic Ice Marathonem jest następująca: 60 uczestników biegu zbiera się w Punta Arenas w południowym Chile, skąd samolot organizatora transportuje ich na Biegun Południowy. Data startu jest tylko luźno określona. Tegoroczny bieg przewidziano na 13 grudnia, ale… decyduje tak zwane okno pogodowe. Właśnie się ono pojawiło i dlatego organizatorzy zabrali biegaczy z Chile dzień wcześniej niż planowano. Ostatecznie data startu się nie zmieniła, maratończycy ruszą na trasę najprawdopodobniej w czwartek. Teraz przechodzą przyspieszoną aklimatyzację.

Czterej Polacy w Antarctic Ice Marathonie. Dwaj mogą dziś zdobyć Koronę Maratonów Ziemi!

Piotr Suchenia nie jest jedynym Polakiem na liście uczestników Antactic Ice Marathonu 2018. W biegu wystartują także: Marcin Asłanowicz i Alan Tomasz Kowalczyk, obaj z Warszawy, kończący na Antarktydzie swoją Koronę Maratonów Ziemi (jeśli ukończą, zostaną członkami Klubu Maratonu na 7 Kontynentach) oraz Tomasz Maślanka z Wrocławia, któremu do tego celu brakuje jeszcze Australii).

To bardzo pozytywny zbieg okoliczności pogodowych, bo w niedawnej przeszłości biegacze musieli czekać na Antarktydzie na start nawet tydzień, albo i dłużej. Musisz wtedy mieć wystarczająco długi urlop i… odpowiednio zasobne konto. Na Biegunie Południowym koszty przedłużenia pobytu nie są wielkie, bo zawodnicy  mieszkają w ogrzewanych namiotach, ale np. na północy wiąże się to z dużymi pieniędzmi.

– Na Spitsbergenie czekaliśmy tydzień, najtańszy nocleg tam to 300 złotych, do tego drogie jedzenie i cena przebukowania biletów samolotowych. W szczycie sezonu turystycznego to ogromne pieniądze – wylicza Piotr Suchenia. – Za wszystko musimy zapłacić sobie sami. Duże ryzyko, trzeba mieć spore środki. Nie da rady bez sponsorów, ja zbierałem też pieniądze przez crowdfunding i pracowałem na 3 etaty. Pracuję teraz tylko po to, żeby zaspokoić swoje pasje i… spłacić kredyt – śmieje się Piotr Suchenia. Dodajmy, że wpisowe na AIM to, bagatela... 15 tysięcy euro!

Na szczęście dla biegacza, wspiera go w tej pasji żona. – Iwona wywodzi się ze sportu, wie, z czym to się je, więc chyba rozumie i podziela to wariactwo. Na Antarktydę lecimy razem, robimy tam sobie długi, 3-tygodniowy urlop – cieszy się Piotr.

Antarctic Ice Marathon ma wystartować w czwartek 13 grudnia, o godzinie 14 czasu polskiego. W porównaniu do Bieguna Północnego, podczas biegu na Południowym ma być nieco cieplej (minus 20 kilka stopni) i lepsza nawierzchnia: twardsza, ubita przez ratraki, w dużej części po pasie startowym, bez tak znienawidzonego przez Piotra Suchenię głębokiego śniegu.

Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się: