Leśnik Zima „standardowy”, czyli mega trudny [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 01/12/2019 - 08:50

Jesienna z daty, zimowa z nazwy i... pogody, która w ostatniej chwili przyniosła śnieg. Czwarta tegoroczna odsłona Maratonu Leśnik rozegrana została 30 listopada na stokach Szyndzielni i Stołowa w Beskidzie Śląskim z bazą w Bielsku-Białej.

Zawodnicy tradycyjnie pobiegli na trzech dystansach: Leśnik (45 km, 3475 m przewyższenia), PółLeśnik (30 km, 2400 m+) i SpeedLeśnik (13 km, 1120 m+). Jak już na pierwszy rzut oka widać z powyższych parametrów, tradycyjny był też „typowo-leśnikowy” stosunek przewyższeń do liczby kilometrów.

Gwoździem programu wszystkich dystansów było niezwykle strome podejście wzdłuż słupów kolejki gondolowej na Szyndzielnię z przewyższeniem 400 metrów na odcinku około 1,4 km. Drugą atrakcją dłuższych dystansów okazało się podejście na górę Stołów – prawie równie strome, lecz jeszcze wyższe i dłuższe. Ze Stołowa czekał na zawodników tak samo długi i trudny technicznie zbieg.

W typowo górskim, a więc lekko przedłużonym maratonie najszybszy okazał się Mateusz Talanda (5:23.35), którego do końca ostatniego zbiegu próbował gonić Szymon Wollek (5:25.51). Po przekroczeniu mety obaj zawodnicy padli bez sił na ziemię. Podium dopełnił miejscowy weteran Leśników Paweł Przybyła, często stający na podium tego cyklu biegów (5:37.41). Magdalena Stachura zwyciężyła wśród pań (7:14.37), o pięć minut wyprzedziła Monikę Krużołek (7:19.20) i ze znacznie wyraźniejszą przewagą Annę Iwanowicz (7:34.33). W biegu wzięło udział 94 uczestników.

– Z trzeciego miejsca jestem bardzo zadowolony, szczególnie, że to był dla mnie ostatni bieg tego długiego sezonu – stwierdził Paweł Przybyła. – Walczyłem tylko o utrzymanie prowadzenia w klasyfikacji generalnej tegorocznego cyklu. Prawdziwe ściganie skończyło się dla mnie po 30 kilometrach, kiedy Mateusz i Szymon wyrwali do przodu.

– Właśnie taki był plan, żeby do 30 km trzymać się Pawła, a potem uciekać – potwierdził ze śmiechem zwycięzca Mateusz Talanda. – A poza tym była fajna, ciężka trasa i świetne ściganie, jak zwykle u Michała [Kołodziejczyka, organizatora – red.], i właśnie dlatego pojawiam się u niego na zawodach. Szymon na ostatnim bufecie był jeszcze na prowadzeniu przed Pawłem i mną. Wyprzedziłem go dopiero przed Szyndzielnią i końcowym zbiegiem, ale do końca nie odpuszczał. Miałem nadzieję na spokojniejszy finisz, jednak cięliśmy się do samego końca i stracił do mnie zaledwie kilkanaście sekund – wspominał bielszczanin.

Pytanie „na ile kilometrów jest ten półmaraton?” na Leśniku jak najbardziej ma rację bytu. Rekord padł w sierpniu 2018, kiedy jego długość wyniosła 34 km. Tym razem organizatorzy Michał i Ania Kołodziejczykowie łaskawie zaserwowali zawodnikom tylko trzydziestkę. Wygrał ją łodzianin Maurycy Oleksiewicz, który w trzecim podejściu pierwszy raz nie pomylił trasy (3:24.50). W kilkuminutowych odstępach dobiegli za nim Grzegorz Kubaczka (3:31.36) i Cezary Baliga (3:38.08). Na podium pań stanęły: Joanną Pyrek (4:32.59), Sylwią Sendek (4:53.56) i Karolina Chodowiec (4:56.53).

– Biegam tu często, bo Michałowi chce się robić jedne z najfajniejszych tras, jakie można u nas znaleźć – chwaliła Joanna Pyrek. – Wyszukuje ścieżki takie niekoniecznie dla ludzi, czasem bardziej dla zwierząt. Lubię i doceniam takie rzeczy, więc tu startuję. W tym roku wygrałam już trzecią „połówkę”, co dało też zwycięstwo w generalce. Ta trasa, jak na Leśnika, miała trudności standardowe, a może nawet była ciut za łatwa.

– Tym razem przestudiowałem trasę bardzo wnikliwie. Nawet wydrukowałem sobie mapę i zaznaczyłem wszystkie newralgiczne miejsca. Dodatkowo pozytywnie zaskoczył mnie przygotowany ślad GPS z punktami pośrednimi, dzięki którym zegarek zawsze informował mnie, że za 300-400 metrów będzie zakręt – opowiadał Maurycy Oleksiewicz. – Od startu pięciu zawodników wyrwało bardzo mocno, jednak po kilku minutach byłem już trzeci. Okazało się jednak, że ci dwaj przede mną na Szyndzielni skręcili na Speeda i na punkcie dowiedziałem się, że prowadzę w półmaratonie. Rywali za sobą nie widziałem, a przewadze dowiedziałem się przy drugim odwiedzeniu Szyndzielni 6 km przed metą przez telefon od żony. Mimo to musiałem cisnąć do końca, bo na takim biegu cztery minuty, to jednocześnie dużo i mało. Trudności były typowe dla Leśnika. Trasa jest piękna, ale bardzo techniczna. Jeszcze się w takim bieganiu nie czuję za dobrze. Wiadomo, że najlepiej tu wypadają ci, którzy trenują w takich warunkach na co dzień.

W SpeedLeśniku miejsca na podium zajęli: Zbigniew Jaworski (1:21:57), Karol Urbańczyk (1:22:47) i Bartosz Grubka (1:28:42) oraz Karolina Mirek (1:49:57), Karolina Lebiecka (1:56:59) i Martyna Chomicz (1:59:21). Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

W klasyfikacji generalnej Maratonu Leśnika wygrali Ewa Szwarczuk i Paweł Przybyła, PółLeśnika – Joanna Pyrek i Tomasz Młocek, a SpeedLeśnika Karolina Lebiecka i Adam Magnucki.

Wydawałoby się, że starty we wszystkich czterech porach roku Leśnika są domeną miejscowych, beskidzkich biegaczy. Przeczy temu mieszkający w środkowej Polsce Mariusz Banaszczyk, który zajął drugie miejsce w generalnej klasyfikacji PółLeśnika. – Sam się zastanawiam, co mnie skłania, żeby tu regularnie przyjeżdżać z tak daleka – przyznał biegacz z okolic Bełchatowa. – Szczególnie, kiedy widzę taką górę jak Szyndzielnia i myślę, że będę musiał się na nią wdrapać. Radość na mecie wynagradza jednak wszystkie trudy. Z czterech tegorocznych „połówek” chyba najlepiej wspominam letnią – najtrudniejszą, z piękną pogodą i widokami.

WYNIKI TUTAJ

KW

fot. KW, Dariusz Cupiał - Ambasador Festiwalu Biegów


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce