Łodzianie wszystkich pokoleń, orientujcie się! – Łódź Park Tour

Łodzianie wszystkich pokoleń, orientujcie się! – Łódź Park Tour



W czwartkowy wieczór 16 marca w okolicach Szpitala Centrum Zdrowia Matki Polki zakończył się zimowy cykl łódzkich biegów na orientację pod nazwą Łódź Park Tour. Zawody te organizuje Uczniowski Klub Sportowy „Orientuś”. Od 2013 roku odbywa się letnia i zimowa edycja, każda składająca się z kilku biegów na różnych łódzkich terenach zielonych i osiedlach. W historii cyklu dwa biegi miały również miejsce wewnątrz budynków – Hali Sportowej MOSiR i Atlas Areny.

Relacja Kamila Weinberga

W ostatnich zawodach tej zimy wzięła udział około setka biegaczy, w tym całe rodziny. Finał miał formułę biegu pościgowego, w którym zawodnicy klasyfikowani w całym cyklu startowali w odstępach odpowiadających sumie swoich wyników z poprzednich biegów. Pozostali biegacze wyruszali na trasę po nich. Jak w każdych zawodach z tej serii, tu też trasy miały trzy stopnie trudności: dla początkujących, zuchwałych oraz profesjonalistów. Osobno wydzielona była kategoria rodzinna, w której jak sama nazwa wskazuje startowały dwu- lub więcej osobowe rodzinne drużyny.

Postanowiłem wziąć udział, bo tydzień temu na znacznie dłuższym dystansie w Lesie Łagiewnickim spodobało mi się bieganie z mapą. W przeciwieństwie do tamtych zawodów, tutaj kolejność podbijania punktów była ściśle określona. Ponieważ nie startowałem w poprzednich biegach cyklu i zapisałem się w ostatniej chwili, mój start wypadł na samym końcu o 18:58.

Mapę dostaję do ręki tuż przed wyruszeniem. Jak to żółtodziób, nie nastawiam się na wynik, lecz po prostu na zaliczenie wszystkich lampionów. Czip na palcu, czołówka na głowę, czas na zorientowanie mapy. Cztery pierwsze punkty kontrolne to trochę krzaków i rozległe tereny parkingowe przed CZMP, w tym kilka ogrodzonych parkingów strzeżonych do obiegnięcia. Na mojej mapie dla zuchwałych jest 17 punktów, bo na tę kategorię się zdecydowałem. Kompas okaże się niepotrzebny, bo w mieście jest wystarczająco dużo punktów orientacyjnych.

PK4 dotyka siatki ogrodzenia. Chyba podbijam go z niewłaściwej strony płotu, o czym dowiaduję się od krzyczącego coś do mnie dozorcy – wbiegłem przez otwartą bramę na teren jego parkingu. Kolejny punkt jest na podwyższeniu wokół pomnika. Zamiast obiec go naokoło, wciągam się na rękach na ścianę niczym na biegu z przeszkodami. Dopiero później się zorientuję, że na mapie jest ona oznaczona jako „ściana nie do przejścia''. Czasem lepiej nie wiedzieć...

Szóstki szukam jak głupi na górze schodów zamiast pod nimi, bo nie chce mi się spojrzeć na piktogramy. Kilka minut w plecy. Frycowe się płaci. Trzy następne to jeszcze tereny wokół szpitala, na górnym i dolnym poziomie. Dalej dłuższy przelot na osiedle. Nie wysilam się na jakieś sprinterskie tempo. Trzy PK pod samymi blokami, w tym jeden zepsuty. Mieszkańcy pewnie się dziwią, kto im świeci pod balkonami.

Drogę do PK13 zagradza wysoki murowany płot. Jak ja kocham grodzone osiedla. Wysokość taka, że z wyskoku bym się wciągnął, ale już nie chcę przeginać, to nie ta dyscyplina. Kilkaset metrów do obiegnięcia. Po drugiej stronie najpierw trafiam na lampion z trasy zawodowców. W poszukiwaniu mojej trzynastki dłużej czeszę gęsto zadrzewione okolice płotu.

Do PK14 trzeba obiec cały wielki teren szpitala, w sumie chyba obojętne z której strony. Dociskam trochę mocniej, ale bez wypluwania płuc, w końcu to zabawa. Już na miejscu namierzam punkt dosyć szybko, potem trzy ostatnie blisko siebie to już formalność i po nieco ponad pół godzinie i około czterech zrobionych kilometrach – pewnie dalekimi od optymalnych wariantami – podbijam czipa na mecie. Wynik gdzieś na szarym końcu stawki, ale jak mówiłem potraktowałem to zabawowo.

W mojej kategorii Zuch-M wygrał Adam Gąsiorowski z UKS Azymutu Pabianice o zaledwie 7 sekund przed Brunem Deredosem z Orientusia. Bruno miał jednak na starcie 10 sekund przewagi i dzięki temu zwyciężył cały cykl. W Zuch-K w ostatnim biegu wygrała Julia Krempińska z Azymutu. Wśród profesjonalistów najlepsza była jej klubowa koleżanka Maria Pabich oraz Piotr Rzeńca junior z Orientusia. W kategorii początkujących zwyciężyli Dorota Rosiak i Jakub Szymczak, a w rodzinnej ojciec z synem Marcin i Jan Ciupowie. Pełne wyniki finałowego biegu można zobaczyć TUTAJ.

Zwycięzcy zimowego cyklu Łódź Park Tour wśród profesjonalistów to Natalia Ewiak (Orientuś) i Piotr Rzeńca junior, najlepsi zuchwali to Julia Krempińska i Bruno Deredos, a początkujący Daria i Bartosz Rafalscy (oboje z MKS Metalowiec Łódź). W kategorii rodzinnej wygrała rodzina Beków.

Łódź Park Tour to pomysł prezesa UKS Orientuś Łukasza Charuby, choć – jak przyznał sam pomysłodawca – jego wprowadzenie w życie nie byłoby możliwe bez wsparcia kolegów klubowych i całej rzeszy miłośników biegania na orientację. Organizatorzy starają się urządzać biegi co miesiąc zimą i latem, z wyjątkiem okresu wakacyjnego. Zawody są zwykle na osiedlach, a wszystko zaczyna się od znalezienia bazy (np. w miejscowej szkole), opracowania mapy i przygotowania trasy.

Jak nam zdradził Łukasz, w kolejnym cyklu zimowym być może więcej biegów odbędzie się wewnątrz budynków (indoor orienteering). Okazje na pewno będą, ponieważ w Łodzi powstały nowe budynki użyteczności publicznej, które warto zwiedzić z perspektywy biegacza na orientację.

Przez cały Łódź Park Tour przewija się kilkaset osób. Zawsze przychodzą nowi zawodnicy, w tym dużo dzieciaków, dla których jest to pierwszy kontakt z BnO i nieraz potem trafiają do klubów. Prezes Orientusia przyznał, że to jest fenomen, że na zawody w środku tygodnia niezależnie od pogody biegający rodzice przyprowadzają swoje dzieci i startują wraz z nimi w kategorii rodzinnej. Najmłodsi biegacze mają wyjątkową radość z odnajdywania punktów kontrolnych w terenie. Na każdych zawodach można spotkać uczestników z trzech pokoleń.

Region łódzki ma wyjątkową silną pozycję na mapie polskich biegów na orientację za sprawą trzech mocnych klubów: UKS Orientuś Łódź, UKS Azymut Pabianice i MKS Metalowiec Łódź. Orientuś ostatnio zajął trzecie miejsce w klasyfikacji klubowej mistrzostw Polski i ma w swoich szeregach indywidualnego mistrza świata oraz mistrzów Europy. Za dwa tygodnie pięcioro jego członków wystartuje w eliminacjach do wrocławskich World Games (igrzysk sportów nieolimpijskich). Serdecznie życzymy im powodzenia!

KW


Polecamy również:


Podziel się: