Magda Łączak i Paweł Dybek piszą historię Rzeźnika. "Nie chcieliśmy się ścigać z chłopakami"


Opublikowane w pt., 05/06/2015 - 16:09

Mieszany zespół Salomon Suunto Team (na zdjęciu) należał do faworytów dwunastej odsłony Biegu Rzeźnika InterRisk dla Aktywnych. Ale mało kto spodziewał się, że potrafią wygrać całe zawody! Tak się właśnie stało. – Zaliczyliśmy perfekcyjny bieg, no może oprócz spóźnienia na start – komentowali na mecie mielczanie.

Zanim jednak o fenomenalnym wyniku mieleckiego duetu. Decydujący wpływ na wyniki biegu miała pomyłka, jaka stała się udziałem czołowych zespołów męskich. – Trzy pary pomyliły trasę w pierwszej części beigu. Zamiast pobiec czerwonym szlakiem, zgodnie z mapą, ominęły 600-metrowe podejście na Chryszczatą – wyjaśniał na przepaku w Smereku Mirosław Bieniecki, dyrektor Biegu Rzeźnika.

Miękką ściółkę i błoto zastąpił całej szóstce wygodny asfalt, przez co biegacze zyskali przewagę nad resztą stawki. Po dokładnej analizie sytuacji organizator podjął decyzję – kary czasowe. Cała szóstka biegaczy zaliczyła przymusowy, 30-minutowy postój w Berehach, tracąc szansę na zwycięstwo w zawodach. Ukarani biegacze przyjęli decyzję organizatora ze zrozumieniem. – Tak, pomyliliśmy trasę i kara jest słuszna. Żałujemy, że w miejscu, w którym popełniliśmy błąd nie było zasęigu GSM, bo chcieliśmy skontaktować się z organizatorem i wyprostować sprawę – żałowali na w Berehach Robert Gacki i Dominik Włodarkiewicz (czas 8:57:21). Do podium stracili mniej niż 12 minut.

W podobnym tonie wypowiadał się zwycięski duet kat. MM Piotr Bętkowski - Piotr Książkiewicz (City Trail Team, czas 8:45:04) oraz zdobywcy drugiego miejsca MM (a trzeciego open) - Tomasz Klisz i Jacek Michulec (The North Face, 8:45:53). Panowie jak na rzeźnikowych dżentelmenów przystało gorąco gratulowali zwycięzcom.

Wobec problemów rywali swoją szansę wykorzystali Magda Łączak i Paweł Dybek. Ale powiedzieć że mieli szczęście i trafili szóstkę w totku, to tak jakby niec nie powiedzieć. Przygotowywaliśmy się do ttego biegu przez cztery tygodnie, tu, w Bieszczadach. Chcieliśmy pobić swój czas z 2010 roku (9:32 - red.) i temu podporządkowaliśmy treningi i plan na bieg. Ale nie chcieliśmy się ścigać z chłopakami. Ja miałam nadawać tempo, Paweł czuwać nad sprzętem i czasami. Udało się – cieszyła się na mecie Magda Łączak. Na wspomnienie startu, który przegapiła – „Wyszliśmy sobie na rozgrzewkę, a tu wystrzał startera” – uśmiechała się od ucha do ucha.

Po raz pierwszy więc w historii biegu Rzeźnika najlepszą ze wszystkich drużyn został mix. Czas 8:22:56 to czwarty wynik w historii imprezy w ujęciu całościowym, nieco słabszy niż rezultat naszego eksportowego duetu ultra spod znaku Salomona Marcin Świerc – Piotr Hercog (9:09:47 w 2013 roku).

– Od naszego poprzedniego Biegu Rzeźnika minęło już sporo czasu. Gdy tu startowaliśmy nie byliśmy tak dobrymi biegaczami. Wyniki w polskich biegach też nie były tak dobre. Myślę, że kiedyś tu jeszcze wrócimy... – opowiadała Magda Łączak. – Teraz czas na kolejne starty zagraniczne oraz najprawdopodobniej Bieg 7 Dolin w Krynicy – dodawał Paweł Dybek.

Magda Łączak i Paweł Dybek o swoim Rzeźniku [WIDEO]

Rywalizację kobiet zwyciężyły Agata Metejczuk i Monika Jakubaszek z KS Alaska Łódź / Sparter - czas 11:11:50. Wystartowało w sumie 1391 osób (nieodbity chip?). Bieg  ukończyło 1255 osób.

My ten dzień spędziliśmy aktywnie. Część naszej warszawskiej reakcji dołączyła do biegaczy (Maciej i Emilia skończyli zmagania na 318. miejscu z czasem 13:35:45), druga zaś do organizatorów. Przyglądaliśmy się z bliska pracy Mirosława Bienieckiego i jego rzeźnickiej ekipy. Wiosek mamy jeden – tak rzetelnych i oddanych biegaczom organizatorów pozazdrośćić może niejedna impreza, nawet te z budżetem kilkukrotnie większym niż Bieg Rzeźnika. Długo by wymieniać, ale takiego „lotnego patrolu” jak ten Mirosława Bienieckiego, ze zmrażaczem mięśni, wodą czy po prostu dobrym słowem, nie ma żaden bieg ultra w Polsce.

Krążąc po najważniejszych punktach trasy w potężnym Dodge'u na bieżąco śledziliśmy poczynania biegaczy. Wiodło się im różnie. Gdy jedni zaskakiwali samych siebie, inni borykali się z kontuzjami (największym pechowcem został zawodnik, który ukończył zmagania na piątej pozycji, ale... w pojedynkę, bo kontuzja zmogła partnera już w Cisnej) czy zmeczeniem (słońce przypiekało niemiłosiernie, a kolejne szczyty nie chciały się kończyć). – Masakra – stwierdził wymownie zaprawiony przecież w upalnych ultrabiegach Andrzej Gondek.

Jeszcze inne problemy dopadły Ambasadora Festiwalu Biegowego Marek Tokarczyka i jego partnera. – Przy wejściu na Jasło dołożyliśmy sobie 6 km. Hardcore odpada... – żałował biegacz i instruktor biegówek z Rytra. – Naważyłeś piwa, to goń do mety. Tam jest schłodzone – uśmiechał się w rozmowie z Markiem Mirosław Bieniecki.

Wyniki 12. Biegu Rzeźnika znajdziecie w naszym KALENDARZU IMPREZ.

Rzeźnikowych biegaczy i kibiców zachęcamy do odwiedzania naszej strony. Z Bieszczadów wywozimy sporo nagrań wideo i zdjęć. Będziemy je sukcesywnie dodawać do naszych publikacji.

GR

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce