Mikołajki w Warszawie z Chomikiem. Na pomaganie i rozruszanie [ZDJĘCIA]



We wtorkowy wieczór w Parku przy Bażantarni na warszawskim Ursynowie rozegrano Mikołajkowy Nocny Bieg Chomika. Udział w biegu był bezpłatny, a uczestnicy imprezy wspierali prezentami Fundację Azyl „Pod Psim Aniołem” w Falenicy.

W biegu wzięło udział blisko 200 osób. To ponad stuprocentowy wzrost frekwencji rok do roku – pierwsza edycja biegu, rozegrana latem tego roku, zgromadziła 91 osób. Zainteresowanie imprezą zaskoczyło nawet organizatorów. Biegacze przynieśli ze sobą karmę, żwirek, i inne potrzebne rzeczy, na które czekają podopieczni przytuliska w warszawskiej Falenicy.

Biegano na dystansie 10 km. Od kręcenia kolejnych rund - w sumie sześć - mogło się zakręcić w głowie. Dodatkowo uczestnicy musieli patrzeć pod nogi, bo bywało ślisko. Dotyczyło to zwłaszcza fragmentu trasy przy ulicy Rosoła. Zmaganiom mikołajkowego klimatu dodała wieczorowa pora i palące się latarnie. Nie też brakowało osób, które zdecydowały się przebrać za mikołajów.

SPortowo najlepiej wykazali się Mikołaj Raczyński (36 minut) i Kamila Szmyt (45:10). Dodajmy, że dla biegaczki była to pierwsza wygrana impreza.

– Warunki nie były złe i można było tu szybko biegać. Może tylko jedna prosta była śliska. Ja biegłem tu treningowo II zakres, mój rekord życiowy na „dychę” jest o cztery minuty lepszy. Sam bieg uważam za bardzo fajny. Inicjatywa z darami dla schroniska bardzo szlachetna. Głównie z tego powodu wystartowałem. Nie miałem problemu z bieganiem na pętlach bo wtedy można kontrolować tempo. Były co prawda małe problemy z dublowaniem, ale można narzekać. Zwłaszcza, że jestem tu pierwszy raz i było to coś nowego – ocenił Mikołaj Raczyński.

– Nie spodziewałam się kompletnie wygranej. Na 3-4 km trochę „spuchłam”. Ten bieg udowodnił mi ile daje wsparcie drugiej osoby. Mój zając, Fabian dzielnie wspierał mnie przez całą trasę i bez niego nie byłabym pierwsza. Bardzo mu dziękuje. O tym, że prowadzę dowiedziałam się na mecie (śmiech). Ale to może dobrze, że wcześniej nie było takiej informacji, bo nie wiem jakbym zareagowała. Może bym odpuściła z tempem? A tak była walka do końca. To moja pierwsza wygrana impreza biegowa w życiu. Muszę przyznać, że bardzo udany prezent mikołajkowy – podsumowała Kamila Szmyt.

W tłumie biegaczy spotkać można było maratończyka Wojciecha Kopcia, legitymującego się rekordem życiowym 2:17:22. Zawodnik od pewnego czasu boryka się z kontuzją ścięgna Achillesa. We wtorek jednak postanowił sprawdzić jak się ma jego noga, a przy okazji pomóc innym biegaczom będąc ich zającem.

– Jestem trzy miesiące po operacji ścięgna Achillesa. Przez ten czas były dobre ale i złe momenty. Postanowiłem tu przyjść, ponieważ bieg organizuje mój zawodnik, Sebastian Wojciechowski. Dodatkowo mieszkam zaledwie trzy stacje metra od miejsca zawodów. Chciałem zobaczyć jak reaguje noga na bieganie po płaskim terenie. Biegło mi się dobrze, jeśli pod uwagę weźmiemy to, że nie robię nic od trzech miesięcy, a tak naprawdę to od półtora roku. Zobaczymy jak będzie jutro. Czuję wielki głód biegania, dlatego organizuję swoje imprezy, bo trzeba się realizować. Ja kocham ten sport – powiedział nam Wojciech Kopeć.

Po biegu na uczestników czekała ciepła herbata oraz ciastka. Rozlosowano też upominki.

RZ


Polecamy również:


Podziel się: