Miłosz Szcześniewski znów w Krynicy. „Początek września kojarzy mi się z Festiwalem”


Opublikowane w wt., 13/08/2019 - 08:49

30-letni biegacz z Wielkopolski, wielokrotny medalista MP w biegach górskich, reprezentant kraju, szósty raz wystartuje w Krynicy. To jeden z tych zawodników, który ma za sobą starty na wszystkich dystansach Biegu 7 Dolin.

Rok temu zdecydował się pan startować w Krynicy w Biegu 7 Dolin 34 km i Runek Run na 22 km...

Miłosz Szcześniewski: - To był przede wszystkim efekt kontuzji, której doznałem w lipcu 2018 roku. Miałem problemy ze ścięgnem Achillesa, dlatego brakowało mi wybieganych kilometrów, by zdecydować się na dłuższy dystans, a wcześniej biegałem przecież 64 km i 100 km. Trasę oczywiście znałem, bo to ostatnia część Biegu 7 Dolin. Tempo było dość mocne, o miejsca na podium walczyło trzech zawodników, w tym ja. Niestety największą przeszkodę postawiłem sam sobie. Za późno na podbiegu wziąłem żel energetyczny i miałem duży spadek energii. To sprawiło, że dwóch rywali mi uciekło.

Ma pan za sobą wszystkie dystanse i wie, jak się przygotować. Co jest ważne przy planowaniu biegu?

– To oczywiste, że do każdego dystansu trzeba się przygotować inaczej. I co jest jasne, pełny Bieg 7 Dolin wymaga najbardziej precyzyjnego planowania. Na każdym punkcie żywieniowym muszę wiedzieć co zjeść - zwykle są to owoce typu banany i co wziąć na kolejny etap biegu. Na trasę biorę przede wszystkim żele, a jeśli chodzi o wodę, to zawsze wziąć jej trochę za dużo niż za mało i potem mieć problem. Niczego mi nie może zabraknąć między bufetami, bo spadek energetyczny organizm odczuwa błyskawicznie.

Stawiam sobie też założenia co do tempa biegu na każdym odcinku. Oczywiście są czynniki, które na to wpływają jak temperatura czy siła rywali. Staram się nie odchylać diametralnie od tych założeń. Jeśli rywale mocno uciekają, to nie próbuję za wszelką cenę ich gonić. Na dystansie powyżej maratonu trzeba się sugerować przede wszystkim sygnałami od naszego organizmu.

W tym roku, który dystans pan pobiegnie? 

– Tym razem B7D 64 km. Chciałem biec 100 km, ale nie mogłem wziąć urlopu, by przyjechać odpowiednio wcześniej, by wypocząć przed startem. Muszę przejechać 500 km i będę dopiero w piątek wieczorem w Krynicy. A start na 100 km jest o godz. 2 nad ranem. Trasa jest mi znana, a dwa lata temu udało mi się wygrać.

Co przyciąga pana do Krynicy?

– Mocni rywale i możliwość sprawdzenia się w walce z polską czołówką. Do tego początek września zwykle kojarzy mi się właśnie z Krynicą i startu w Festiwalu Biegowym stały się już tradycją. I jakoś zawsze udaje mi się całkiem nieźle przygotować.

Mieszka pan w Wielkopolsce. Skąd miłość do gór i do biegania po nich?

– Rzeczywiście mieszkam blisko Leszna i jest tu jest spora grupa biegaczy, miłośników gór. Często zdarza mi się trenować wspólnie. Ponad 10 lat biegam w górach, a zakochałem się w tym przypadkowo. Jeszcze jako junior przygotowywałem się do mistrzostw Polski w biegach przełajowych. Tydzień przed zawodami wygrałem start kontrolny, ale zachorowałem, brałem antybiotyki i choć wystartowałem w mistrzostwach, to byłem 77. A kolega, z którym wygrałem w sprawdzianie był czwarty. To dało mi do myślenia. Trener znalazł, że za dwa tygodnie są mistrzostwa Polski w biegach górskich na górze św. Anny i spytał, czy chcę spróbować. Oczywiście chciałem, wygrałem te zawody i tak się zaczęło. Może dobrze, że ta choroba się wtedy przyplątała (śmiech).

Rozmawiał Andrzej Klemba


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce