„Mistrzostwa nieszczęść i braku zdrowia”, „Polegli wszyscy faworyci”. Opinie reprezentantów Polski po MŚ w trailu


Opublikowane w ndz., 09/06/2019 - 19:08

„Mistrzostwa nieszczęść i braku zdrowia”, „Polegli wszyscy faworyci”. Tytułowe opinie to fragmenty wypowiedzi Edyty Lewandowskiej, z którą rozmawialiśmy kilka godzin po zakończeniu MŚ w trailu na dystansie 44 km z przewyższeniem 2100 m+. Zawody odbyły się w portugalskim miasteczku Miranda do Corvo i okolicznych górach Serra da Lousa.

Brytyjczyk Albon i Francuzka L'hirondel mistrzami świata w trailu [wyniki Polakow]

Edyta Lewandowska była naszą główną kandydatką do uzyskania dobrego wyniku, znów jednak (jak w kilku ostatnich mistrzowskich startach) prześladował ją pech. Rok temu w długodystansowych MŚ w Karpaczu tuż po starcie doznała kontuzji, na kwietniowych MP w Szczawnicy do zejścia z trasy zmusiło ją  osłabienie chorobą, teraz w Portugalii – potrącenie przez rozpychających się rywali i bolesny upadek.

Oto co Edyta Lewandowska i pozostali reprezentanci Polski powiedzieli nam po zawodach i swoich występach w trailowych MŚ w Portugalii.


EDYTA LEWANDOWSKA (DNF – nie ukończyła biegu)

– Czołówka ruszyła bardzo mocno, przepychając się łokciami. Trasa była tak wąska, że duża grupa zawodników, by na siebie nie wpaść, na przykład przed licznymi mostkami, gwałtownie hamowała, co powodowało zatory i spadek prędkości do zera, by po chwili z impetem ruszyć dalej. W ten sposób zostałam popchnięta na zbiegu, a potem na kamieniach.

– Zaliczyłam dwa upadki. Po drugiej ”glebie” nie byłam, niestety, w stanie biec dalej. Leciała mi krew z nosa, kulałam na prawą nogę. Wybiłam się całkowicie z biegowego rytmu, straciłam siły. Czułam, że słabnę z każdym kilometrem. Poczłapałam jeszcze trochę i zeszłam z trasy przed 22 km. Jestem bardzo rozgoryczona, bo nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji.

– Nie wiem, dlaczego nie ma mnie w wynikach na początkowych punktach kontrolnych, musiały być jakieś błędy pomiarowe. Na pierwszym PK na 7 km miałam dwie minuty przewagi nad Kasią Solińską i Pauliną Wywłoką, a 3 nad Magdą Łączak. Kasia przegoniła mnie przed drugim punktem na 16 km, na zbiegu, z którego schodziłam kulejąc.

– Generalnie były to mistrzostwa nieszczęść i braku zdrowia. Do następnego startu przystąpię dopiero, gdy będę w pełni sił. To na pewno. To były bardzo dziwne zawody, w Portugalii polegli wszyscy faworyci. Nawet Ragna Debats (Holenderka broniła tytułu - red.) zeszła z trasy przed 40 km, nie bardzo wiadomo z jakiego powodu, bo była wysoko w klasyfikacji (prawdopodobnie w połowie czołowej dziesiątki, ale też, niestety, ani razu nie wychwyciły jej urządzenia pomiarowe - red.).


KATARZYNA SOLIŃSKA (37 miejsce, czas 4:21:00)

Zajęła najwyższe miejsce z reprezentantów Polski, ale nie była zadowolona ze swego startu i uzyskanego wyniku. Jeszcze do punktu w Espinho (39,5 km) biegła w trzeciej dziesiątce, na ostatnich kilometrach straciła osiem pozycji.

Mistrzostwa Świata były w moim sezonie biegowym bardzo istotnym startem i czułam się do niego odpowiednio przygotowana. Rozpoczęłam zgodnie z założeniami: pilnowałam tętna i jedzenia, monitorowałam ogólne samopoczucie. Przez ponad 20 km czułam się świetnie i nagle dopadł mnie brak mocy, który ciągnął się do samej mety. W drugiej części już nie było ścigania, zaliczyłam wywrotkę, rozbiłam kolano, 8 km przed metą wymiotowałam, a po kolejnych 2 kilometrach, „trzymając się” pleców Koreanki, pobiegłam za nią złą trasą i nadłożyłam ok. 800 m, sporo pod górę. Tam straciłam kolejne pozycje i potem zabrakło już energii do ostatecznego szarpnięcia przed metą. Jest niedosyt, ale jednocześnie wiem, że trzeba być pokornym i cierpliwym. Doświadczenie z mistrzostw oceniam na bardzo dobre, to ważne, żeby zbierać doświadczenia na międzynarodowych imprezach, oswajać się z emocjami i rywalizacją na najwyższym poziomie. Atmosfera wśród reprezentantów Polski jest niesamowita, spędziliśmy wspólnie wspaniale chwile.


MAGDALENA ŁĄCZAK (56 miejsce, czas 5:05:14)

Nieudany start naszej najbardziej utytułowanej zawodniczki. Najlepiej podsumowuje go wpis na fanpejdżu biegaczki:

– Właściwie nic więcej nie mam do dodania. No, może jeszcze, że wspaniały bieg i piękna pogoda. Cóż, taki sport. Raz na wozie, raz w nawozie, parafrazując znane powiedzenie (śmiech). Kompletnie nie wiem, dlaczego tak źle mi się biegło. Miałam być czarnym koniem, a zostałam czarnym osłem zawodów (śmiech). Nic mi się nie stało, majtki mnie "nie cisły", picie i jedzenie było ok. To ja "zacieniłam", chociaż nie zrobiłam ani jednego zdjęcia na trasie (śmiech). Bieganie było całkiem przyjemne, tyle że całkowicie nie mistrzowskie. Teraz wypada wyciągnąć wnioski i nigdy więcej już takiego biegania nie powtórzyć.

– Jedynym pozytywem mojego startu jest to, że mimo słabego występu zostałam na trasie do mety. Zrobiłam to dla dobra drużyny, bo wiedziałam, że Edyta już nie biegnie i jestem trzecią, ostatnią zawodniczką niezbędną do tego, byśmy były sklasyfikowane zespołowo. Bardzo dziękuję za wsparcie wszystkim wiernym kibicom, nie tym, co na dobre, ale tym, co na dobre i na złe.


PAWEŁ CZERNIAK (79 miejsce, czas 4:12:26)

Debiutant w reprezentacji Polski, może być zadowolony z pierwszego startu w imprezie mistrzowskiej, na którą został powołany do kadry w zastępstwie kontuzjowanego Marcina Rzeszótki.

– Co ja mogę powiedzieć? Na pewno mogło być lepiej, bo mimo wszystko zacząłem troszkę za szybko, a po drugie ryzykowałem na zbiegach i zaliczyłem 5 upadków! Na dodatek jeszcze skurcze mnie pod koniec łapały. Trasa była mega ciężka i moje nogi nie wytrzymały, ciągle było napieranie góra-dół. Do połowy dystansu było jeszcze ok, ale później to już była tylko walka z samym sobą.


TOMASZ KOBOS (94 miejsce, czas 4:22:28)

Debiutant w reprezentacji Polski. Jako jedyny spośród naszych reprezentantów postawił na „właściwego konia”: jego faworytem do złotego medalu MŚ był Brytyjczyk Jonathan Albon.

– Tego należało sie spodziewać na tej trasie. Ale i tak, czas – moim zdaniem – wykręcił „kosmiczny”. Nie spodziewałem się, że w takim terenie da się aż tak zasuwać!

– Z siebie i mojego startu jestem w miarę zadowolony. Pewnie mogłem pobiec trochę lepiej, bo na przykład dałem się głupio zablokować na starcie. Chyba też pobiegłem zbyt asekuracyjnie, ale to tez miało związek ze wspomnianym początkiem. Ech, takie błędy debiutanta (śmiech). O wiele lepiej jednak na pewno bym nie pobiegł. Trasa była bardzo ciężka, a rywale szalenie mocni. Natomiast sam start w reprezentacji to super przeżycie!

rozmawiał Piotr Falkowski

fot. Mirosław Bieniecki, Maciej Dombrowski


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce