Na tyłach maratonu w Londynie. Będzie... śledztwo


Opublikowane w śr., 08/05/2019 - 08:40

Gdy Elisabeth Ayres, dzień po maratonie w Londynie zamieszczała swój post na Facebooku, chciała tylko wyrzucić z siebie negatywne doświadczenia z tego biegu. Nie przypuszczała, że przez kolejny tydzień będzie gościem programów telewizyjnych, udzieli wywiadów BBC i CNN i znajdzie swoje nazwisko w większości brytyjskich gazet. I chociaż nie taka była jej intencja, dzięki niej może się wiele zmienić na maratonach nie tylko w Wielkiej Brytanii, a już na pewno zmieni się na trasie London Marathonu. Jego organizatorzy obiecali wnikliwe śledztwo.

Elisabeth Ayres była w Londynie oficjalnym pacemakerem. Jej zadaniem było motywowanie i pilnowanie tempa biegaczy, którzy marzyli o ukończeniu maratonu w czasie 7 godzin i 30 min. Wydaje się, że to dużo, ale tacy biegacze startują na całym świecie. Nie mają wielkich sportowych ambicji, nie chcą utrzymać tempa Eliuda Kipchoge i miejsce, na którym skończą bieg, nie ma dla nich większego znaczenia. Zazwyczaj stoi za nimi niezwykła historia i ogromna motywacja, by coś udowodnić przede wszystkim sobie, by pokonać choroby, problemy, zrealizować cel. W tej grupie nie brakuje również biegaczy charytatywnych.

Elisabeth była dumna ze swojej grupy i zdeterminowana, by jak najwięcej wspieranych przez nią biegaczy dotarło do mety. Zadanie okazało się jednak trudniejsze niż przypuszczała. Maratończycy z jej grupy nie przekroczyli jeszcze 2 kilometra, gdy stali się niewygodnym problemem.

Ekipy sprzątające trasę nie miały bowiem zamiaru czekać aż przebiegną. Zaczęły swoją pracę ignorując najwolniejszych biegaczy. W praktyce oznaczało to brak wody w punktach nawadniania, bieg w oparach z chemikaliów czyszczących i przemoczenie mieszanką czyszczącą. Na tym jednak nie koniec.

Pracownicy służb sprzątających, a nawet stewardzi na trasie, nie szczędzili im uwag w stylu „to bieg, nie spacer”. Niektórzy poznali również przyczynę swojego wolniejszego tempa. Zdaniem wygłaszających uwagi, to nadmierna tusza spowalniała maratończyków. Wreszcie, jako zbyt wolni, by korzystać z pełni praw, kontynuowali bieg przy otwartym ruchu drogowym, przepuszczając samochody.

Organizatorzy nie od razu zareagowali na doniesienia biegaczki. Jednak sprawa Elisabeth, która mimo wszystkich przeszkód utrzymała tempo i metę osiągnęła w czasie 7:28:47, stała się zbyt głośna, by ją ignorować. Maratończycy z końca stawki doczekali się przeprosin. Będzie też przeprowadzone drobiazgowe śledztwo, które ma znaleźć przyczynę tego incydentu.

IB

fot. Virgin Money London Marathon


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce