Najdziksza strona Łodzi. Brus uratowany?


Opublikowane w pt., 26/01/2018 - 09:37

„Magistrat wycofuje się z pomysłu sprzedaży części łódzkiego Brusa pod zabudowę rezydencjalną. Forsowane od pół roku rozwiązanie trafiło do kosza, a urzędnicy przychylili się do głosu społeczników, by dawną jednostkę wojskową zostawić w spokoju; „Wycofuję projekt sprzedaży działek na Brusie” – poinformował we wtorek Wojciech Rosicki, wiceprezydent Łodzi. Trwający od kilku miesięcy spór o przyszłość dawnego poligonu zakończył się więc po myśli protestujących mieszkańców.” – donosiły w dniu 16 stycznia łódzkie media. Burza trwająca od pół roku wokół Brusa wydaje się zakończona. Jednak czy na pewno?

O co w tym wszystkim chodzi i dlaczego o tym piszemy? Chodzi o półtora kilometra kwadratowego terenu o dużym znaczeniu przyrodniczym, rekreacyjnym i historycznym. W październiku ubiegłego roku, przy okazji rozegrania biegu przeszkodowego Misja Brus, pisaliśmy już o łódzkim dawnym poligonie i jego skomplikowanej sytuacji prawnej. 

Historia i współczesność Brusa

„Jest takie miejsce na zachodnich obrzeżach Łodzi, o którym większość jej mieszkańców wie tylko tyle, że istnieje albo nawet o nim nie słyszała. Z daleka od głównych dróg, z jednej strony osiedle domków jednorodzinnych, z pozostałych stron ogródki działkowe, pola i nieużytki. Samo miejsce, o którym mowa (...) to też jeden wielki nieużytek. Względnie wspaniały młody naturalny las. Zależnie, czy spojrzymy z prawnego, czy przyrodniczego punktu widzenia. Las jaki jest, każdy widzi, ale lasem się staje, kiedy tak stwierdzą urzędnicy.” – pisaliśmy wtedy. Obecnie, dzięki wydarzeniom ostatnich miesięcy, o Majerce (bo taka nazwa tego terenu też jest używana przez okolicznych mieszkańców) usłyszała chyba większość łodzian.

Przypomnijmy, że na początku 2009 roku władze miasta zakupiły 146 hektarów terenu poligonu od Wojskowej Agencji Mieszkaniowej z dużą bonifikatą. Zmiana sposobu jego użytkowania na inny, niż sportowo-rekreacyjny, oznaczałaby konieczność jej zwrotu. Kilka miesięcy wcześniej okazało się, że Brus ma swoją mroczną historię – począwszy od 2008 przez kolejne lata odkrywano tam miejsca pochówku ofiar terroru hitlerowskiego i stalinowskiego. Po znalezieniu szczątków ponad stu osób archeolodzy sądzą, że mogił może być dużo więcej.

W kolejnych latach miejscy włodarze z różnych opcji politycznych prześcigali się w mniej lub bardziej realnych pomysłach na jego wykorzystanie, z (nie)sławnym torem Formuły 1 na czele. „Musimy zagospodarować poligon na Brusie, bo ten teren zdziczał tak bardzo, że stał się niebezpieczny.” – wypowiedział się jakiś czas temu jeden z byłych miejskich urzędników. Żadnych inwestycji jednak nie przeprowadzono – Majerka prawdopodobnie wciąż kryje ciała ofiar totalitarnych zbrodni, w głębi ziemi mimo powierzchniowego rozminowania wciąż mogą pozostawać niewybuchy, a także mogło zwyczajnie brakować funduszy.

W połowie lipca 2017 podczas konferencji prasowej władze miasta poinformowały o planach sprzedaży 10 proc. terenu od strony ul. Krańcowej pod zabudowę jednorodzinną. Uzyskane fundusze planowano przeznaczyć na budowę parku na pozostałej części dawnego poligonu oraz remont ulic Krańcowej i Biegunowej. Przedstawiono również projekt studium zagospodarowania przestrzennego, w którym cały teren Brusa ma mieszane przeznaczenie rekreacyjno-wypoczynkowe oraz pod zabudowę jednorodzinną niską.

Mape projektu można obejrzeć m.in. na stronach Miejskiej Pracowni Urbanistycznej oraz serwisu urbnews.pl.

Jak się dowiedzieliśmy w Urzędzie Miasta Łodzi, „nie był (...) brany pod uwagę wariant zwrotu bonifikaty, ponieważ ograniczenia z nią związane wygasają na początku 2019 roku, a sprzedaż działek nie była planowana wcześniej, niż po tym terminie.”

Drugie zielone płuco Łodzi

Plany te spowodowały zdecydowane protesty znacznej części okolicznych mieszkańców. Uzasadnione podejrzenia budziła również sprzeczność deklaracji magistratu z zapisami w projekcie studium, które nie gwarantowały, że zabudowa zakończy się na wspomnianych 10 procentach terenu. „Wszystkie argumenty są przeciwko decyzji o sprzedaży Brusa. Jedyne „za” to finanse. Jak widać trzeba łatać czymś dziury w budżecie, by znaleźć pieniądze na (...) wielkie inwestycje. Ale pieniędzy powinno się szukać gdzie indziej, nie w płucach i jakości życia mieszkańców” – oceniał Krzysztof Ruciński ze stowarzyszenia Nowa Łódź, jedna z osób najbardziej zaangażowanych w protesty. „Nie wycinajcie nam lewego płuca” – nawoływała z kolei ulotka inicjatywy Wspólna Łódź.

Las na Brusie jest bowiem w opinii okolicznych mieszkańców drugim, obok Lasu Łagiewnickiego, zielonym płucem Łodzi. Sprzeciw wobec najważniejszego planistycznego dokumentu dla miasta zgłosiło ok. 2,5 tys. osób. List w obronie Brusa wystosowało też 160 naukowców z Uniwersytetu Łódzkiego. W obronie Brusa stanęli również jego użytkownicy: spacerowicze, grzybiarze, biegacze, rowerzyści, miłośnicy sportów obronnych, paintballa i strzelania z broni na sprężone powietrze. Akcje protestacyjne połączone z upamiętnianiem ofiar totalitarnych zbrodni pochowanych na dawnym poligonie odbywały się przy pamiątkowym kamieniu ku ich czci na skraju lasu przy ul. Krańcowej.

Konsultacje, czyli figowy listek?

W związku z tymi protestami na początku grudnia 2017 władze miejskie rozpoczęły konsultacje społeczne w sprawie przyszłości Brusa, które trwają do końca stycznia 2018, połączone ze spotkaniami pani prezydent Hanny Zdanowskiej na osiedlach. Łodzianie mogą wybierać, który z przedstawionych przez magistrat wariantów jest ich zdaniem najlepszy. Do wyboru mają: a) wycięcie 10 proc. lasu i przerobienie reszty na park, b) stworzenie skoczni, sztucznego jeziora, term i strzelnicy, co zaproponował jeden z łódzkich posłów, oraz c) pozostawienie terenu takim, jaki jest.

Zdaniem wielu, konsultacje te miały być tylko figowym listkiem przykrywającym prawdziwe intencje UMŁ – przeforsowanie swoich planów. Jakby na dowód tego, 18 grudnia na oficjalnym facebookowym profilu urzędu miasta pojawił się następujący wpis: „Brus 9 lat temu kosztował nas 76 mln zł i od tamtej pory nie było wiadomo, co dalej. Teraz decyzja należy do Was: samofinansujący się park i remont pobliskich ulic, stok narciarski, jezioro i strzelnica za 200 milionów zł czy dziki las, chynchy i chaszcze tak, jak teraz. Decydujcie”. Link prowadził bezpośrednio do platformy internetowej Vox Populi, którą UMŁ wykorzystuje do zbierania opinii mieszkańców.

W komentarzach rozpętała się burza. Wpis wkrótce wyedytowano, usuwając „chynchy i chaszcze”, a biuro prasowe magistratu przeprosiło tych, którzy poczuli się urażeni jego treścią. To jednak nie uspokoiło nastrojów. Na prowadzonych równolegle z konsultacjami warsztatach dotyczących zagospodarowania Brusa mieszkańcy byli jednomyślni, że las ma pozostać lasem. „Nie chcemy tam latarni i placów zabaw. Nie chcemy parku, bo ten jest tuż obok na Zdrowiu. Potrzebujemy ładnego lasu. Wystarczy go posprzątać, być może wyznaczyć miejsca do grilla, zamontować leśne kosze i ławki” – opowiadał Krzysztof Ruciński ze stowarzyszenia Nowa Łódź.

Zwycięstwo mieszkańców?

Jak już wspomnieliśmy na początku, władze miejskie pod naciskiem protestów mieszkańców w końcu wycofały się ze swojego pomysłu. Konsultacje jednak potrwają jeszcze kilka dni, do końca stycznia. Czy warto jeszcze oddać w nich głos, jeśli dotąd tego nie zrobiliśmy?

Jak najbardziej. Nawet wiceprezydent Łodzi Wojciech Rosicki ostatnio podkreślił, że konsultacje służą pokazaniu kierunku, w jakim według mieszkańców powinny zmierzać działania miasta. „Jeśli mieszkańcy w trakcie konsultacji uznają, że nie chcą żadnej zabudowy na Brusie, to takie rozwiązanie będziemy rekomendować.” – stwierdził również wcześniej przedstawiciel magistratu Łukasz Goss. Platformę Vox Populi można znaleźć TUTAJ.

Oprócz trzech wcześniej podanych propozycji, w tym lakonicznego „pozostawienia terenu takim, jaki jest”, istnieje możliwość wpisania własnej. Wśród protestujących przeciw zabudowie Brusa, czy też przerabianiu go na urządzony park, pojawiają się następujące propozycje:

„Chciałbym/ałabym, aby Las na Brusie zachował swój leśny, naturalny charakter. Uważam, że ewentualna zabudowa i próba przekształcenia lasu w park tylko mu zaszkodzi. Najlepszym rozwiązaniem byłoby uprzątnięcie całego terenu, postawienie koszy na śmieci oraz pozostawienie go w stanie jak najbardziej zbliżonym do stanu obecnego, czyli w charakterze lasu miejskiego. W ten sposób będzie najlepiej służył mieszkańcom najbliższych osiedli oraz całego miasta, jako Zielone Płuco Łodzi.”

„Las na Brusie powinien pełnić funkcje rekreacyjne klasycznie rozumianego lasu. Na jego obszarze nie powinna być prowadzona gospodarka leśna. Należy go uprzątnąć, pielęgnować i konsekwentnie dbać o jego stan. Warto rozważyć stworzenie miejsc do grillowania, postawienie ławek, tablic informacyjnych i koszy na śmieci - w estetyce typowej dla lasów państwowych i miejskich (wykończenia drewniane), a nie parkowej. W perspektywie kilku lat, należy konsekwentnie poprawiać stan głównych ciągów pieszo-rowerowych. Należy rozważyć rozszerzenie zasięgu użytków ekologicznych, a także stworzenie ścieżek historycznych i przyrodniczych. Las na Brusie nie powinien dublować parkowych funkcji parku na Zdrowiu, ze względu na to, że zieleń o charakterze leśnym ma zupełnie inne grono użytkowników, niż park. Żadna z obecnych grup użytkowników lasu nie powinna zostać wykluczona z użytkowania tego terenu w przyszłości. Należy jednak ograniczać obecność uciążliwą dla środowiska i mieszkańców okolicy, w szczególności związaną z hałasem. Należy ograniczyć wjazd na teren lasu samochodami i motocyklami. Las na Brusie powinien pozostać miejscem gier terenowych, imprez sportowych i edukacji obywatelskiej, z którego mogą swobodnie korzystać organizacje o charakterze edukacyjnym, sportowym, wychowawczym i proobronnym. Regulamin korzystania z lasu na Brusie w przyszłości powinien zostać ustalony wspólnie przez wszystkich aktualnych użytkowników, a nie narzucony odgórnie.”

Na starym poligonie znajduje się wartościowy ekosystem z młodym naturalnym lasem, łąkami i terenami podmokłymi. Około 9 proc. terenu jest chronione w dwóch użytkach ekologicznych: Majerowskie Błota i Majerowskie Pole. Rzeźba terenu ukształtowana działaniami wojska i powojskowe ruiny nadają temu miejscu jedyny w swoim rodzaju klimat, umożliwiający jak nigdzie indziej w okolicy uprawianie takich aktywności, jak np. biegi terenowe i przeszkodowe, kolarstwo górskie, paintball, strzelanki ASG. „Przy wszystkich grupach nacisku może czas utworzyć własną, optującą za zachowaniem Majerki jaka jest i jeśli popierającą inwestycje na tym terenie, to tylko te jak najmniej inwazyjne?” – napisaliśmy we wcześniejszym artykule.

Tak właśnie się stało. Kiedy zaszła potrzeba, okoliczni mieszkańcy się zmobilizowali i stanęli „murem za Brusem”, jak głosiło jedno z haseł protestów. Rzeczywistość jednak pokazuje, że decydentom trzeba dalej patrzeć na ręce. Miłośnicy Majerki nie chcą na niej osiedla dla wybranych, skoczni narciarskiej, sztucznego jeziora ani zorganizowanego parku. Potrzebny jest wiążący plan zagospodarowania przestrzennego, który ustanowi „drugie zielone płuco Łodzi” lasem miejskim z należycie chronioną przyrodą. Choćby niektórzy je nazywali „chynchami i chaszczami”, takie dzikie miejsca też są w mieście potrzebne.

KW

Fot. Kamil Weinberg, Michał Kaczorowski

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce