Najdziksza strona Łodzi – Misja Brus [ZDJĘCIA]


Opublikowane w śr., 19/10/2016 - 08:52

Jest takie miejsce na zachodnich obrzeżach Łodzi, o którym większość jej mieszkańców wie tylko tyle, że istnieje albo nawet o nim nie słyszała. Z daleka od głównych dróg, z jednej strony osiedle domków jednorodzinnych, z pozostałych stron ogródki działkowe, pola i nieużytki. Samo miejsce, o którym mowa – niemałe, bo zajmujące 1,5 km kwadratowych – to też jeden wielki nieużytek. Względnie wspaniały młody naturalny las. Zależnie, czy spojrzymy z prawnego, czy przyrodniczego punktu widzenia. Las jaki jest, każdy widzi, ale lasem się staje, kiedy tak stwierdzą urzędnicy – pisze Kamil Weinberg.

Dla mnie to miejsce ma szczególne, bardzo osobiste znaczenie. W dzieciństwie zdarzało mi się tam włóczyć na nielegalu albo uciekać na rowerze przed goniącym mnie żołnierzem, który groził mi mandatem. Kilka lat temu wojsko opuściło Poligon Brus i sprzedało teren miastu. Okoliczni mieszkańcy nazywają tę okolicę Majerką albo Polem Majerowskim, od dawnego właściciela, fabrykanta Karola Meyera. Odkąd zacząłem biegać, jest to mój matecznik treningowy. Kiedy się wziąłem poważniej za treningi do biegów górskich i przeszkodowych, zacząłem odkrywać jego głębiej schowane miejsca. Jeden bieg został już tam rozegrany przed dwoma laty. Teraz nadarzyła się okazja, by pokazać go łódzkim biegaczom od nieco innej strony.

Misja Brus

Zostawiona przez wojsko „infrastruktura” pozwala zorganizować tam wspaniały bieg przeszkodowy praktycznie bez żadnych dodatkowych instalacji. Mamy więc wysokie wały ziemne, kulochwyty i pozostałości okopów, będące górami na tym płaskim z natury terenie. Mamy bunkry, których tunelami można się czołgać, a ścianami wspinać. Mamy ćwiczebne ruiny, których ścianki można przeskakiwać. Są też rozległe połacie piaszczystej gleby, w której grzęzną stopy. No i jest wspomniany młody naturalny las ze swoimi gęstymi chaszczami.

Dlatego kiedy tylko się dowiedziałem, że mój kolega Radek Sekieta (Time4s.pl) ma pomysł na tego typu imprezę w ramach cyklu Extreme Łódź Cup (obok letniej i zimowej Bitwy o Łódź oraz Biegu Łupaszki), od razu zaproponowałem swoją pomoc w ułożeniu trasy po poligonie, na którym znam każde drzewo i kamień. Bieg o nazwie Misja Brus odbył się w niedzielę 16 października.

Przez zderzenie terminów z biegiem w Uniejowie, zimną i deszczową pogodę i dość słabe rozreklamowanie frekwencja nie była wysoka, ale na tych, co zdecydowali się wziąć udział, miejsce i trasa zrobiły wrażenie. Start odbywał się interwałowo w parach co 30 sekund. Zaraz po nim zawodnicy skakali oknami wypalonego budynku i trafiali prosto na strzelanie z paintballa. Za każde pudło pokonywali biegiem karną rundę. Następnie mieli kawałek odkrytego, piaszczystego terenu, kilka wysokich wałów ziemnych porośniętych chaszczami i murowaną ścianę do przeskoczenia w ukrytych w lesie ruinach. Jak widać na zdjęciach, radzili sobie z nią całkiem sprawnie.

Dłuższe przebieżne odcinki piaszczystymi leśnymi ścieżkami też były, lecz między nimi zawodnicy trafiali na kolejne wały ziemne, gęste chaszcze i powojskowe ruiny, a także dwa długie i ciasne tunele do przeczołgania się. W drugim z nich już pojawiało się światło, kiedy okazywało się, że do końca został jeszcze ciaśniejszy odcinek, możliwy do przebycia tylko leżąc płasko i odpychając się palcami stóp.

Gwoździem programu był ostatni fragment około 3.5-kilometrowej trasy. Czekały tam kilkukrotne podejścia i zbiegi na najwyższy wał ziemny – kulochwyt za strzelnicą oraz odcinek specjalny przez pozostałości okopów. Na sam koniec została wspinaczka na trzy ściany bunkrów. Wielu zawodników sobie na nich wzajemnie pomagało, a kto nie dał rady, robił 20 pompek lub biegał dwie karne rundy. Po przeczołganiu się pod siatką czekała meta.

Ale to jeszcze nie był koniec zabawy. Ta sama pętla była do przebiegnięcia po raz drugi, ze startem w odstępach równych czasom zawodników z pierwszego okrążenia. Szczególnie ci najdłużej czekający na ponowny start narzekali na zimno i deszcz, próbując się rozgrzać gorącą herbatą. Cały bieg miał więc dystans około 7 kilometrów.

W zabezpieczeniu zawodów bardzo nam pomogli wolontariusze z Miejskiego Ośrodka Socjoterapii nr 3 i Mundurowego Liceum Ogólnokształcącego oraz zaprzyjaźnieni biegacze, którzy w zimnie i deszczu przez kilka godzin obstawiali trasę. Konferansjerkę na wysokim poziomie zapewnił nasz kolega Bartek Drach. Imprezę wspomogły także sklepy CrossRunShop oraz Decathlon Pasaż Łódzki.

Bezwzględnie najszybszy był Kamil Mirowski, który jako jedyny obie rundy pokonał poniżej 20 minut i uzyskał sumaryczny czas 37:31. Za nim przybiegli Krzysztof Madej (40:31) i Aleksander Lisowski (41:38). Wśród kobiet zwyciężyła Edyta Bartela (51:13) przed Katarzyną Zjawioną (51:43) i Klaudią Mikołajczyk (55:42). Spośród startującej trzydziestki bieg ukończyło 25 osób. Na wielkie uznanie zasługuje jeden zawodnik, który mimo skręconej kostki dotarł do mety. Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

Zwyciężczyni Edyta Bartela to reprezentantka łódzkiej drużyny Dzik Komando, specjalizującej się w biegach przeszkodowych, która wystawiła na Brusie najliczniejszy skład. Edyta niedawno zajęła 2. miejsce w biegu Dycha na Piątkę w Piątkowisku, gdzie odcinek specjalny po torze motocrossowym nieco przypominał fragmenty Misji Brus.

– Chociaż jestem z Łodzi, dotąd nie znałam tego terenu, nawet nie wiedziałam o jego istnieniu – powiedziała druga na mecie Kasia Zjawiona – a to znakomite miejsce na bieganie, rower i w ogóle aktywne spędzanie czasu! To był jej dopiero drugi bieg przeszkodowy i pierwszy tak trudny – przyznała. Wcześniej brała udział w zeszłorocznej Zimowej Bitwie o Łódź, którą ma zamiar już za kilka tygodni powtórzyć. Pozytywnie zaskoczony starym poligonem i charakterem biegu był również najszybszy z panów Kamil Mirowski.

Trasę zawodów częściowo znał zdobywca drugiego miejsca Olek Lisowski, gdyż dwa lata temu biegł tu w Letnim GP Łodzi. Zupełną niespodzianką okazały się jednak dla niego wspinaczki, czołganie w bunkrach i większość górek. Olek jest miłośnikiem biegów z przeszkodami, podobnie jak Jacek Slendak, strażak z zawodu. – Bardzo fajna impreza, coś słyszałem o tym miejscu – przyznał – ale nawet nie wiedziałem, że można tu pobiegać, chociaż mieszkam blisko.

Nie tylko dla nich to miejsce jest słabo poznane lub zupełnie nieznane. Podobne opinie wyrażała znaczna część zawodników. Jak można Majerkę wykorzystać? Oto zebrane wypowiedzi uczestników Misji Brus:

„Dzikość ma swój urok! Można by dołożyć jakieś urządzenia sportowe, siłownię na świeżym powietrzu, coś dla dzieciaków, wykorzystywać ten teren do paintballa, sam uczestniczę w takich zabawach...”

„Nie ruszać tego zbyt mocno. Co najwyżej jakieś instalacje sportowo-rekreacyjne, np. w rodzaju parku linowego. Niech w miarę możliwości zostanie jak jest.”

„Nie chciałbym, żeby to miejsce zagospodarowano komercyjnie. Niech będzie dostępne dla każdego, np. do paintballu. Trzeba je tylko trochę ogarnąć, żeby było bezpieczniejsze, posprzątać...”


Polecamy również:


Podziel się: