Najszybszy w historii! 17. Bieg ulicą Piotrkowską [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 26/05/2019 - 07:37

Nowa lokalizacja biura zawodów, zmieniona trasa, rekordowa frekwencja i bardzo mocna obsada – tyle było wiadomo przed startem 17. Biegu ulicą Piotrkowską Rossmann Run w Łodzi. W sobotni wieczór 25 maja na starcie stanęło prawie pięć tysięcy biegaczy, a wśród nich m.in. Henryk Szost, Artur Kozłowski, Dominika Stelmach i Monika Kaczmarek.

Baza biegu została w tym roku przeniesiona z okolic Placu Wolności w rejon osiedla akademickiego Politechniki Łódzkiej. Jej funkcje pełniły centrum handlowe Sukcesja i niedawno ukończony ośrodek Zatoka Sportu, przed którym znajdowały się start i meta. Tytułowa ulica Piotrkowska – reprezentacyjny łódzki deptak – znów prawie w całości wchodziła w skład trasy, jednak uczestnicy biegu pokonywali ją w przeciwnym kierunku, już wracając w stronę mety. Dzięki temu biegło się nią w większości w dół. Uniknięto też największych pofałdowań z poprzednich edycji, dzięki czemu chyba wszyscy uznali nową trasę za szybszą. Pogoda również sprzyjała – nie było gorąco ani duszno i wiał lekki wiatr.

Kiedy tylko jestem w tym czasie w Łodzi, nie odmawiam sobie udziału w tym miejscowym święcie sportu. Trenuję teraz do innych celów, więc ten bieg potraktowałem jako mocne przetarcie szybkościowe. Mimo gęstego tłumu biegaczy, sprawny start falami. Początek w większości lekko pod górę, ul. Żeromskiego, pod Stajnią Jednorożców czyli tramwajowym centrum przesiadkowym i al. Kościuszki. Na 4 km zawróciliśmy na południe przez Plac Wolności i wpadliśmy na Pietrynę. Znaczniki kilometrów rozstawione chyba niezbyt dokładnie, bo pokazywały mi tempo w okolicach 5 min./km, natomiast na półmetku złapałem sobie równo 24 minuty, co było bardziej realne.

Aż do 7 km biegliśmy lekko w dół Piotrkowską do nawrotki przy Białej Fabryce. Czułem się już zmęczony i nie byłem w stanie wykorzystać spadku terenu. Tym bardziej dziękowałem autorom trasy, że nie muszę pokonywać tego odcinka w przeciwną stronę, jak w poprzednich latach! Ósmy kilometr pod górę mnie jednak zupełnie przytkał, a w dodatku zacząłem się zmagać z kolką. Na szczęście dwa ostatnie znów prowadziły lekkim zbiegiem w kierunku akademickiego osiedla. Na dziesiątym odrobiłem całą stratę z ósmego, wyprzedzając kilkadziesiąt osób. Według znaczników znów okazał się „krótszy” – niemożliwe bowiem, bym w obecnej formie nawet z moim firmowym finiszem przebiegł ostatni kilometr dychy w 3:49!

Wynik 47:52, choć cztery minuty wolniejszy od życiówki, obecnie wstydu mi nie przynosi – tym bardziej, że zrobiony z samego górskiego treningu. Ponad pół minuty lepiej od wyników z Pietryny z dwóch poprzednich lat. W klasyfikacji dziennikarzy dał mi 11. miejsce. Z osobistym rekordem sprzed czterech lat byłoby szóste...

Niesamowicie zacięta walka rozegrała się o czołowe miejsca. Czterej najszybsi zawodnicy pobili rekord biegu, wpadając na metę w ciągu pięciu sekund. Zwyciężył Etiopczyk Gelaw Getaye Fisseha (29:27) przed zwycięzcą niedawnej dziesiątki przy DOZ Maratonie Łódź, Białorusinem Artsiomem Lohiszem (29:30) oraz naszymi dwoma mistrzami: Henrykiem Szostem (29:30) i Arturem Kozłowskim (29:32). Ta czwórka o pół minuty lub więcej wyprzedziła resztę stawki, w tym trzech Kenijczyków, z których pierwszy dobiegł Mathew Kibowen Kosgei (29:58).

Zaledwie kilku sekund do pobicia kobiecego rekordu zawodów zabrakło Kenijce Caroline Jebet Korir (33:08). Podium dopełniły jej rodaczki: Ruth Nundu Mbatha (33:40) i Christine Moraa Oigo (33:47). Wyprzedziły one Białorusinkę Irinę Somawę (33:53) i najszybszą z Polek Monikę Kaczmarek (34:52).

W biegu udział wzięło 4 987 osób. Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

– Było dość szybko – stwierdził chyba z pewnym niedopowiedzeniem Henryk Szost. – Czołówka dzisiejszego biegu była naprawdę mocna. Pierwszą część dystansu biegło się ciężko, trochę pod wiatr i pod górę. Wbiłem się od razu w pierwszą grupę i trochę się tam szarpaliśmy. Tempo było bardzo rwane, po 3 km przyśpieszyliśmy i ta grupa się rozerwała. Takie bieganie interwałami mi nie odpowiada. Ale po maratonie zacząłem znowu trenować dopiero dwa i pół tygodnia temu i tak naprawdę zrobiłem ostatnio tylko jeden mocniejszy trening szybkościowy, więc z tego wyniku jestem bardzo zadowolony – przyznał rekordzista Polski w maratonie.

– Dobiegliśmy razem, ale na trasie biegliśmy daleko od siebie – opowiadał Artur Kozłowski. – Ja goniłem, biegnąc w miarę równym tempem od początku do końca. Od trzeciego kilometra byłem sam, do czołówki mając chyba ponad 50 metrów straty. Później stopniowo zmniejszałem ten odstęp, ale na końcówce niestety trochę zabrakło. Białorusin miał mocny finisz. Choć zająłem to „najgorsze” czwarte miejsce, to bardzo się cieszę z wyniku, szczególnie na tej trasie.

– Biegło mi się dzisiaj świetnie, jestem zadowolona z wyniku, choć do życiówki sporo brakło – powiedziała nam Monika Kaczmarek. – W Łodzi kibice zawsze pomagają i robią fajną atmosferę.

– Nie ścigałam się z innymi dziewczynami, tylko biegłam swoje, na ile mogłam i utrzymywałam pozycję – relacjonowała łodzianka.

Szósta wśród pań Dominika Stelmach odwiedziła swoje rodzinne miasto po długiej podróży i sukcesach na Two Oceans Marathon w RPA i Wings for Life w Brazylii, a także wywalczeniu mistrzostwa Polski w biegu górskim na krótkim dystansie na Ślęży. – Zawsze przyjeżdżam do Łodzi do swojej rodziny na Dzień Matki i przy okazji też startuję na Piotrkowskiej – przyznała – bo jestem uzależniona od tego biegu. Biegłam dziś na luzie, choć jasne, że coś tam próbowałam się ścigać. Ale wiadomo, że teraz nie mam szybkości na uliczną dychę, bo biegam ostatnio zupełnie co innego.

Nasza zawodniczka wkrótce wybiera się ponownie do Afryki. – Na Comrades Marathon planuję mocno powalczyć, choć nie chcę zapeszać – przyznała Dominika – bo ma być bardzo silna obsada. – Od jutra zaczynam już luzować przed tym startem.

W najbliższych dniach na naszym portalu dłuższa rozmowa z Dominiką Stelmach o treningu, planach startowych i tokijskim marzeniu.

KW


Polecamy również:


Podziel się: