Nawet pogoda zamówiona na jubileusz Półmaratonu Szakala [WYNIKI, ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 20/10/2019 - 20:23

Półmaraton Szakala – kultowe wśród łódzkich biegaczy zawody z trasą wokół Lasu Łagiewnickiego – doczekały się w niedzielę 20 października dziesiątej edycji. Wspaniałe słońce i złoto-czerwone barwy jesieni upiększyły trasę prowadzącą przez podobno największy leśny kompleks w granicach miasta w Europie, lecz nie uczyniły jej ani odrobinę łatwiejszą. Jak zwykle nie zabrakło legendarnych, wyjątkowo stromych Parowów Szakala, a także łagodniejszych, lecz bardzo długich i żmudnych podbiegów, które jeszcze bardziej dają się we znaki zawodnikom.

Uczestnicy tradycyjnie wystartowali falami. Znad stawów w Arturówku pierwsze w samo południe wyruszyły panie, a za nimi panowie podzieleni na dwie grupy: o 12:15 i 12:25. W tym roku było to szczególnie uzasadnione z powodu rekordowej frekwencji – w biegu wzięło udział 808 osób.

Najszybszy w jubileuszowej edycji okazał się Tomasz Owczarek (1:19:38). Długo biegł on razem z Maurycym Oleksiewiczem, lecz później udało mu się uciec przedstawicielowi organizujących zawody łódzkich Szakali Bałut (1:21:28), który z kolei bezpiecznie dowiózł do mety przewagę nad Maciejem Frankowskim (Beauty Sport) z Konstantynowa Łódzkiego (1:23:05)

Wśród pań bezapelacyjnie wygrała reprezentująca Morenę Czołową Marta Bukowska z Tomaszowa Mazowieckiego (1:36:44), przed Dominiką Wiechą z UKS Orientuś Łódź (1:38:39) i inną łodzianką Agatą Tamborską z Dzik Komando (1:40:45).

Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

– Dziś w lesie było wyjątkowo pięknie, ale przez to wcale nie łatwiej – stwierdził po dekoracji zwycięzca Tomasz Owczarek – bo ta trasa jest wymagająca. Jednak jest to fajna odmiana od asfaltowych biegów. Tym bardziej się cieszę, że wygrałem. Już kiedyś raz tu biegłem, a teraz chyba nawet udało mi się poprawić czas.

– Zwycięzca był dzisiaj poza zasięgiem, ale i tak jestem zadowolony – przyznał Maurycy Oleksiewicz. – Długo biegliśmy razem, aż do 14. kilometra, ale później Tomek wyrobił przewagę i do mety już ją tylko powiększał. Po pewnym czasie zacząłem się nerwowo oglądać, czy ktoś się nie zbliża, ale na szczęście wypracowana przewaga okazała się bezpieczna. Słońce pięknie współgrało z październikowymi liśćmi, więc aż szkoda, że to było tylko 21 km – śmiał się czołowy łódzki zawodnik, który od kilku lat z dużymi sukcesami startuje w górskich ultrabiegach.

– W czasach asfaltowego biegania zdarzyło mi się tu zrobić lepszy wynik, ale wiadomo jak jest – opowiadał Maurycy – albo góry, albo szybkość. Teraz Szakal w moich kategoriach jest „płaskim biegiem”. Jednak niczego nie żałuję, w górach odnajduję się najlepiej, a na ulicy też mi się zdarza pojawić i tanio skóry nie sprzedaję.

– Może to berliński maraton zaprocentował, ale w sumie nie wiem, bo pobiegłam tak samo jak w tamtym roku – powiedziała nam Marta Bukowska, która zwyciężyła w Szakalu drugi raz z rzędu. Ta trasa jest trudna, na szczęście jak zawsze była świetnie oznaczona. Od początku biegłam sama i ani razu się nie zgubiłam. Na podbiegach było mi ciężko, a najstromsze miejsca nawet podchodziłam, bo wiedziałam, że mam przewagę.

– Drugie miejsce cieszy, ale czas nie do końca – przyznała Dominika Wiecha. Biegłam tu trzeci rok z rzędu, więc trasę znam dobrze i bardzo lubię te zawody. Teraz jeśli poprawiłam wynik, to może o parę sekund. Z moich dotychczasowych startów w tym roku zdecydowanie było najcieplej, co nie pomagało w szybkim bieganiu, jednak widoki były piękne.

Specjalnymi, pamiątkowmi koszulkami weteranów organizatorzy wyróżnili trzech zawodników, którzy wzięli udział we wszystkich dziesięciu edycjach Półmaratonu Szakala. Jeden z nich, Rafał Łubis, pojawił się na dekoracji w historycznej koszulce z pierwszej edycji z 2010 roku.

– Tegoroczny Szakal chyba rzeczywiście miał najpiękniejsze kolory – przyznał zawodnik – było najładniej i najcieplej. A przez te 10 lat bywało różnie. Czasem tak zimno, że było czuć aż w dole płuc, szczególnie po nagłym spadku temperatury w porównaniu do dni poprzedzających bieg. Jedna edycja trafiła się nawet „zimowa”, ale trochę mi się rozmywa się to już we wspomnieniach. W pamięci utkwiło mi za to, że za którymś razem tuż przede mną przebiegły mi drogę dwa olbrzymie dziki. Póki zdrowie pozwoli, na pewno dalej będę co roku tu startował – a że bieganie pomaga utrzymać dobre zdrowie, więc na pewno będzie to jeszcze długo.

– Podczas pierwszego Półmaratonu Szakala byłem dziewięć lat młodszy – wspominał dyrektor biegu i jednocześnie nasz festiwalowy ambasador Szymon Drab. – Teraz, jak co roku, jestem tak samo zmęczony, ale szczęśliwy. Z roku na rok mamy coraz więcej zawodników, uśmiechnięcych i zadowolonych Szakali i towarzyszy, którzy co roku zmagają się z tą niełatwą trasą i własnymi słabościami, a na mecie dostają piękny szakalowy medal (w tym roku jest na nim sowa – red.) oraz pamiątkowy kubek (co roku z innym zwierzęciem żyjącym w Lesie Łagiewnickim, w tym roku oprócz sowy są na nim również zwierzaki z poprzednich edycji – red.). Najmocniej utkwiła mi edycja z 2012 roku, kiedy dzień przed biegiem spadła ponad 20-centymetrowa warstwa śniegu, ale wykonaliśmy organizacyjny majstersztyk. Wtedy liny rozwieszone na stokach Parowów się naprawdę przydały, bo najwięcej zawodników musiało z nich korzystać.

Dzięki temu, że Półmaraton Szakala jest co roku inny, uczestniczącym w nim biegaczom zostaje na długo w pamięci i chętnie na niego wracają. Organizatorom, a także zawodnikom, z okazji jubileuszu życzymy jeszcze wielu równie udanych edycji!

KW

Fot. Paulina Borkowska, KW


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce