Olga Łyjak bije rekord trasy Aladağlar Sky Trail! "Mijałam pod górę facetów"


Opublikowane w ndz., 12/08/2018 - 23:13

W górach Aladağlar na południu azjatyckiej części Turcji rozegrano w sobotę 11 sierpnia Aladağlar Sky Trail. Była to jego czwarta edycja, a trzecia na obecnej trasie o długości 47 km i z prawie 4000 m sumy podejść. Już z tych statystyk wynika, że bieg ten ma rzadko spotykane parametry. Połowa trasy o wysokich trudnościach technicznych znajduje się powyżej 3000 metrów n.p.m., a jej najwyższy punkt ma wysokość 3723 m! W górskiej skali trudności ITRA ma aż 14 punktów (np. nasz Bieg Granią Tatr ma ich 9). By się do niego zakwalifikować, należy wykazać się odpowiednim doświadczeniem w biegach górskich lub wspinaczce.

Znakomity występ zaliczyła Olga Łyjak, która wygrała z miażdżącą przewagą, uzyskując czas 8:10:02 i dając się wyprzedzić tylko czterem mężczyznom. Poprawiła również o 35 minut rekord trasy, należący wcześniej do utytułowanej Francuzki Nathalie Mauclair.

Najszybszym z panów był miejscowy zawodnik Kemal Kukul (7:05:44), który wygrał tu również przed rokiem, a w 2016 był drugi. Turecki weteran znany jest m.in. ze zwycięstwa w kategorii wiekowej na Eiger Ultra Trail. Drugie i trzecie miejsce zajęli również przedstawiciele gospodarzy: Oğuzhan Emre Singer (7:16:16) i Cevdet Alyılmaz (7:50:39). Damskie podium dopełniły Turczynka Ayşen Aktaş (9:52:52) i Amerykanka Rikki Lee Roath (10:43:50).

Wystartowało 84 zawodników, z czego bieg ukończyło 72 (64 zmieściło się w podanym wcześniej 12,5-godzinnym limicie). Drugi z Polaków, nasz reporter Kamil Weinberg, zajął 25. miejsce z czasem 10:42:22.

W towarzyszącym biegu Aladaglar Trail JR (15 km, ok. 1000 m+) spośród 89 zawodników najszybsi byli: Faruk Kar (1:33:12), Mustafa Orhan (1:39:07) i Mehmet Yıldırım (1:39:27) oraz Nurhan Okur (2:03:05), Ebru Boz (2:03:22) i Nadya Zuyeva Saçlı (2:04:15). Pełne wyniki z obydwu dystansów można zobaczyć na stronie organizatorów: TUTAJ.

Po biegu rozmawialiśmy z naszą zawodniczką, która kontynuuje dobrą passę po niedawnym drugim miejscu w górskim półmaratonie na Teneryfie (relacja) .

– Rzuciłeś hasło, że jest taki bieg – wspomniała mi Olga. – Jak zobaczyłam o co chodzi, to stwierdziłam że muszę go pobiec. Nie miałam żadnych założeń, bo pierwszy raz miałam biec na takiej wysokości i nie wiedziałam, jak zareaguje mój organizm. Myślałam, że jak przebiegnę poniżej 9 godzin, to będzie super.

– Od połowy czerwca miałam prawie trzytygodniową przerwę chorobową i mogłam zacząć porządnie trenować dopiero w lipcu. Postanowiłam robić więcej krótkich i mocnych treningów głównie pod górę. Do tego dwa razy udało mi się zrobić treningi w komorze hipoksyjnej. Przybyliśmy do Turcji dwa tygodnie przed biegiem, by zrobić kilka wejść aklimatyzacyjnych na 3700-3900 metrów, w tym początkowym odcinkiem trasy zawodów, jak również wypady z elementami wspinaczki – na wygasły wulkan Erciyes oraz najwyższy szczyt gór Aladağlar, Kızılkayę. Po dwóch nocach na ponad 3500 m zeszliśmy z gór na pięć dni przed zawodami. Przez dwa dni czułam po tym osłabienie. Do końca nie wiedziałam, jak się będę czuła po tym eksperymencie aklimatyzacyjnym w dniu biegu. Jak się okazało, wszystko zagrało całkiem nieźle.

– Od początku zawodów mi się bardzo dobrze biegło, starałam się robić wszystko w tlenie żeby się nie zakwasić. Od 3000 metrów n.p.m. zaczęłam trochę czuć wysokość, nie miałam pełnej mocy w nogach, ale oddychało mi się świetnie i mimo wszystko przesuwałam się w górę klasyfikacji. Na drugim dużym podejściu miałam kryzys, ale czas wciąż był znakomity. Wtedy pomyślałam pierwszy raz, że jestem w stanie pobić rekord trasy. Pewnie gdybym sobie założyła lepszy czas, to bym mocniej cisnęła. A tak, to trzymałam pewien zapas na końcówkę i może dzięki temu wyszło jeszcze lepiej. Mimo kryzysu mijałam pod górę facetów, którzy przystawali albo siadali ze zmęczenia.

– Zaczęłam wcinać żela za żelem i odzyskałam siły do tego stopnia, że na ostatnim, najtrudniejszym technicznie i najbardziej stromym podejściu dostałam takiej mocy, jakbym dopiero zaczęła zawody. Założyłam, że na rekord trasy muszę je zrobić w godzinę, a weszło w 40 minut. Nie mogłam w to uwierzyć. Końcowe 14 km w dół, mimo technicznych fragmentów i małych podbiegów po drodze, też zrobiłam w założonym czasie. Ostatnie bardzo strome 3 km w dół były dla mnie najtrudniejsze, musiałam zwolnić z powodu kamieni w butach, raniących mi stopy. Na mecie okazało się, że mam wielki płat skóry na pięcie zdarty do krwi. Przyjemne zdziwienie nastąpiło, gdy się dowiedzałam, że mam piąte miejsce w generalce, a także że straciłam tylko 65 minut do najszybszego mężczyzny, który jest jednym z najlepszych tureckich biegaczy górskich.

– Trasa prowadziła często na przełaj przez piargi, nieraz bez żadnych ścieżek i była oznaczona tylko kamiennymi kopczykami, z czym nigdzie indziej się nie spotkałam – opowiadała zwyciężczyni. – Czasem ciężko było je wypatrzeć i szczególnie kiedy biegłam zupełnie sama, zastanawiałam się, czy biegnę w dobrym kierunku. Zabezpieczenie trasy jednak ogólnie było dobre, a organizatorzy i ludzie na miejscu są przemili i bardzo pomocni.

– Poza wysokością, która wg mnie jest największą trudnością, są tu bardzo strome podejścia i zbiegi w kruchej skale i osypujących się piargach. Ostatnie duże podejście było praktycznie na pograniczu wspinaczki górskiej w trudnym i kruchym terenie. Były również odcinki przebieżne, jednak położone powyżej 3000 m, gdzie niedobór tlenu mógł wielu biegaczom sprawiać kłopot. W porównaniu z podobnymi znanymi mi biegami było trudniej, niż na Gran Paradiso i łatwiej od Trofeo Kima. Ostatnie podejście przypominało mi nieco górę Hamperokken na Tromso Skyrace – zakończyła Olga Łyjak.

Jak już wcześniej pisaliśmy (TUTAJ). Aladağlar Sky Trail organizuje ta sama firma, co znacznie szerzej znany Cappadocia Ultra-Trail (Argeus Travel & Events). Wkrótce na naszym portalu rozmowa z jej partnerem zarządzającym Aydınem Güneyem, a także osobista relacja z trasy zawodów.

Kamil Weinberg


Polecamy również:


Podziel się: