Patrycja Bereznowska: drugi raz w Gorcach, drugi raz druga. Katarzyna Wilk i Tomasz Skupień mistrzami zimowej premiery w Gorcach


Opublikowane w ndz., 03/03/2019 - 20:32

Zachęceni powodzeniem trzech imprez letnich i rosnącym zainteresowaniem biegami górskimi w zimie, organizatorzy Gorce Ultra-Trail z Fundacji Run Vegan postanowili zaprosić biegaczy w pełne śniegu Gorce na początku marca. Premierowe wydanie GUT-Winter miało pilotażowo tylko jeden dystans (23 km) i bardzo kameralną frekwencję (zaplanowano setkę uczestników). Inauguracja zimowych Gorców wypadła na tyle udanie, że impreza będzie kontynuowana, prawdopodobnie w nieco wcześniejszym terminie (połowa lutego 2020 r.), liczniejszej obsadzie i z dodatkowym, dłuższym dystansem. 

Piątkowy rekonesans trasy nie napawał jednak optymizmem. Kto wybrał się na czerwony szlak od ochotnickiego przysiółka Studzionki do Lubania przekonał się, że na bieganie w sobotę wielkich szans nie ma. Rozmiękczony odwilżą śnieg zapadał się pod nogami do pół łydki, czasem nawet po kolana. Biegiem udało się robić na raz kilka, czasami kilkanaście kroków. Potem na chwilę stawało się w miejscu i traciło z trudem uzyskany rytm. Było też bardzo wilgotno i mgliście, na obiecane widoki z grzbietu Lubania też liczyć nie należało.

Na szczęście, aura zlitowała się nad ponad setką uczestników pierwszego zimowego biegu Gorce Ultra-Trail, na mało „ultra” dystansie 23 km. W nocy z piątku na sobotę pogoda zmieniła się diametralnie: chwycił lekki mróz, który utwardził grubą powłokę śniegu na ponad 10-kilometrowym szlaku do szczytu Lubania (1225 m n. p. m., jeden z najwyższych szczytów Gorców). Od rana świeciło piękne słońce, powietrze stało się przejrzystsze, na horyzoncie wyłonił się obraz niedalekich Tatr. Perspektywa biegania stała się od razu całkiem inna!

Start na mostku przy głównej drodze przez Ochotnicę, najdłuższą wieś w Polsce. I od razu – ostro w górę! 1800 metrów oblodzonym asfaltem z przewyższeniem ponad 250 metrów. Niektórzy już po 100 metrach przeszli z truchtu do marszu, ale czołówka mężczyzn ostro „darła” biegiem. Inną taktykę wybrała startująca drugi raz w górach Patrycja Bereznowska (w sierpniu ubiegłego roku też biegała w Gorcach, była druga – za Katarzyną Winiarską – na trasie GUT-102 km). Podbieg do Studzionek postanowiła pokonać spokojnie, w przysiółku była około 6 miejsca wśród pań). Ściganie planowała zacząć później.

Tak też zrobiła. Przyspieszyła, gdy z asfaltu biegacze skręcili w lewo na leśny szlak w kierunku Lubania. Pozostałe 21 km trasy miało, jak na bieg górski, ukształtowanie łagodne, podbiegi były krótkie i niezbyt wysokie.

Na czele stawki szybko znaleźli się panowie, którzy niemal do końca walczyli o zwycięstwo. Dariusz Marek i Tomasz Skupień „urwali się” trójce najmocniejszych rywali. Na Lubaniu, w jedynym punkcie kontroli czasu, mieli półtorej minuty przewagi nad Tomaszem NosalemPiotrem Biernawskim i Arturem Baranem.

Króciutka pętelka żółtym szlakiem wokół szczytu i powrót tą samą trasą do Studzionek, gdzie czekała meta. Marek, zwycięzca dwóch biegów (Studzionki Vertical i Ochotnica Challenge) prowadził, Skupień siedział mu na plecach. I tak do 19 kilometra, kiedy to, na podbiegu, Skupień przycisnął i powiedział rywalowi „bye, bye”. Ten moment zdecydował o losach zwycięstwa. Tomasz Skupień przybiegł do mety nieco ponad minutę szybciej, osiągnął świetny czas 1:57:58, Dariusz Marek też „złamał” 2 godziny (1:59:09).

Ciekawa walka toczyła się najniższy stopień podium. Tomasz Nosal biegł kilkadziesiąt sekund przed Piotrem Biernawskim. Na Lubaniu miał ponad minutę przewagi, ale w drodze powrotnej („Nie mam pojęcia, jak to się mogło stać!” – powiedział nam później) źle skręcił i dołożył sobie kilkaset metrów dystansu. Inna sprawa, że dzięki temu uniknął jednego z trudniejszych podbiegów na końcówce trasy. – Nie miałem siły go gonić – śmiał się Piotr Biernawski. Poważnie jednak zwycięzca Drużynowego Biegu 7 Dolin na Festiwalu Biegowym w Krynicy dodał: - Swój plan zrealizowałem, pobiegłem mocno, ale nie „na zapalenie płuc”.

Na mecie w Studzionkach różnica między trzecim i czwartym zawodnikiem wynosiła 34 sekundy, a niespełna minutę po Biernawskim finiszował piąty – Artur Baran, zdecydowany zwycięzca Gorce Ultra-Trail 2018 na dystansie 84 km. Artur z góry uprzedzał: „nie planuję się ostro ścigać, biegnę szybko, ale treningowo”. Słowa dotrzymał.

W stawce kobiet dość szybko od rywalek odskoczyła Katarzyna Wilk. „Cisnęła” w stronę Lubania tak mocno, że na półmetku miała 6,5 minuty przewagi nad Patrycją Bereznowską!

– Sędziowie na punkcie powiedzieli mi, ile tracę do liderki i już wiedziałam, że jej dogonienie jest mało realne – powiedziała światowa gwiazda biegów długodystansowych. A podczas dekoracji, pół żartem, pół serio Bereznowska mówiła: – Drugi raz startowałam w górach, drugi raz w Gorcach, drugi raz byłam druga i drugi raz… przegrałam z Kasią W. (w sierpniu ubiegłego roku na dystansie 102 km Patrycję pokonała Katarzyna Winiarska – red.). Latem trzeba będzie to wreszcie zmienić – zadeklarowała Bereznowska, czym ucieszyła organizatorów GUT. Kto by nie chciał gościć na swojej imprezie takiej mistrzyni! Nawet jeśli ta mistrzyni, jak mówi sama Patrycja, nie umie biegać w górach: – Żeby wygrywać w górach, trzeba w górach trenować – powtarzała sentencję wypowiedzianą w Ochotnicy już w sierpniu.

Katarzyna Wilk, choć na końcowych kilometrach ponoć "umierała", pewnie wygrała w czasie 2:28:49. Patrycja Bereznowska straciła do niej ponad 7 minut (2:36:02). Trzecia, niecałe 4 minuty po rekordzistce świata, finiszowała Dominika Duczmal.

WYNIKI

Piotr Falkowski

zdj. Patrycja Bereznowska, Grzegorz Olesiak, Sylwia Bartula Fotografia


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce