Pierwszy Nocny Rzeźniczek - historia błotem pisana [ZDJĘCIA]


Opublikowane w sob., 22/06/2019 - 11:55

W piątkowy wieczór wagony Kolejki Bieszczadzkiej wypełniły się biegaczami. Wcześniej, bo przecież zawsze wyruszały w drogę z uczestnikami Rzeźniczka w sobotni poranek. Tym razem trasę biegu przedeptali im zawodnicy startujący w pierwszej, historycznej edycji Nocnego Rzeźniczka. Historię pisali… błotem. Na szlakach było go tyle, że słynna Błotowyna mogłaby się zawstydzić…

W programie 5. Festiwalu Biegu Rzeźnika pojawiła się nowość: I Nocny Rzeźniczek, czyli nocna odsłona kultowego Rzeźniczka. Na tej samej trasie, z takim samym limitem czasu, dojazdem na start Kolejką Bieszczadzką. Od klasyka różniła się właściwie jednym: ciemnością, budzącą wiele emocji. O ile o pomyłkę na trasie świetnie oznakowanej przez rzeźnicką ekipę trudno, to pokonywanie szlaków w całkowitej ciemności wymagało sporej dawki zręczności i maksymalnego skupienia. Swoje robiła też wyobraźnia – w mroku nocy każdy dźwięk dochodzący z zarośli kojarzył się z niedźwiedziem lub innym dzikim mieszkańcem lasów.

– W nocy biegnie się jednak dużo trudniej niż w dzień. Wystarczyło, że na moment odwróciłem wzrok: zerknąłem na zegarek, albo księżyc a już traciłem koncentrację i noga uciekała. Za dnia mózg jednak analizuje trasę ileś metrów do przodu i biegnie się bezpieczniej – przyznał na mecie Jakub Radyk. – Mnie się bardzo podobało. Im więcej błota, tym lepiej. Dzisiaj biegłem rekreacyjnie, z żoną.

Żona Joanna Radyk nie była tak zachwycona nocnym startem: – To mój drugi pobyt w Bieszczadach, kiedyś biegłam zimową dychę. Chcieliśmy pobiec Rzeźniczka, ale skończyły się zapisy. Wtedy z mężem odkryliśmy, że są zapisy na Nocnego Rzeźniczka i postanowiliśmy spróbować. Czy zrobiłabym to jeszcze raz? Na ten moment mówię: nigdy więcej, ale może zmienię zdanie jak jutro wstanę. Kto wie… Najgorsze było ostatnie 10 km i błoto po kolana. Naprawdę trzeba było uważać.

Na błoto skarżyli się wszyscy. Ostatnie kilometry i stromy zbieg na boisko w Cisnej zamieniły się dosłownie w błotną zjeżdżalnię. Wielu nie udało się utrzymać równowagi i do mety docierali nie tylko w ubłoconych butach, ale nawet w błocie do pasa. Na szczęście obyło się bez urazów, sporo było za to śmiechu i frajdy.

Konkurencją zachwycony był Wojtek Chołaściński: – Jestem na Festiwalu Rzeźnickim trzeci raz. Biegłem już Rzeźniczka, Rzeźnika i teraz Nocnego Rzeźniczka. Tak zdecydowałem, żeby było coś innego. I było naprawdę super! Już chcę wystartować w przyszłym roku. W tym roku było więcej błota, ale nie było trudniej, tylko ciekawiej. I zaskakująco, bo momentami biegło się samemu. Można było zgasić światełko i popatrzeć w gwiazdy.

Dla najodważniejszych Nocny Rzeźniczek był przetarciem przed niedzielna Enigmą albo… dziennym Rzeźniczkiem. Na takie rozwiązanie wpadły też dwie drużynowe koleżanki z Sandomierza, Justyna Pawelec i Justyna Wrzosek.

– Pomysł na start w Nocnym Rzeźniczku urodził się w trakcie pobytu. Jutro biegniemy Enigmę i postanowiłyśmy zrobić taką rozgrzewkę, bieg towarzyszący. Rok temu biegłyśmy Rzeźniczka w ciągu dnia i to było zupełnie inne doświadczenie. Ciężko się biegnie nocą: nic nie widać, wszystko się może zdarzyć, np. może wysiąść latarka i trzeba biec z telefonem. Trasa w nocy jest zdecydowanie trudniejsza, widać to po czasach. Trzeba uważać na kamienie, żeby uniknąć kontuzji – mówiły nam dziewczyny.

Zwycięzcą pierwszej edycji Nocnego Rzeźniczka został Łukasz Tracz, któremu pokonanie 28 km błotnistych bieszczadzkich szlaków zajęło 2:42:16.

Drugie miejsce zajął Sławek Gawlik (2:46:10) a podium dopełnił Wojciech Lipa (2:55:04).

Fenomenalnie pobiegła najszybsza z pań Paulina Wywłoka, która z czasem 2:54:53 zajęła trzecie miejsce open.

Druga wśród kobiet była Barbara Barut-Skupień (3:22:02) a trzecia Agata Obidowicz (3:35:34).

Pełne wynik: TUTAJ

KM


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce