Po asfalcie w górach. Półmaraton w pirenejskiej wiosce Puigcerda


Półmaraton po asfalcie w górach? Może brzmi nielogicznie. Oksymoron? Nie, tak nie jest, bo góry wg definicji Wikipedia to „teren znajdujący się powyżej 500 m.”. Nie ma jednak w definicji tego że są to tylko ścieżki, lasy, błoto, góra i dół. Wspominam to na początku, bo kiedyś usłyszałam od pewnego biegacza z irytacją: „biegasz po betonie, nie wiesz co to naprawdę znaczy biegać po górach”.. może chodziło mu wtedy o różnicę miedzy bieganiem „w górach” a „po górach”, kto wie.. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ wzięłam udział w pięknym biegu w górach pirenejskich, w miejscowości Puigcerda.

„Mitja marato” (Kataloński Półmaraton), żaden tam trail run, ale klimat prawie ten sam. Bo o co w tym chodzi? O dobra zabawę, przebywanie w naturze, wysiłek fizyczny, o towarzystwo i jednocześnie rywalizację. Tak też i było podczas półmaratonu w Puigcerda. Fajni ludzie, łatwa trasa, piękny krajobraz.

Bieg rozpoczyna się z górki, więc tak naprawdę jedynie o czym musi myśleć na początku biegacz amator to jest to, żeby nie dać się grawitacji i nie przewracać nogami za szybko. Przecież do pokonania jest 21 km! Więc walczę z własnym ciałem, a w sumie przeciwko niemu i staram się kroczyć w wolnym tempie. Dobra strategia, bo od 6 km jak zaczęły się małe wzniesienia. Widziałam jak ci, którzy ruszyli jak strusie pędziwiatry, zaczęli po prostu odpadać. Mijając ich doceniłam swój spokojny oddech. Uświadomiłam sobie, jak źle wpływa to na biegacza obok, gdy widzi opanowanie i spokój współzawodnika. Przez 15 km miałam towarzystwo Katalończyka, który na początku grzecznie zapytał: „wkurza Cię, że biegnę w twoim rytmie?” odpowiedziałam: „no! Es placer” (nie, to przyjemność z mojej strony).

Trasa przez pierwsze kilometry były zbiegiem, z małymi wzniesieniami do 10 km i potem zaczęła się delikatnie wznosić. Na trasie biegacze jakby troszkę zestresowani mówili: „no to zobaczysz na 17 jak pod górę będzie mocno”, „ten półmaraton, choć po asfalcie wcale nie jest tak po prostej” albo „nie przemęczaj się bo przedostatnie km są pod górkę, czyli wtedy kiedy najbardziej Ci się już nie chce..”. Ja właściwie nie odczułam na 17 km aż takiego ciężkiego podbiegu. Właściwie to był piękny moment bo podbiegając, można było zobaczyć pola, łąki i góry na horyzoncie. Piękne Pireneje..

Były też momenty biegu wzdłuż miękkich ścieżek polnych, były kamienie i pył. Tak jak momenty z górki i pod górkę oraz.. słońce. Błogie, hiszpańskie słońce, które zawsze motywuje, chociaż jednocześnie przyczynia się do wypłukania płynów i minerałów z organizmu. Na szczęście wszystko zorganizowane było według programu. Nawodnienie na każdym 5 kilometrze, woda i izotonik oraz coś na ząb na koniec biegu.

Taka piękna jeszcze kwestia, że nagradzano nie trzy pierwsze miejsca, ale pięć. Miło.

Fajny półmaratonik w Puigcerda, ciepły kataloński klimati … asfalt w górach nie taki straszny.

Patrycja Mocek


Polecamy również:


Podziel się: