Po limicie, ale szczęśliwi. Zamykali stawkę ORLEN Warsaw Marathon 2019


Opublikowane w pon., 15/04/2019 - 14:04

4 696 osób przekroczyło w niedzielę linię mety 7. ORLEN Warsaw Marathon, ale tylko 4 617 zrobiło to w limicie 5 godzin i 30 minut brutto.

Określenie, kto był ostatnim zawodnikiem w limicie, okazało się trudnym zadaniem. Mylili się w tej kwestii spikerzy, zapowiadając że bieg zakończy zawodnik biegnący przed karetką. Pojazd owszem, pojawił się, ale towarzyszył nie temu, kto kończył bieg. Nawet cheerleaderki przekonane, że to koniec imprezy, na moment opuściły swoje stanowisko.

Po ostatnich zawodnikach, którzy finiszowali w limicie czasu, biegło jeszcze 79 osób, którym do tego limitu zabrakło.

Ostatnim sklasyfikowanym maratończykiem, który dotarł do końca grubo po limicie, był Paweł Mej. Ten biegacz jest znany z tego, że biega z polską flagą i na boso. OWM nie był wyjątkiem. Tę trasę również przebiegł bez obuwia. Uzyskał czas 6:12:30.

Według nieoficjalnych wyników brutto, ostatnią zawodniczką z wynikiem poniżej 5h30 była Dorota Ptak - 5:29:44. Dla tej biegaczki był to dopiero drugi maraton w życiu i wiele wskazuje na to, że więcej na asfalcie nie wystartuje.

- Dla mojej koleżanki to był drugi start maratoński. Nie przygotowałyśmy się dobrze, ale radości na mecie nam nie brakuje - wyjaśniła nam Lidia Jucha, która bieg skończyła kilka sekund przed swoją przyjaciółką. Obie panie deklarują, że chociaż cieszą się z wyniku w limicie, to starty uliczne nie do końca im odpowiadają.

- Chyba pomyślimy o Festiwalu Biegowym w Krynicy i spróbujemy czegoś w górach - dodała Lidia.

Dwie minuty po limicie na metę przybiegła startująca w kat. K70 Ewa Kasierska. Tę zawodniczkę kojarzy większość biegaczy. Startuje często i na każdym dystansie. Niestety pogarsza się stan jej zdrowia i ma to przełożenie na wyniki. OWM biegła z bolącym barkiem. W ubiegłym roku przeszła też operację.

- Było mi dzisiaj za zimno. Nawet czapki nie zdjęłam. Było ciężko - mówiła na mecie Ewa.

Z problemami zdrowotnymi zmagał się również Józef Sztachelski z kat. M70. Już na początku biegu dopadły go bóle kolan. Postanowił jednak ukończyć bieg bez względu na samopoczucie i limit czasu.

Maratończycy zamykający stawkę, często nie mieli siły z nami rozmawiać. Kończyli bieg zmęczeni, czasem wsparci na ramionach swoich przyjaciół, ale radości z realizacji celu im nie brakowało. Wszystkim gratulujemy!

IB


Polecamy również:


Podziel się: