Polacy rasistami? Świat komentuje problemy Recho Kosgei w Warszawie


Szok, niedowierzanie a nawet agresja jest reakcją na nagranie pokazujące scenę, w której Recho Kosgei przewraca się 800 m przed metą 39. PZU Maratonu Warszawskiego i walczy o to, by wstać. Siły ją opuszczają i w efekcie linię mety mija wsparta przed ratowników medycznych.

Chociaż film nie pokazuje wszystkiego, w Kenii i innych krajach afrykańskich zawrzało. O ile na stronach oficjalnych mediów w USA, Kanadzie czy w Kenii dominuje newsowy styl podawanej informacji i wina organizatora, który miał zaniedbać opiekę nad zawodniczką, jest raczej sugerowana, niż stwierdzona, to już komentarze pod filmem umieszczanym w mediach społecznościowych na kontach dziennikarzy nie zostawiają suchej nitki na gospodarzach imprezy, biegaczach i Polakach w ogóle.

Sprawa wymknęła się spod kontroli. Mówią o niej tacy biegacze jak David Rudisha...

...czy Wesley Korir...

...a pojedyncze głosy rozsądku giną w morzu krytyki. Gdy dziennikarz sportowy Saddique Shaban pokazał film sugerując, że potrzebująca pomocy biegaczka została pozostawiana sama sobie, pojawiły się opinie o rasizmie, a w najlepszym wypadku o braku ludzkich odruchów u Polaków.

„Co za wstyd. Nie powinniśmy pozwalać, by takie rzeczy przytrafiały się naszym biegaczom. Nie powinniśmy tam jeździć. Wstyd dla organizatora i filmujących” – głosi jeden z komentarzy.

„Organizator powinien zostać ukarany” – idzie dalej kolejny z komentujących, a zaraz potem pojawiają się żądania bojkotowania startów afrykańskich zawodników w Warszawie. Za brak pomocy dostaje się operatorom kamery, a wszystkim uczestnikom za rasizm. I to mimo faktu, że biegaczce pomógł maratończyk ze Słowacji, a nie np. mijająca ją obojętnie etiopska biegaczka.

– To właśnie w tym momencie się poddała. Gdy minęła ją Etiopka. Wcześniej próbowała wstać i kontynuować bieg. Czytamy komentarze, że niemal doprowadziliśmy do jej śmierci, co jest kuriozalne. Zawodniczkę odcięło z powodu odwodnienia. Nie wzięła odżywki z żadnego punktu, w jakim na nią czekały napoje – wyjaśnia Magda Skrocka z Fundacji „Maraton Warszawski”.

– 800 metrów przed metą (Recho Kosgei - red.) osłabła. To jest fakt, ale film, który krąży w Internecie pokazuje samą biegaczkę, a nie całą sytuację. Nie pokazuje tego, że przed nią zatrzymał się samochód z zegarem i pomoc została natychmiast wezwana – tłumaczy Magda Skrocka. I zwraca uwagę na ważny aspekt sprawy.

– Początkowo zawodniczka próbowała wstać i kontynuować bieg. W kontekście przepisów międzynarodowych, gdyby ktokolwiek z obsługi jej pomógł akurat w tym momencie, zostałaby zdyskwalifikowana. Karetka podjechała szybko i monitorowała sytuację. Dopiero na znak biegaczki podeszły służby medyczne.

– Warto zaznaczyć, że przy biegaczce stała również jej managerka, którą dowieźliśmy tam karetką. Zawodniczka przekroczyła linię mety wsparta przez ratowników. W szpitalu dostała kroplówkę i została wypisana – podkreśla Magda Skrocka.

Jeszcze dzisiaj spodziewane jest oświadczenie managerki zawodniczki, która jest zaskoczona obrotem sprawy.

IB

Polecamy również:


Podziel się: